Wspomnienia osób, które w pażdzierniku 1945 roku brały udział w ekshumacji ofiar makabrycznej nocy.

1. Janusz Brodziński - w pażdzierniku 1945 roku, jako jedenasto letni chłopak i członek 14 drużyny harcerskiej przy szkole podstawowej nr.5 im. Panny Marii w Inowrocławiu, uczestniczył

w uroczystościach pogrzebowych.

2. Hr Aniela Ponińska - żona hr Edwarda Ponińskiego.

 

"Komisja sądowa wezwała rodziny pomordowanych do rozpoznania zwłok, a raczej szczątki swoich bliskich, bo po tych sześciu latach nie było już śladu żadnego ubrania, poza szczątkami obuwia. Pozostały tylko kości miejscami powleczone jeszcze jakby gliną. Przybywszy na miejsce, bardzo dokładnie zaczęłam badać każdy szczegół poszczególnych szczątków zwłok, ułożonych na brzegu odkopanego rowu. Każdą z osobna czaszkę trzeba było nieraz składać, szukać śladów włosów, daremnie śladów ubrania. Wszystkie te biedne, umęczone głowy miałam w ręku i nagle, gdy zbliżyłam

u jednej z nich szczękę do czaszki, zobaczyłam jakby znany mi uśmiech mego męża. Znalazłam też parę włosów i kawałek obuwia świadczący o jego wymiarze. Zwróciłam się do sędziów, prosząc,

by te zwłoki złożono do osobnej trumny, jako rozpoznane przeze mnie. Sędziowie oczywiście się zgodzili, nie wierząc jednak zapewne, że rozpoznanie osoby w tych szczątkach było możliwe. Zawołano jeńca (niemieckiego), aby zwłoki złożył do trumny i oto

w chwili, gdy on podnosi tors, natrafiłam palcem na coś ostrego,

co okazało się być złotym krzyżykiem wiszącym na srebrnym łańcuszku, wraz z medalem sodalicyjnym. Byłam wstrząśnięta widząc tę znaną mi pamiątkę, bardzo szczęśliwa, że mam pewność co do tego, że to jego pochowam w grobowcu ojców. Udałam się wtedy do władz, prosząc, by mi wydano trumnę ze zwłokami mego męża. Poprosiłam mleczarza, który woził mleko z majątku kościeleckiego, aby wracając zabrał mnie z trumną do Kościelca.

Tam proboszcz odprawił żałobne nabożeństwo i złożyłam zwłoki mego ukochanego męża w niszy w grobowcu pod kościołem, przygotowanej dla nas przez niego. Małą trumienkę".