Oglądaj stronę we wszystkich językach świata.

Powstanie Wielkopolskie w Inowrocławiu 1918 - 1919

"Marsylianka Wielkopolska", to pieśń powstańców wielkopolskich ku uczczeniu 27 grudnia 1918 roku. Nagranie pochodzi z płyty "Hej za broń powstańcy! Pieśni powstania wielkopolskiego 1918/1919". Pieśń śpiewa chór męski "ARION" pod dyrekcją Andrzeja Niedziałkowskiego.

Na rewolucyjnej fali.

9 listopada 1918 roku wybucha w Niemczech rewolucja, która detronizuje cesarza Wilhelma II, a już 11 listopada 1918 roku proklamowana zostaje niepodległość Polski obejmującej część obszarów dawnego zaboru rosyjskiego i austriackiego. Tereny zagarnięte przez Prusy, mimo ich oczywistej klęski, w myśl umowy rozejmowej nadal jeszcze miał oddzielać od niepodległej już części kraju kordon graniczny. Niemieckie wojska okupacyjne zobowiązane zostały do opuszczenia tylko tych terytoriów, które zajęły po 1 sierpnia 1914 roku. Sprawę innych terytoriów, a więc i sprawę Wielkopolski, Kujaw i Pomorza miała rozstrzygnąć dopiero konferencja pokojowa.

Inowrocław, jako jedno z największych, poza Poznaniem i Bydgoszczą miast ówczesnego Wielkiego Księstwa Poznańskiego, należał do tych ośrodków, które szczególnie przeżywały i entuzjazmowały się zachodzącymi w świecie wydarzeniami. Informowała o nich miejscowa prasa, komentowali i nadawali im rozgłosu wracający tłumnie z różnych frontów zrewoltowani żołnierze polscy armii niemieckiej. Donosząc o detronizacji i ucieczce do Holandii cesarza Wilhelma II, miejscowy "Dziennik Kujawski" redagowany przez póżniejszego komisarza "Naczelnej Rady Ludowej" - Adama Poszwińskiego pisał między innymi:

"Żegnamy go świadomością krzywd pod jego rządami nam wyrządzonymi".

W dniu, w którym wybucha w Berlinie rewolucja i wiadomość dociera do Inowrocławia, zawiązuje się w mieście "Rada Żołnierska" miejscowego garnizonu pruskiego, składającego się z "140 Pułku Piechoty" i "53 Pułku Artylerii Polowej". Główne siły obu tych jednostek przebywały wówczas jeszcze na froncie. Mimo, że na czele "Rady Żołnierskiej" stanął hamburski komunista - Heinrich Burchardt, sprzyjający aspiracjom niepodległościowym Polaków i czynnie ich w tym popierający. W skład "Rady Żołnierskiej" weszło także trzech oficerów pruskich: major Rosenthal, kapitan Haffner i podporucznik Reuter. Wprowadzeni zostali oni tam przez dowódcę inowrocławskiego garnizonu - majora Grolmana, który w ten sposób zapewnił sobie bezpośredni wpływ na decyzje podejmowane przez "Radę Żołnierską". To także określało jej - mimo obecności w radzie żołnierzy - Polaków: Stanisława Mańczaka i Tadeusza Smodlibowskiego - niechętny żywiołowi polskiemu zachowawczy charakter. O tym jak dalece "Rada Żołnierska" była podporządkowana korpusowi oficerskiemu i dowództwu garnizonu świadczy fakt, że żołnierze pruscy w Inowrocławiu, niemalże nie przerwali pełnienia służby patrolowej i wartowniczej.

Równocześnie, na wieść o rewolucji w Niemczech, ujawnił się zawiązany na początku listopada 1918 roku przez polskich działaczy wzorem analogicznych komórek w Wielkopolsce - "Tajny Międzypartyjny Komitet Obywatelski" (TMKO). Komitet ten składał się głównie ze starszej generacji działaczy "endeckich", byłych działaczy komitetów wyborczych, aktywistów społecznych okolicznych ziemian, miejscowej inteligencji, kupiectwa, duchowieństwa i bogatszych chłopów. Przywódcą TMKO został redaktor "Dziennika Kujawskiego" -  Adam Poszwiński. Zarówno gazeta, jak i sam TMKO, wobec zaborcy pruskiego, przy wyrażnym podkreślaniu polskości i odrębności ziem zagarniętych przez Prusy, stosował politykę wyczekiwania na decyzje, jakie w sprawie Polski podjąć miały mocarstwa zwycięskiej koalicj. Stąd dążenie do unikania otwartych zadrażnień z miejscowymi Niemcami, do współpracy i zachowania spokoju.

10 listopada 1918 roku z połączenia "Tajnego Międzypartyjnego Komitetu Obywatelskiego" i "Rady Żołnierskiej" utworzono nowy organ wykonawczy pod nazwą "Rady Żołniersko-Robotniczo-Obywatelskiej". Nowa rada rozpoczęła swą działalność 12 listopada 1918 roku, a w skład jej weszło 6 Polaków i 4 Niemców, co oznaczało znacznie korzystniejszy układ sił Polaków niż w zlikwidowanej "Radzie Żołnierskiej". W składzie zlikwidowanego TMKO

byli: Antoni Cięgotura z Jaksic, Franciszek Głowacki - mistrz stolarski, Baltazar Górny - prezes "Towarzystwa Robotników Polsko-Katolickich", ksiądz dziekan Haupa z Gniewkowa, Ignacy Koraszewski, dr Józef Krzymiński - prezws przedwojennego powiatowego komitetu wyborczego, ksiądz prałat Antoni Laubitz, Adolf Poniński - ziemianin z Kościelca, Adam Poszwiński - redaktor "Dziennika Kujawskiego", Władysław Rogatka - prezes "Zjednoczenia Zawodowego Polskiego", dr Stanisław Wachowiak, Wincenty Wąsowicz - kupiec i Adam Znaniecki.

Natomiast w nowej "Radzie Żołniersko-Robotniczo-Obywatelskiej" zasiedli: Baltazar Górny, Władysław Rogatka, Franciszek Głowacki, dr Józef Krzymiński, Adam Poszwiński i ksiądz wikariusz Julian Wilkans oraz Niemcy: Bartel - radny miejski, Hoffmann - mistrz krawiecki, Soeling - dziennikarz i Stroschein - robotnik.

Zadaniem inowrocławskiej "Rady Żołniersko-Robotniczo-Obywatelskiej" było przejęcie kontroli nad działalnością dotychczasowych władz miejskich i powiatowych, głównie w zakresie utrzymania ładu, porządku i spokoju w okresie przejściowym od rewolucji niemieckiej do wyboru "Zgromadzenia Narodowego". Nowa rada podjęła też w pierwszej kolejności starania o rozbicie niemieckiego aparatu władzy, przede wszystkim przez usunięcie z niego elementów hakatystycznych i przejęcie go w ręce polskie. Do tego czasu bowiem Polacy nie mieli ani jednego swego przedstawiciela we władzach miejskich Inowrocławia. W wyniku polskich żądań do inowrocławskiego magistratu weszło 9 Polaków, a "Rada Miejska" została uzupełniona 30 polskimi obywatelami. Między innymi radnymi wówczas zostali: Wacław Bolz, Seweryn Chojnacki, Józef Czapla, Józef Eckert, Maksymilian Gruszczyński, Stanisław Jałoszyński i Bolesław Wojkowski. Jednocześniw z "Rady Miejskiej" usunięto dwóch znienawidzonych Żydów niemieckich: Schwarzezna i Salomonschna, obwinianych powszechnie o inicjatywę w sprawie przemianowania w 1904 roku Inowrocławia na Hohensalza. Za duży sukces nowej "Rady Miejskiej" należy uznać usunięcie zażartego hakatysty Eschenbacha ze stanowiska nadburmistrza Inowrocławia. Jego miejsce zajął II burmistrz, również Niemiec - dr Arter, którego agendy z kolei przejął Polak - adwokat Radwański. Odwołano także niemieckiego inspektora szkolnego, powierzając jego funkcję na powiaty: inowrocławski, strzeliński i mogileński, polskiemu proboszczowi z Inowrocławia - księdzu Antoniemu Laubitzowi. W ten sposób przerwano trwającą od kilkudziesięciu lat germanizację dzieci polskich. Skutki tego posunięcia dały znać o sobie już pod koniec listopada 1918 roku, bowiem od tego czasu wprowadzono naukę wszystkich przedmiotów w języku ojczystym oraz obowiązkowe nauczanie języka polskiego. Osiągnięcie to było pierwszym po wielu latach widomym i trwałym zwycięstwem polskości na Kujawach.

15 listopada 1918 roku przy ulicy Toruńskiej eskorta wojskowa zastrzeliła młodego robotnika cukrowni w Mątwach - Jana Roszaka, podejrzanego o podpalenie. Rozogniło to i wzburzyło społeczność polską. Jednak dzięki usilnym zabiegom i perswazją przedstawicieli "Rady Żołniersko-Robotniczo-Obywatelskiej" nie doszło do zamieszek.

19 listopada 1918 roku następuje reaktywacja "Towarzystwa Gimnastycznego-Sokół", do którego przystąpiło 114 osób. Prezesem inowrocławskiego gniazda "Sokoła" został Bolesław Wojkowski (od 1914 roku "Sokół" nie przejawiał żadnej działalności, ponieważ jego członkowie zabrani zostali do pruskiego wojska).

Również 19 listopada 1918 roku, w obliczu wzmożonej aktywności żywiołu polskiego, rozpoczyna się masowy wyjazd inowrocławskich Niemców do Rzeszy. Wyjazd pierwszych grup odbywał się pod osłoną niemieckich patroli z bagnetami na karabinach.

W mieście miały miejsce wiece zarówno Polaków, jak i Niemców. Podczas zgromadzeń, polscy mówcy wygłaszały płomienne, patriotyczne przemówienia. Deklamowano również wiersze polskich poetów. Niemieckie z kolei wiece organizowane przez nieprzejednane elementy hakatystyczne miały charakter antypolskich manifestacji, podczas których jątrzono przeciw Polakom.

 

24 listopada 1918 roku w Inowrocławiu odbyły się wiece wyborcze, na których wybrano "Radę Ludową" miasta Inowrocławia i "Powiatową Radę Ludową". Wraz z ich powołaniem zakończyła swoją działalność "Rada Żołniersko-Robotniczo-Obywatelska", której dotychczasowi członkowie znależli się w znacznej ilości w "Radach Ludowych". Przewodniczącym "Powiatowej Rady Ludowej" został dr Józef Krzymiński, a sekretarzem Maksymilian Gruszczyński. Przedstawiciel Inowrocławia - Adam Poszwiński został jednym z komisarzy "Naczelnej Rady Ludowej", która ukonstytuowała się w Poznaniu. "Rady Ludowe" miały stanowić zalążek przyszłej administracji polskiej. Równocześnie miały one sprawować kierownictwo polityczne poszczególnych miast i powiatów. Ich polityka była jednak podporządkowana odgórnym dyrektywom i koncepcjom wyczekiwania i konstruktywnej współpracy z "Naczelną Radą Ludową".

Tego samego dnia do Inowrocławia wkroczyły 2 bataliony z "18 Pułku Piechoty Pruskiej" z 41 dywizji "Heimatschutz-Ost" z Olsztyna. Natomiast trzeci batalion rozlokował się wzdłuż granicy między zaborem pruskim, a byłym zaborem rosyjskim, a mianowicie w Kruszwicy, Jerzycach, Rzeczycy, Witowicach, Chełmcach, Głebokiem, Zaborówku, Maszenicy, Piaskach, Skotnikach i Paprosie. W ten sposób Niemcy usiłowali zapobiec kontaktom mieszkańców Kujaw z niepodległą już "Kongresówką", skąd w razie wybuchu powstania w poznańskiem mogłaby szybko nadejść polska pomoc.

Przybycie prowokacyjnie i butnie zachowujących się oddziałów niemieckich wywołało nową falę wzburzenia wśród Polaków.

Umocnienie pozycji niemieckich na Kujawach i zabiegi o utrzymanie tego regionu podyktowane było między innymi dwoma zasadniczymi względami gospodarczymi - gospodarczym i strategicznym. Rolnicze i urodzajne Kujawy były przecież spichlerzem dla wygłodniałej i wyczerpanej ekononomicznie przegraną wojną Niemców. Kujawy stanowiły również ze względu na system komunikacyjno-drogowy pomost na Pomorze, a Inowrocław jako wielki węzeł kolejowy i drogowy stanowił klucz z jednej strony dla silnych niemieckich garnizonów i licznych magazynów wojskowych ufortyfikowanego Torunia i Bydgoszczy, będącej ponadto stolicą regencji, z drugiej zaś strony - na wypadek zbrojnej insurekcji w Poznaniu i Gnieżnie mógł być doskonałym punktem wyjściowym niemieckiego przeciwnatarcia. Utrzymanie więc Inowrocławia było niejako programowym założeniem Niemców. Ze znaczenia i możliwości Inowrocławia zdawali sobie dobrze sprawę również zwolennicy walki zbrojnej z obozu polskiego i opanowanie Kujaw musieli uwzględnić w swych planach, jeżeli nosili się z zamiarem nie tylko rozszerzenia przyszłego powstania na inne ziemie zaboru pruskiego, ale również obrony Poznania i Wielkopolski.

Mimo ostrożnej i wyczekującej postawy "Rad Ludowych", nastroje w mieście utrzymywały się w stanie wrzenia. Tłumy mieszkańców Inowrocławia wałęsały się dniem i nocą po ulicach miasta.

W tej atmosferze doszło w Inowrocławiu do pamiętnych wydarzeń z 4 i 5 grudnia 1918 roku. Podłoże i przyczyny tych wydarzeń były bardzo złożone. Z jednej strony oliwy do ognia dolewali niemieccy hakatyści, głównie z kół oficerskich i miejscowych szofinistów, jątrzących nieustanie przeciwko Polakom. Z drugiej zaś strony coraz wyrażniej dawał o sobie znać głód i niedostatek w dzielnicach inowrocławskiej biedoty i robotników. Czynnikiem potęgującego się niezadowolenia, buntu, częściowo także anarchii stały się masy zdemobilizowanych żołnierzy polskich i niemieckich, którzy bez pracy i chleba, pozbawieni perspektyw zapełniali ulice, place, kawiarnie i piwiarnie w mieście. Tutaj również odczuwano coraz bardziej głodowe zaopatrzenie i wzrost cen. Zaczęło brakować chleba. Winę za ten stan rzeczy ponosiły ówczesne miejscowe władze i pozostająca pod wpływem reakcyjnych oficerów niemieckich, obojętna wobec potrzeb mas miejskich, a równocześnie tolerująca rynkowe spekulacje polskiego społeczeństwa.

Kiedy kupcy zbojkotowali polecenie obniżenia cen i zaczęli zamykać sklepy, do Inowrocławia 4 grudnia 1918 roku zjechała komisja cen z Bydgoszczy. Wówczas dla poparcia swych żądań lepszego zaopatrzenia i obniżenia cen wyszli na ulice uzbrojeni inowrocławscy robotnicy. Zaczęto otwierać magazyny żywnościowe i odzieżowe. Równocześnie jednak grupy zdemobilizowanych żołnierzy, na wieść o tym, że pełnomocnik komisji cen sprzedaje zajęte w jednym ze sklepów na Rynku artykuły pasmanteryjno - galanteryjne kupcom żydowskim, napadły na ten sklep i na położony naprzeciw żydowski sklep "Goldene Sieben". Oba sklepy zostały doszczętnie ograbione. Było to pierwsze większe wystąpienie robotników w Księstwie Poznańskim. Rozruchy przeciągały się. Wieczorem 4 grudnia 1918 roku ludność i żołnierze wtargnęli do rzeżni miejskiej, skąd zabrali kilkanaście centnarów mięsa. Wtedy na miasto wyszły oddziały niemieckiego wojska. Pochwyciły one 4 Polaków, których nazajutrz wyrokiem sądu dorażnego rozstrzelano. Ten niesłychany akt terroru doprowadził do otwartego konfliktu narodowościowego. 5 grudnia 1918 roku odbyły się wiece protestacyjne, podczas których zażądano usunięcia z miasta oddziałów "Heimatschutzu". Po południu wybuchły walki uliczne. Prócz robotników i zdemobilizowanych żołnierzy - Polaków przeciw wojsku niemieckiemu wystąpili także żołnierze niemieccy, członkowie i sympatycy "Związku Spartakusa". Przeciw tłumom użyto znienawidzonych oddziałów "Heimatschutzu", które posługiwały się granatami i karabinami maszynowymi. W walkach uczestniczyła również niemiecka ciężarówka wojskowa uzbrojona w kulomiot. Podczas rozruchów zginął robotnik Piotr Nadolny, trzech polskich żołnierzy oraz niemiecki cukiernik Alfred Rumel. Utarczki przeciągnęły się do póżnych godzin nocnych.

Następnego dnia w wyniku porozumienia "Rady Żołniersko-Robotniczo-Obywatelskiej" z miejscowym kupiectwem, rozpoczęto sprzedaż odzieży po obniżonych cenach w wyznaczonych sklepach.

W obawie przed ponowieniem się walk i wciągnięcie do nich mieszkańców okolicznych wsi oraz przekształceniem się ulicznych zaburzeń w akcję powszechną o charakterze narodowo-wyzwoleńczym Niemcy w nocy z 5 na 6 grudnia 1918 roku zgodzili się na rozmowy. Uczestniczyli w nich członkowie "Rady Żołniersko-Robotniczo-Obywatelskiej", inowrocławskiej "Rady Ludowej" oraz burmistrz dr Arter. Dążąc za wszelką cenę do uspokojenia miasta Niemcy zgodzili się na polskie warunki. Przewidywały one utworzenie dla pilnowania spokoju i bezpieczeństwa w mieście mieszanek polsko-niemieckiej "Straży Obywatelskiej". Wojsku odtąd nie wolno było ingerować w wewnętrzne sprawy porządkowe w mieście. Był to duży sukces Polaków, ponieważ "Straż Obywatelska", sformowana jeszcze tej samej nocy, stała się pierwszym uzbrojonym oddziałem polskim, który wziął póżniej czynny udział w walkach powstańczych. Prezesem straży został kupiec Józef Skwierczyński, a jej komendantem Józef Eckert. Do czołowych działaczy straży zaliczali się: Bolesław Wojkowski, Władysław Teller, Wacław Bronicki, Jerzy Kwieciński, Jan Pracki, Knast, Grześkowiak i Rybicki. W sumie w "Straży Obywatelskiej" było 190 Polaków, 2 Niemców i 3 Żydów. Patrole straży, noszące opaski z podwójnym napisem: "Straż Obywatelska - Buergerwehr", obsadziły również wszystkie budynki publiczne.

Kiedy Niemcy łamiąc umowę i 6 grudnia 1918 roku wysłali patrol wojskowy na inowrocławski Rynek, to został on natychmiast rozbrojony przez członków "Straży Obywatelskiej". Mieszany charakter straży nie utrzymał się długo, ponieważ niemieccy cywile zaczęli coraz liczniej opuszczać niebezpieczny dla nich Inowrocław i "Straż Obywatelska" stała się formacją czysto polską.

Członkowie straży pełnili stałe patrole na mieście, w ciągu dnia w ilości 24 osób, a w nocy 13 osób jako uzupełnienie takiej samej ilości nocnych stróżów miejskich. Komenda straży znajdowała się w budynku przy ulicy Fryderykowskiej (obecnie Królowej Jadwigi) na przeciwko budynku poczty.

O ile część radykalniejszych działaczy polskich umiejętnie wykorzystała wypadki z 4 i 5 grudnia 1918 roku i wymogła na Niemcach zgodę na utworzenie "Straży Obywatelskiej", o tyle druga, ugodowa i wyczekująca grupa wierna zaleceniom "Naczelnej Rady Ludowej" w Poznaniu nie zdobyła się na nic więcej, jak tylko przestrogi i upomnienia.

6 grudnia 1918 roku w odpowiedzi na wydarzenia z poprzednich dni hakatyści zawiązali własną niemiecką "Radę Ludową" pod nazwą "Volksrat", która od początku zaczęła przejawiać ożywioną działalność, jątrząc stosunki niemiecko - polskie i atakując Polaków. Niemcy wysłali do kanclerza Rzeszy telegram żądający utrzymania "Ostschutzu" w Inowrocławiu. W odpowiedzi "Powiatowa Rada Ludowa" w Inowrocławiu przesłała 8 grudnia 1918 roku kanclerzowi Rzeszy protest przeciw jej petycji i zażądała wycofania "Ostschutzu" z terenu miasta i powiatu inowrocławskiego, ponieważ w przeciwnym razie nie może ona brać odpowiedzialności za następstwa. Protest "Powiatowej Rady Ludowej" został przez kanclerza Rzeszy uwzględniony i oddziały "Heimatschutzu" opuściły Inowrocław. Polacy odetchnęli, ale na krótko, ponieważ już 15 grudnia 1918 roku powrócił z frontu do Inowrocławia "140 Pułk Piechoty Pruskiej" w sile 1200 żołnierzy.

W między czasie rozwiązano "Radę Żołniersko-Robotniczo-Obywatelską", powołując w jej miejsce "Radę Robotniczą" w składzie 20-osobowym. Weszło do niej: 12 Polaków i 8 Niemców. Zmiana ta miała znaczenie raczej czysto formalne.

Tymczasem w Inowrocławiu nie ustawały konspiracyjne schadzki i narady. Zwolennicy ruchu zbrojnego z "Tymczasowego Komitetu Wojskowego" przejęli kontrolę nad rozwojem "Straży Obywatelskiej" w mieście i tworzeniem na polecenie "Naczelnej Rady Ludowej" w Poznaniu oddziałów "Straży Ludowej" w powiecie inowrocławskim. Obok zadań porządkowych, straże mogły by stać się w razie potrzeby oddziałami wojskowymi. Inowrocław został podzielony na dzielnice, a powiat na okręgi. Każda dzielnica i każdy okręg miały swych naczelników, którzy mieli zadanie organizowania własnych oddziałów i przygotowanie społeczeństwa na wypadek powstania, które było już tylko kwestią czasu.

24 grudnia 1918 roku, inowrocławianie dzieląc się tradycyjnym opłatkiem przy wigilijnym stole składali sobie życzenia doczekania następnej "Gwiazdki", już w niepodległej Polsce. Świąteczne spotkania i rozmowy znowu podnieciły nastroje i nadzieje mieszkańców Inowrocławia. Prasa doniosła o przyjeżdzie do Polski - Ignacego Paderewskiego, członka "Polskiego Komitetu Narodowego" w Paryżu, z którym Polakom w zaborze pruskim kazano wiązać takie nadzieje. Nagle, nie wiadomo jaką drogą rozeszła się wieść, że Ignacy Paderewski zmienił trasę i postanowił z Torunia przez Inowrocław zboczyć do Poznania. Mówiono, że będzie przejeżdżał przez Inowrocław wieczorem 25 grudnia 1918 roku. Sława Ignacego Paderewskiego była tak wielka, że kto żył, chciał Go zobaczyć. Jego oraz towarzyszących mu polskich i aliackich oficerów. Okazało się, że inowrocławski dworzec kolejowy był obsadzony przez niemieckie wojsko i zamknięty dla cywilów. Widać było, że Niemcy bardzo się bali jakiejkolwiek demonstracji. Nie zraziło to jednak Polaków, którzy zaczęli zbierać się w godzinach popołudniowych wzdłuż toru w kierunku Torunia. Czekali bardzo długo na mrozie. Zmrok już zapadł, ale wreszcie wśród owacji i śpiewu polskiego hymnu narodowego przejeżdża obok nich jasno oświetlony pociąg. Przed dworcem zwalnia, a z jednego z okien wagonu wychyla się charakterystyczna głowa Ignacego Paderewskiego, który pozdrawiał kapeluszem wiwatujące tłumy mieszkańców Inowrocławia.

27 grudnia 1918 roku nadeszła do miasta wiadomość, na którą wszyscy czekali. Powstanie w Poznaniu! Stolica Wielkopolski uwolniła się od Niemców! Przez następne dni o niczym innym nie mówiono w Inowrocławiu. Temperatura na inowrocławskich ulicach mimo srogiej zimy podskoczyła o kilka stopni.

29 grudnia 1918 roku, na wieść o zdobycia Poznania przez powstańców dochodzi w Inowrocławiu do spontanicznej manifestacji. O godzinie 9:00 radosne i podniecone tłumy zaległy ulice miasta. W oknach pojawiły się polskie flagi, na czapkach i w klapach płaszczy polskie orzełki, biało-czerwone kokardy i rozetki. Na murach domów wywieszona została odezwa niemieckiego starosty - Buerscha wzywająca polskich współobywateli do spokoju i porządku. Przy budynkach administracji niemieckiej i na ulicach miasta wzmocniono posterunki i patrole.

O godzinie 10:00 rozeszła się wiadomość, że polsko-niemiecka delegacja miasta udała się na rozmowy do koszar "140 Pułku Piechoty Pruskiej". Inowrocławianie oczekiwali na ulicach o wyniku rozmów. Kiedy około godziny 15:00 nie było jeszcze wiadomości czy rozmowy zakończyły się i jakie dały wyniki, podniosła się wrzawa i głosy niezadowolenia wśród manifestantów. Wrzawa spotęgowała się jeszcze bardziej, kiedy w tłumie pokazał się  polski legionista - Molenda. Zaczęto wtedy wznosić okrzyki na cześć polskiego wojska. W tym samym czasie pojawił się członek polskiej delegacji - dr Stanisław Wachowiak, który przemówił do manifestantów ze schodów poczty głównej, nawołując obecnych do uciszenia się i spokoju. W tym też czasie koło poczty przyszedł niemiecki patrol, który rozpoczął rozpraszać manifestantów. Tego nie wytrzymali: Kazimierz Seidel-Kosecki i Antoni Plichciński i rzucili się na patrol i innymi inowrocławianami. Wtedy Niemcy wycofali się w kierunku Placu Klasztornego, ale tam zostali otoczeni przez zbitą masę gotowych na wszystko Polaków. Otoczony patrol składał się ze starych żołnierzy - mieszkańców okolicy zwanej "Landsturm". Dowódcą patrolu był podoficer Steinbardt - restaurator z pobliskiej wsi Szpital. Otoczeni przez manifestantów dali się łatwo rozbroić i pozwolono im wrócić do swoich domów. Zdobytą broń inowrocławianie szybko przenieśli do magazynów przy ulicy Toruńskiej 26, gdzie w starym palenisku komina byłej fabryki cykorii urządzony był konspiracyjny arsenał.

Po pewnym czasie pojawił się kolejny niemiecki patrol, który na chwilę zatrzymał się, aby posłuchać przemówienia dr Stanisława Wachowiaka, po czym skierował się przez Rynek na ulicę Małą Fryderykowską (obecnie Paderewskiego). W ślad za niemieckim patrolem ruszyli Polacy, nawołując Niemców, aby oddali swoją broń, ale Niemcy odpowiedzieli strzałami z karabinów. Na odgłos strzelaniny nadjechała ciężarówka z uzbrojonymi w kulomioty żołnierzami, którzy otworzyli ogień do Polaków.

W wyniku tych zajść ciężko ranni zostali: Józef Kazimierz Łukasik, Zdzisław Kosecki i Mieczysław Kosecki. Wszyscy oni niebawem zmarli. Lżej ranni zostali: Kośnikowski (w lewą rękę), Kocikowski (w udo) i Mieczysław Maciejewski (w biodro). Rannymi opiekował się dr Przybyszewski.

Tego samego dnia zabity został na Starym Mieście niemiecki podoficer, hakatysta - Willi Schroder, który nie dał się rozbroić w swoim mieszkaniu i stawiając opór zginął.

30 grudnia 1918 roku w Inowrocławiu ukazuje się nadzwyczajny dodatek do gazety niemieckiej - "Kujawischer Bote", w którym napisano (oryginalny tekst):

"Wczoraj po południu te same elementy, znane z wrogiego stosunku do obywateli niemieckich, wkradły się od strony tzw. Kozłówki do koszar 53 pułku artyleri, gdzie włamały się do magazynów zabierając stamtąd wszystką broń. Ilości dotychczas nie ustalono, gdyż prócz tego włamano się do warsztatów rusznikarskich, skąd zabrano wszystkie części karabinów, szable i wszystko, co mogłoby służyć za narzędzie mordu. Zniszczono wszystkie księgi ewidencyjne zapisu ilości broni i amunicji. Dochodzenia prowadzą: z ramienia 140 pułku por. Erlich i rusznikarz wachmistrz Otto Wolf, ze strony Rady Żołniersko-Robotniczej por. Kwieciński i sierżant Seidel-Kosecki. Zaznaczamy, że koszary 53 pułku strzeżone są tylko przez odwach 140 pułku, gdyż artylerzyści jeszcze nie powrócili do swoich koszar z Bydgoszczy".

31 grudnia 1918 roku taki sam dodatek ostrzegał swoich czytelników - Niemców zamieszkujących na terenie robotniczych dzielnic w taki oto sposób:

"Uwaga obywatele niemieccy!

Ostrzegaliśmy i jeszcze raz ostrzegamy nadal. Nie opuszczajcie mieszkań o zmroku zwłaszcza zamieszkali przy ulicach: Toruńska szosa, Stare Miasto, Orłowska, Cmentarna, Młyńska, Jacewska, Nowe Ogrody i Jacewo. Prosimy pismo nasze odbierać w dzień, albo następnego ranka, gdyż jak już donosiliśmy, nasi kolporterzy są tam napadani przez wrogie elementy, a nasze gazety niszczone...

Ostrzegamy! I jeszcze raz ostrzegamy! Pamiętajcie - sprawa jeszcze jest nie rozstrzygnięta! My nie możemy wierzyć w zapewnienia Rady Żołniersko-Robotniczej, gdyż znajdują się w niej, chociaż w mundurach niemieckich, oficerowie i podoficerowie oraz żołnierze polskiej narodowości. A Rada Ludowa nie ma wpływu na uzbrojone grupy, któremi kieruje ta sama ręka, co w Poznaniu.

Strzeżcie się równierz niewolników rosyjskich, francuskich i angielskich. Porzucili oni pracę w majątkach: Latkowo, Orłowo, Kłopot, Balin, Gnojno i inne miejsca zatrudnienia. Są oni uzbrojeni! Dowodzi nimi marynarz starszy mat Wincenty Zieliński, dezerter wojskowy. Zarazem donosimy, że telefonicznie przyrzeczono nam z Bydgoszczy przysłać 2 kompanie 18 pułku piechoty dla wzmocnienia garnizonu, celem obsadzenia koszar 53 pułku artylerii polowej.

Ufajmy!

Pospisali: Buersch - starosta, dr Arter - burmistrz, Schewigert - radny miejski, Otto Tetzlaff - członek Rady Robotniczo-Żołnierskiej".

 

Bój o Inowrocław.

Nowy Rok 1919 roku w Inowrocławiu witano toastami za rychłe pójście tego miasta w ślady Poznania. Natomiast Niemcy powitali 1919 rok zwiększoną ilością patroli na ulicach, na których wyjątkowo panowała cisza i oczekiwanie.

Tego samego dnia we wczesnych godzinach rannych z wolnego już od 28 grudnia 1918 roku Gniezna wyruszył w stronę Kujaw, na razie tylko z zadaniem opanowania Trzemeszna dla zabezpieczenia się od strony silnego garnizonu inowrocławskiego, rzutki i energiczny, 24-letni podporucznik Paweł Cyms, na czele 120 gnieżnieńskich i wrzesińskich powstańców. Zadanie opanowania i wyzwolenia Kujaw młodemu podporucznikowi powierzyła gnieżnieńska komendatura wojskowa z dr Wojciechem Jacobsonem na czele.

Oficer, któremu powierzono tak odpowiedzialne zadanie, był synem nauczyciela z miejscowości Pawłowo koło Gniezna. Dwudziestoczteroletni podporucznik (zdjęcie obok) był wielkim talentem wojskowym o niezłomnym charakterze i gorącym patriotą. Oprócz starannego wychowania domowego, szkołą patriotyzmu dla Pawła Cymsa była tajna organizacja młodzieżowa Tomasza Zana, działająca przy gnieznieńskim gimnazjum, której to organizacji Paweł Cyms był aktywnym działaczem. Więcej informacji o poruczniku Pawle Cymsie można przeczytać wybierająć kategorię "Porucznik Paweł Cyms - wyzwoliciel Inowrocławia". Doskonale prowadzona taktyka kompanii Pawła Cymsa po Kujawach, zmierzająca do oskrzydlenia i zdobycia Inowrocławia, była możliwa tylko dzięki wyjątkowym cechom charakteru młodego dowódcy. I właśnie dzięki talentom wojskowym, uporowi i konsekwencji oraz bezkompromisowości młodego oficera, Inowrocław i Kujawy zawdzięczają wolność.

1 stycznia 1919 roku, kompania dowodzona przez Pawła Cymsa wkroczyła w godzinach południowych do Trzemeszna bez oddania żadnego strzału. W Trzemesznie właśnie wybierano "Straż Ludową". Ten pierwszy sukces zadecydował chyba o wszystkim, co nastąpiło póżniej. Jedyne zadanie, jakie otrzymał w Gnieżnie, to na początek opanować Trzemeszno i zabezpieczyć Poznań od tej strony. A przecież podobnie, jak i jego towarzysze pałał chęcią walki z zaborcą pruskim. To, co odtąd nastąpiło było więc jego osobistą i współtowarzyszy inicjatywą. Gnieznu nie zagrażało na razie żadne niebezpieczeństwo, a tuż za Trzemesznem zaczynały się Kujawy przedzielone starą granicą, za którą była już wolna Polska. Jakże więc Paweł Cyms mógł odrzucić taką pokusę. Tym bardziej, że wiedział i znał nastroje ludności. Wyczuł wyrażnie, że ludzie czekają tylko na jakiś znak, na zachętę, a porwą się chociażby z widłami i dubeltówkami, aby przepędzić Prusaków.

Trzemeszno stało się też bazą wypadową do zajęcia pobliskiego Mogilna, w którym stacjonował silny oddział "Grenzschutzu". W związku z tym zmobilizowano 60 mieszkańców Trzemeszna pod dowództwem Władysława Wleklińskiego i jeszcze tego samego dnia ruszono wyzwolić Mogilno. Mieszkańcy Mogilna usłyszywszy, że Paweł Cyms wyruszył do nich z Trzemeszna, pod dowództwem Stanisława Roloffa, Władysława Splitta, Izydora Włodarka i Aleksandra Jakubowskiego, wbrew stanowisku posłusznej zakazowi z Poznania "Rady Ludowej", sami załatwili się z "Grenzschutzem". Około godziny 20:00 żołnierze Pawła Cymsa wkroczyli do Mogilna. Zastali już tam karnie ustawiony na Rynku oddział pruskich jeńców, gotowych do wymarszu do niewoli. Zdobyte Mogilno było doskonałym punktem do rozwinięcia ataku na Inowrocław. Aby zapewnić sobie spokojne dotarcie do Inowrocławia i bezpieczny odwrót na wypadek niepowodzenia, przy zdobywaniu obsadzonego silną załogą niemiecką miasta, Paweł Cyms postanowił oczyścić pogranicze z Królestwem Polskim ze stacjonujących na nim, po miasteczkach i wsiach oddziałów "Grenzschutzu", w sile 60 oficerów i 371 żołnierzy. Właśnie oczyszczenie pogranicza zapewniało także szybkie dotarcie do Inowrocławia i pomocy wojskowej z wolnego już Królestwa Polskiego. Perspektywa marszu i zmierzenie się z silnym garnizonem w Inowrocławiu stawała się coraz bardziej nęcąca i realna.

Kolejnym miastem do zdobycia w drodze na Inowrocław było Strzelno.

2 stycznia 1919 roku , dowódca kompani gnieznieńsko-wrzesińskiej, sierżant Mieczysław Słabęcki otrzymał rozkaz zajęcia postawy wyjściowej do ataku na Strzelno na linii obsadzonych przez Niemców lasów miradzkich w okolicach wsi Jeziorki. Strzelno bronione było przez 45-osobowy oddział miejscowego "Grenzschutzu". Atak kompanii Mieczysława Słabęckiego na Strzelno był sygnałem do rozpoczęcia w mieście akcji przez miejscowych powstańców w sile około 50. Byli to głównie członkowie miejscowego "Towarzystwa Gimnastycznego Sokół". Po zaciętej walce w okolicach dworca kolejowego i wieży ciśnień i po zdobyciu poczty i niemieckiego domu stowarzyszeń, około godziny 19:00, Strzelno było wolne, a władzę w mieście objął jako komendant - Józef Hanasz. Całą załogę niemieckiego "Grenzschutzu" z oficerem Gregerem wzięto do niewoli. Na pomoc miastu przybyli również ochotnicy z okolic Gębic, Wójcina, Ostrowa i Młynów, z których to sformowano wojskowy oddział.

W nocy z 2 na 3 stycznia 1919 roku podporucznik Paweł Cyms, wraz ze swymi oddziałami z Gniezna, Wrześni, Trzemeszna, Mogilna i Strzelna dotarł do Kruszwicy. Ale miasto już samo zdążyło się uwolnić od zaborców, rozbrajając pokażny oddział niemiecki ze sztabem i dowódcą batalionu - kapitanem Contackiem na czele. Jeszcze tej samej nocy powstańcy zatknęli biało-czerwony sztandar na szczycie Mysiej Wieży. W związku z tym, Paweł Cyms skierował część swoich oddziałów w stronę granicy, aby te zlikwidowały ostatnie na kujawskim pograniczu niemieckie załogi, a sam mógłby przystąpić do opracowania planu ataku na Inowrocław.

Rano 3 stycznia 1919 roku w Kruszwicy zjawili się adwokaci: Koszutski i Piotrowski, aby powiadomić Pawła Cymsa o zawartych z Niemcami rozejmie i odwieść go od planu zaatakowania Inowrocławia. Nie pomogły grożby ani argumenty, że Inowrocław jest nie do zdobycia. Paweł Cyms jednak przerwał bezowocne rozmowy i przystąpił do realizacji swego planu. Wcześniej jednak adwokaci zatrzymali się w Strzelnie, gdzie udało się zastraszyć i podporządkować sobie komendanta miasta - Józefa Hanasza, który odmówił pomocy Pawłowi Cymsowi. Około godzin południowych Paweł Cyms porozumiał się telefonicznie z dowództwem "31 Pułku Piechoty" z Włocławka z prośbą o pomoc w zbobyciu Inowrocławia. Nie bacząc na ewentualne reperkusje międzynarodowe, przyrzeczono mu żądaną pomoc.

Wieści o wyzwalaniu Kujaw wpłynęły na decyzję "Tajnego Komitetu Obrony Inowrocławia" o podjęciu powstania zbrojnego w mieście.

2 stycznia 1919 roku na godzinę 19:00 wyznaczono zbiórkę oddziałów dzielnicowych i ochotników na peryferiach miasta w rejonie dawnej strzelnicy sportowej (w rejonie między dzisiejszymi ulicami Poznańska - Szymborska). Na zbiórce zgromadziło się około 500 osób, w większości byłych żołnierzy, rzemieślników, robotników, subiektów i młodzieży. Nie wszyscy z nich byli uzbrojeni. Grupom tym przewodzili: Mieczysław Rogowski, Zdzisław Starkiewicz, Władysław Ziółkowski (u którego odbywały się poprzednie zebrania), Franciszek Proszewicz, Mieczysław Eckert, Zygmunt Czapla (wyznaczony na szefa służb sanitarnych) i wiele innych osób spośród grupy zwolenników walki zbrojnej. Po inspekcji, podziale na grupy i przydzieleniu zadań ruszono dwoma kolumnami do centrum miasta.

Strzelnica sportowa

Wydzielono grupy mające zająć się zdobywaniem broni i amunucji. Powstańcy przeszli od strzelnicy sportowej do ulicy Kasztelańskiej, gdzie rozdzielili się na dwie grupy bojowe. W śródmieściu panowała zupełna cisza. Okna mieszkań były pozasłaniane, a bramy kamienic pozamykane. Oddział Zdzisława Starkiewicza posuwał się wzdłuż dzisiejszej ulicy Paderewskiego w kierunku Rynku. Przez zaskoczenie udało się powstańcom zlikwidować kilka posterunków wartowniczych i patroli niemieckich. Na Rynku raniony został w brzuch powstaniec Łukasik, który zmarł wskutek odniesionej rany w bramie domu rzeznika Benedykcińskiego przy ulicy Frydrychowskiej (obecnie Królowej Jadwigi).

Powstańcy kontynuowali natarcie wzdłuż ulicy Frydrychowskiej. Około godziny 21:00 nastąpił atak na pocztę. Przez zaskoczenie udało się powstańcom rozbroić zewnętrzne posterunki. Gorzej było z opanowaniem wnętrza poczty, gdzie znajdowało się około 30 uzbrojonych Niemców. Wywiązała się kilkunastominutowa strzelanina, zakończona zdobyciem poczty przez Polaków, a szewc - Czesław Kleps wywiesił polski sztandar na zdobytym urzędzie. W ataku na pocztę brali udział między innymi: Marian Kasprzak, Józef Hankiewicz, Leon Fliciński, Alojzy Kopeć, Jan Busse, Antoni Szadłowski, Józef Eckert, Moszczyński, Lipiński i wielu innych, których nazwiska trudno ustalić.

Drugi oddział, pod dowództwem Zygmunta Czapli, zaatakował gmach magistratu przy ulicy Frydrychowskiej, lecz musiał się wycofać, nękany silnym ogniem z kierunku koszar "140 Pułku Piechoty Pruskiej". Pułk ten przybył do Inowrocławia w 1888 roku. Rozbrojono jedynie kilka patroli policyjnych, zdobywając przy okazji 8 karabinów, 12 szabli i kilka granatów.

Tymczasem od strony zalarmowanych koszar "140 Pułku Piechoty Pruskiej" ruszył niemiecki kontratak w sile około 60 żołnierzy niemieckich z bagnetami na karabinach. Niemieccy żołnierze strzelali na postrach nad głowami tłumów, które nieuzbrojone zaczynały się rozpierzchać. Grupy powstańcze wycofały się na ulicę Fryderykowską w stronę poczty i siedziby "Straży Obywatelskiej". Na skrzyżowaniu z ulicą Solankową padł ugodzony kulą pierwszy powstaniec - pomocnik kupiecki Kazimierz Kliczewski, a zaraz potem już pod pocztą (koło dzisiejszego sklepiku "Ruch") od rzuconego przez niemieckiego oficera granatu zginął robotnik - Wojciech Kwiatkowski (na ścianie domu, pod którym poległ wmurowano potem tablicę z wyrzeżbioną głową Wojciecha Kwiatkowskiego - zniszczyli ją hitlerowcy w czasie okupacji). Z powodu odniesionych ran zmarł póżniej jeszcze jeden powstaniec - Wojciech Wiśniewski. Pod pocztą postrzał w nogę otrzymał Mieczysław Radziński. Rannych zostało jeszcze 8 osób. Wśród zabitych znajdował się też jeden Niemiec. Pod naporem przeważających sił wroga, powstańcy wycofali się, a Niemcy po odzyskaniu poczty i spaleniu polskiej flagi zostawili na miejscu wartę w sile 25 żołnierzy.

Mimo klęski powstańców miasto nie uspokoiło się przez całą noc. Na apel adiutanta "140 Pułku Piechoty Pruskiej" - porucznika Grossa do wzburzonych mieszkańców Inowrocławia przemówił wywołany z hotelu "Bast" - przedstawiciel poznańskiej "Rady Robotniczo-Żołnierskiej" - Adam Piotrowski w towarzystwie adwokata Feliksa Koszutskiego, który wypowiedział takie oto słowa: "Każdy, kto w czasie rozejmu podniesie broń postawiony zostanie pod sąd polowy". Na ich wezwanie wybrano 3 - osobową delegację polskich żołnierzy i taką samą delegację ze strony niemieckiej, które miały prowadzić rozmowy w sprawie zaprowadzenia porządku w mieście.

Pod wpływem tych wydarzeń komendant garnizonu niemieckiego - major von Grolman szybko doszedł następnego dnia do porozumienia z poznańską delegacją. Postanowiono zawrzeć rozejm, który można wypowiedzieć 48 godzin naprzód. Jak długo rozejm będzie trwał nie będą ściągane posiłki "Grenzschutzu", ani "Heimatschutzu". Major von Grolman zgodził się również oddać na potrzeby "Straży Obywatelskiej" koszary artyleryjskie.

Decyzji rozejmowej nie podporządkował się przebywający w tym czasie w Kruszwicy - podporucznik Paweł Cyms. Poprosił jednak o pomoc przy zdobywania Inowrocławia polskie dowództwo "31 Pułku Piechoty" z Włocławka. Dowódca włocławskiego okręgu wojskowego - kapitan Porafiński wyraził zgodę na pomoc i w związku z tym przybyły kolejką cukrowniczą z Radziejowa do Kruszwicy 2 kompanie pod dowództwem kapitana Michała Zabdyra i podporucznika Hrehorowicza. Przybycie tych dobrze uzbrojonych i jednolicie umundurowanych oddziałów zrobiło duże wrażenie na ludności polskiej i podniosło na duchu trochę zmęczonych już i różnie wyposażonych powstańców.

Kapitan Michał Zabdyr skutecznie przyczynił się do zwycięstwa powstańców. 20 września 1920 roku już jako pułkownik (na zdjęciu obok) zostaje dowódcą "3 Pułku Legionów". Odznaczony między innymi: srebrnym krzyżem oderu wojennego Virtuti Militari, oraz czterokronie Krzyżem Walecznych.

W trakcie przygotowywania ataku na Inowrocław doszła do podporucznika Pawła Cymsa wiadomość, że Niemcy w Inowrocławiu "wyrzynają Polaków", którzy wzywają pomocy. Ta alarmująca wiadomość spowodowana była nowym zaostrzeniem sytuacji w mieście, co nastąpiło w wyniku prowokacyjnego zachowania się adiutanta "140 Pułku Piechoty Pruskiej" - porucznika Grossa. W sobotę 4 stycznia 1919 roku około godziny 17:00 wracając prawdopodobnie z wywiadów w okolicy Mątew wjechał w mieście konno między ludność i zaczął ją brutalnie roztrącać, a następnie oddał kilka strzałów z rewolweru, raniąc 2 osoby, co spowodowało, że Polacy zaczęli za nim strzelać. Obsypany kulami spadł z konia w pobliżu dzisiejszego dworca PKS i stamtąd ciężko ranny został zabrany do szpitala wojennego mieszczącego się ówcześnie w hotelu "Pod Lwem", gdzie niebawem zmarł.

Krótko potem Niemcy zaczęli gwałtowną strzelaninę ze swych koszar w kierunku żydowskiego cmentarza, gdzie już działały konspiracyjne patrole. 

W tej sytuacji, przebywający wówczas w Strzelnie Paweł Cyms podjął decyzję natychmiastowego ataku na Inowrocław. Nie pomogły kilkugodzinne prośby i grożby mecenasa Feliksa Koszutskiego, który przyjechał do Strzelna z Poznania i usiłował odwieść Pawła Cymsa od planowanego ataku. Tej samej nocy, kolejką wąskotorową przetransportowano 2 kompanie radziejowskie z Kruszwicy do Mątew. Porucznik Paweł Cyms konno pocwałował za wojskiem pod Mątwy.Koło północy na szosie pomiędzy Mątwami i Kruszwicą dochodzi do spotkania Pawła Cymsa z delegatami garnizonu inowrocławskiego, porucznikami: Kwiecińskim i Schicke, którzy powoływali się na zawarty rozejm, mówili o oczekiwaniu na instrukcje z niemieckiego "Ministerstwa Wojny" w sprawie wycofania garnizonu niemieckiego z Inowrocławia i powstrzymać atak powstańców na miasto. Paweł Cyms odrzucił niedorzeczną propozycję i rozkazał aresztować oficera niemieckiego, którego kazał odesłać do Kruszwicy. Zwolniono go dopiero po zajęciu Inowrocławia.

Po północy z 4 na 5 stycznia 1919 roku, odbyła się w Mątwach narada sztabowa poprzedzająca atak. Brakowało dowódców i większego zapasu broni. W związku z tym Paweł Cyms zaproponował dowodzenie atakiem dowódcy jednej z kompanii z Radziejowa - kapitanowi Michałowi Zabdyrowi. Ten jednak wymówił się nieznajomością miejscowych stosunków i powstańców. Około godziny 2:00 w nocy przybył z miasta Józef Hankiewicz, goniec z inowrocławskiej "Straży Ludowej" z prośbą o niezwłoczne atakowanie Inowrocławia. Tej samej nocy przybyły również pod Inowrocław oddziały powstańcze z Mogilna, w sile około 300 żołnierzy, pod dowództwem Izydora Włodarka. Oddział ten wyjechał po północy koleją przez Barcin i Pakość, zabierając po drodze barcińską kompanię Aleksandra Jakubowskiego.

Plan miasta ze zbiorów Rafała Szydłowskiego

5 stycznia 1919 roku, o godzinie 3:00 w nocy, sztab uzgodnił plan ataku na Inowrocław, który składał się z dwóch faz ataku. Zaraz też w ciemnościach zaczęto podciągać oddziały powstańcze pod rogatki miasta. Sztab, na czele którego stanął dzielny pomocnik Pawła Cymsa - Feliks Zieliński, ulokował się w Rąbinie. Tam też również umieszczono oddział sanitarny Sylwestra Szwarca z Kruszwicy, któremu pomagał dr Henryk Sikorski z Ostrowa nad Gopłem. Sztab miał do swej dyspozycji pluton sformowany na prędce z kawalerii pod dowództwem Jana Głowackiego. Jego żołnierze mieli spełniać funkcje łączników oraz zabezpieczać tory pod Złotnikami Kujawskimi.

Jako hasło ustalono trudne do wymówienia przez Niemców słowo "szczotka", a jako odzew słowo "łuk".

Oddziały powstańców pod dowództwem Pawła Cymsa zajęły pozycje wyjściowe do ataku na Inowrocław.

Wojska powstańcze podzielono na dwie grupy operacyjne:

południową oraz północno-zachodnią.

Dowództwo grupy południowej objął kapitan Michał Zabdyr. Grupa ta składała się z około 420 ludzi.

W skład wschodniej grupy operacyjnej wchodziły:

  • jedna kompania z Radziejowa - 120 ludzi, kompania wyposażona była w karabiny i amunicję po około 20 sztuk na każdego żołnierza,            2 ciężkie karabiny maszynowe i 1 lekki karabin maszynowy
  • oddział z Witkowa pod dowództwem Stanisława Połczyńskiego - 49 ochotników, oddział ten miał 1 lekki karabin maszynowy
  • pluton z Miłosławia pod dowództwem Stanisława Plucińskiego - 28 ludzi, pluton ten wyposażony był w 1 ciężki karabin maszynowy
  • kompania ze Strzelna pod dowództwem Stefana Rożnowicza - 100 ludzi, kompania wyposażona była w ciężki karabin maszynowy

Wobec spodziewanych ciężkich walk, nie było to za wiele.

Grupę południową, pod dowództwem kapitana Michała Zabdyra podzielono na dwie podgrupy. Pierwsza część grupy wyruszyła ulicą Szymborską i bez większego trudu dotarła do żydowskiego i ewangelickiego cmentarza, który mieścił się na zapleczu koszar "140 Pułku Piechoty Pruskiej". Tam grupa zajęła swoje pozycje wyjściowe Zadaniem tej grupy było zajęcie koszar i przerwanie połączenia drogowego i kolejowego z Toruniem. Druga część grupy prowadzona przez Franciszka Nowickiego i Miśkiewicza wymaszerował do centrum Inowrocławia ulicą Poznańską. W czasie walk ta grupa miała wchłonąć inowrocławskich ochotników. Niemcy nie byli zaskoczeni, ponieważ wiedzieli o posunięciach Pawła Cymsa, a poza tym ubezpieczali się od wewnętrzych działań konspiracyjnych bojówek i inowrocławskich patroli, które już w tym czasie trzymały Niemców w oblężeniu.

Tymczasem grupa zdążająca od ulicy Poznańskiej doszła do ulicy Małej Fryderykowskiej (dzisiejsza ulica Paderewskiego). Tam posuwający się pod domami po obu stronach ulicy powstańcy zostali po raz pierwszy ostrzelani z okien przez cywilnych hakatystów. Po internowaniu podejrzanych, grupa powstańcza posuwała się dalej ubezpieczonym szykiem w kierunku Rynku. Tam padły znowu następne strzały z domów, w których mieszkali Niemcy. Na ulicy eksplodował rzucony przez wroga granat. Byli pierwsi ranni. Pierwszy zmasowany opór, powstańcy natrafili po wejściu na ulicę Fryderykowską (dzisiejsza ulica Królowej Jadwigi). Serie z niemieckich karabinów maszynowych broniły dostępu do poczty. Trzeba było o gmach poczty, centralę telefoniczną i znajdującą się w sąsiednim budynku (przy dzisiejszej ulicy 6 Stycznia) ówczesnej "Obwodowej Komisji Uzupełnień" stoczyć silny, trwający dwie i pół godziny bój. Walka, do której dołączało się coraz więcej ochotników, rozgorzała na dobre. Polacy wzięli broniących dostępu do poczty 16 Niemców w krzyżowy ogień ze swoich karabinów maszynowych. Z kamienicy "Fabryki Wódek i Octu" braci Radeckich (obecnie mieści się tam sklep "Herbapolu"), pruli seriami CKM powstańcy z oddziału strzelińskiego: Tomczak, Kaliński i Władysław Driesen. Od strony ówczesnego "Hotelu Kujawskiego" przy ulicy św. Mikołaja (po II wojnie światowej - kino "Bałtyk") strzelał do Niemców Czesław Kępski i Władysław Jankowski. Szczególnie skuteczny okazał się ogień prowadzony przez Czesława Kępskiego, który celnymi strzałami zasypywał od południowej strony okna poczty. Wykorzystała to inna grupa powstańców, która dopadła do gmachu poczty i dostała się do środka. Jednym z pierwszych, który tam wtargnął, był Ludwik Ratajczak, uzbrojony tylko w widły. Dopadł tam najbliższego Niemca, który z przerażenia uciekając, zapomniał o swoim karabinie. W walce o pocztę rannych zostało trzech powstańców. Dwóch Niemców zostało zabitych, a pięciu rannych. Pozostali Niemcy przez ogród uciekło do gmachu "Obwodowej Komisji Uzupełnień". Tam toczyła się nie mniej zacięta walka. Niemiecki karabin maszynowy ustawiony w oknie piwnicy tegoż gmachu, zamykał do niego dostęp. Dopiero kiedy powstańcy pod murami domów podczołgali się do bronionego budynku, granatami ręcznymi zlikwidowali Niemców.

W walce o budynek "Obwodowej Komisji Uzupełnień", powstańcy pchali do luf swoich rozgrzanych karabinów ostatnie naboje. Na szczęście w budynku poczty i w następnych zdobytych obiektach dostało się w ręce powstańców sporo broni i amunicji porzuconej lub zabranej Niemcom. Po opanowaniu budynku poczty, powstańcy ruszyli w kierunku koszar "140 Pułku Piechoty Pruskiej" i rozpoczęli ostre ostrzeliwanie w kierunku wroga. Z wieży kościoła "Zwiastowania Najświętszej Marii Panny" strzelał z karabinu maszynowego Ignacy Drygała pod kierunkiem podchorążego Wysockiego z Włocławka. Drugi karabin maszynowy strzelał z dachu fabryki "Paetzolda". Stracił wtedy życie obsługujący karabin młody powstaniec - Władysław Skonieczny, który trafiony kulą wroga spadł z dachu i wkrótce zmarł w szpitalu. Trzeci karabin strzelał sprzed ówczesnego kina "Salon" (obecnie budynek banku "PeKaO-Sa"). Celem ataku powstańców były tak zwane "białe koszary" i "czerwone koszary". W pobliżu dzisiejszego skrzyżowania ulic: Dworcowa - Kasprowicza, Niemcy zatrzymali powstańców silnym ogniem z karabinów maszynowych. Wprowadzili też do akcji miotacze min (jedna taka mina trafiła w ścianę budynku znajdującego się naprzeciw dzisiejszego dworca PKS).

Niemcy strzelali również z okien budynku szkoły przy ulicy Staszica, "Banku Ludowego" i żydowskiej "Bożnicy" przy ulicy Solankowej. Strzelano też do powstańców z wielu domów prywatnych. Powstańców grupy wschodniej zatrzymał silny ogień wroga z gniazda CKM usytuowanego w rejonie skrzyżowania dzisiejszych ulic Narutowicza-Sienkiewicza. Ten koszący ogień uniemożliwił przedostanie się dalej w kierunku "Magistratu" (obecnie budynek Urzędu Gminy). Drogę powstańcom otworzył dopiero bohaterski czyn Lucjana Skrzypińskiego, który od strony ulicy Solankowej dostał się na dach i przebiegając po nich przez trzy posesje, z narożnikowego domu przy ulicy Narutowicza rzutem 4 granatów rozbił gniazdo niemieckiego CKM. Umożliwiło to powstańcom przejście do bezpośredniego ataku na koszary z kilku stron.

W tej sytuacji pruscy żołnierze próbowali przerwać ataki powstańców poprzez wypad z koszar, ale zostali odparci z krwawymi dla siebie stratami przez grupę powstańców pod dowództwem Edmunda Gniota w rejonie kościoła św. Barbary (obecnie garnizonowy) i gmachu sądu przy ówczesnej ulicy Pakoskiej. Znaczne straty wśród Niemców spowodował atak powstańców ówczesnego "lazaretu miejskiego" na 3 niemieckie karabiny maszynowe usytuowane w budynku gazowni miejskiej, który został przemieniony w silny bastion obronny. Tam też padł powstaniec Kazimierz Cegiel z Inowrocławia i jeden z ochotników miłosławskich. Od zabłąkanych kul padł również dr Fritz Heinemann z Kruszwicy- sprawiedliwy Niemiec i dzielny lekarz, który zginął w czasie opatrywania rannych. Ofiarą strzelaniny, podobno od pocisków z niemieckiego samolotu, jednego z trzech, jakie w czasie walk atakowały miasto, była 18-letnia córka ostatniego niemieckiego burmistrza - dr Friedricha Artera.

Tymczasem rozstrzygnęła się bitwa o gazownię i elektrownię miejską, którą opanowano przy pomocy polskich robotników, którzy tam pracowali. Dopływu prądu i gazu dla miasta nie wyłączono ani na chwilę. Odcięte zostały jedynie koszary przy ulicy Dworcowej. Przybyły również posiłki od strony Pakości, które z nową energią włączyły się do walki i pomogły w zdobyciu "białych" koszar. Część mogileńskiego plutonu, skupiona wokół kulomiotu na wiadukcie pakoskim prowadziła ogień w kierunku dworca kolejowego.

5 stycznia 1919 roku, około godziny 10:00 Inowrocław był wolny, za wyjątkiem koszar "czerwonych" i dworca kolejowego.

Otoczeni w "czerwonych" koszarach Niemcy, kilkakrotnie próbowali dokonać wypadu przeciw powstańcom. Rozpoczęła się nękająca i mało skuteczna ze względu na potrzebę oszczędzania amunicji przez powstańców walka pozycyjna.

Elektrownia i gazownia miejska w Inowrocławiu - 1918 rok

Północno-zachodnia grupa operacyjna dowodzona była przez podporucznika Mieczysława Słabęckiego i składała się z:

  • kompanii gnieznieńskiej i wrzesińskiej - 90 ludzi, kompanie posiadały na wyposażeniu 3 ciężkie karabiny maszynowe i 1 lekki karabin maszynowy
  • oddziału z Trzemeszna pod dowództwem Władysława Wleklińskiego - 50 ludzi, oddział dysponował 1 lekkim karabinem maszynowym
  • kompanii z Młynów pod dowództwem Józefa Owczarskiego - 86 ochotników
  • oddziału z Mogilna pod dowództwem Stanisława Roloffa - 50 ludzi, oddział dysponował 1 lekkim karabinem maszynowym
  • kompanii z  Pobiedzisk - 74 żołnierzy
  • kompanii 31 Pułku Piechoty z Włocławka pod dowództwem porucznika Hrechorowicza - 120 ludzi
  • kompanii z Mogilna pod dowództwem Izydora Włodarka - 300 żołnierzy
  • oddziału z Barcina pod dowództwem Aleksandra Jakubowskiego - 50 ludzi
  • kompanii z Pakości pod dowództwem Władysława Poczekaja - 100 ludzi

Razem północno-zachodnia grupa operacyjna liczyła 920 powstańców uzbrojonych w karabiny. Na karabin w tej grupie wypadało 30 nabojów. Siłę ognia tej grupy wspierały 3 ciężkie karabiny maszynowe i 3 lekkie karabiny maszynowe oraz kilka granatów ręcznych.

Ruchomą grupę operacyjną był szwadron kawalerii z Kruszwicy liczący 74 szable.

Zadaniem tej grupy było obejść Inowrocław od zachodu i północy, aż do torów kolejowych w kierunku na Bydgoszcz i Toruń, atak na warzelnię soli "Salina", dworzec kolejowy i koszary od strony północnej.

Przy tej grupie znajdował się podporucznik Paweł Cyms, który kierował całą operacją. Oddziały tej grupy, jeszcze po ciemku przez rąbińskie pola podeszły z drugiej strony torów pod "Salinę", Kruszliwiec i przez szosę bydgoską aż po tory. Tam zalegli czekając na sygnał do walki. Szturm miał nastąpić ze wszystkich stron o godzinie 7:00, a umówionym sygnałem miała być eksplozja w śródmieściu Inowrocławia.

Warzelnia soli "Salina"
Dworzec kolejowy w Inowrocławiu
Koszary "czerwone" przy ulicy Dworcowej (po lewej)

Na odgłos detonacji i strzelaniny dochodzących ze śródmieścia Inowrocławia do ataku poderwały się oddziały grupy dowodzonej przez podporucznika Mieczysława Słabęckiego. Zanim to jeszcze nastąpiło, w czasie podchodzenia na wyznaczone stanowiska powstańcy z Trzemeszna wzięli do niewoli 6-osobowy posterunek niemiecki, który strzegł placu ćwiczeń w Sławęcinku.

Do ataku na miasto pierwsi ruszyli do boju ochotnicy z Młynów, których prowadził nieustraszony, jednoręki inwalida - Józef Owczarski. Wpadli oni jak błyskawica w brawurowym ataku na wiadukt kolejowy od strony Bydgoszczy i pierwsi dostali się w krzyżowy ogień niemieckich karabinów maszynowych, strzelających do nich z kierunku dworca kolejowego i ulicy Dworcowej. Powstańcy, nie bacząc na ulewę spadającego na nich ołowiu uderzyli i doszli pod sam dworzec kolejowy. Wdzierając się do środka budynku zdobyli go w bardzo ciężkich walkach. Na ich prawym skrzydle poszły w bój oddziały z Trzemeszna i Gniezna. Przez tory, szopy i wagony uderzyli wprost na kolejowy dworzec. Dalej na prawo zaatakował oddział mogileński, przy którym znajdował się podporucznik Paweł Cyms. Poszli oni od "Saliny" wzdłuż torów, opłotków i kolejowych magazynów. Wpadli na plac dworcowy od strony ulicy Magazynowej i stamtąd zaatakowali broniony budynek dworca.

Dworzec kolejowy zostaje zdobyty. Następuje duża radość wśród powstańców, którzy spotykają się w dworcowym hallu. Zaraz miały następować przegrupowania i uderzenie na "czerwone" koszary.

Ale nagle, coś się dzieje. Stamtąd, skąd przyszli powstańcy, zasypani zostali seriami kul z karabinów maszynowych wroga. To Niemcy ruszyli do przeciwnatarcia. Powstańcy zaczęli się bronić, ale ich pozycja była nie do utrzymania. Nie pomógł nawet skok na bagnety. Zaczęło powstańcom brakować amunicji. Niemcy pod osłoną ognia z karabinów maszynowych szli jak lawina naprzód. Ich atak wspierały miotacze min. Powstańcy musieli ustąpić. Niemcy poprzestali na zajęciu odbitego dworca kolejowego i nie ścigali uciekających powstańców. Lecz niestety nie wszyscy powstańcy zdołali opuścić dworzec kolejowy. Nie zdążyli tego uczynić: 33-letni inowrocławski ochotnik - Bolesław Każmierski, Jan Małachowski z Szymborza, Jan Klaus z Mogilna, Antoni Owczarski z Inowrocławia, Stanisław Owczarski z Inowrocławia, Kazimierz Gallus z Trzemeszna, Zygmunt Kołodziejczyk z Trzemeszna i Tadeusz Włodarski z Inowrocławia. Wszyscy oni zginęli w walce z wrogiem. Do niemieckiej niewoli dostał się Józef Owczarski z Inowrocławia. Na miejscu pozostało wielu rannych powstańców.

 

 

 

 

 

Komendantem obrony dworca kolejowego w Inowrocławiu był w tym czasie Leon Czarliński (1860-1929). Na budynku dworca wmurowana jest tablica pamiątkowa na tę okoliczność.

Jak się potem okazało, miała miejsce zdrada niemieckiego hakatysty, restauratora i właściciela hotelu "Dworcowego" - Wilhelma Strubego, który doniósł Niemcom o wyczerpaniu się amunicji powstańcom. Zdrada ta pociągnęła za sobą wiele śmiertelnych ofiar. A szczególnym okrucieństwem wyróżniał się właśnie Wilhelm Strube, który osobiście przebijał bagnetem dłonie powstańców. Za ten czyn w dniu 6 stycznia 1919 roku Wilhelm Strube został skazany przez sąd dorażny na karę śmierci. Wyrok wykonano natychmiast.

Pierwszy po lewej stronie budynek, to hotel "Dworcowy", którego właścicielem był Wilhelm Strube.

5 stycznia 1919 roku, około godziny 14:00 sytuacja w mieście nie była jeszcze do końca wyjaśniona. Polacy i Niemcy ograniczyli się do obrony zajętych pozycji. Wszyscy byli już bardzo zmęczeni. Przemęczony był również Paweł Cyms, który na kilka godzin stracił przytomność. W tym czasie "Rada Ludowa", burmistrz Inowrocławia - Arter oraz delegacje niemieckich i żydowskich obywateli Inowrocławia, udały się do "czerwonych" koszar, aby pertraktować o zawieszeniu broni. Obecny przy rozmowach kapitan Michał Zabdyr zgodził się na rozejm. Ustalono przebieg linii demarkacyjnej wzdłuż ulic: Solankowa - Toruńska. Część południowa miasta miała pozostać w rękach Polaków, część pólnocna w rękach Niemców. Wojska powstańcze miały opuścić miasto. Taki rozejm był Niemcom bardzo potrzebny, ponieważ mieli otrzymać obiecaną pomoc, jaką dał im major Klatte - dowódca bydgoskiej dywizji niemieckiej. Jednak tego samego dnia około godziny 18:00 Paweł Cyms, po odzyskaniu przytomności i dowiedziawszy się o prowadzonych rokowaniach, natychmiast postanowił o zerwaniu pertraktacji.

Udał się więc w towarzystwie Włodzimierza Skrzydlewskiego z Wójcina i Jana Głowackiego z Witkowa do koszar. Rozmowy przeciągnęły się do póżnych godzin nocnych i dopiero kiedy Paweł Cyms rzucił na szalę ostatni argument, że Niemcy nie doczekają się odsieczy, bo tory kolejowe w kierunku Bydgoszczy są rozkręcone - dowódca inowrocławskiego garnizonu major Grolman zdecydował się ulec.

W nocy z 5 na 6 stycznia 1919 roku, około godziny 2:00, porucznicy: Paweł Cyms i Włodzimierz Skrzydlewski zawarli z niemieckim dowódcą garnizonu inowrocławskiego - majorem von Grolmanem porozumienie (poniżej tekst).

 

     140 pułk piechoty                         Inowrocław, dnia 6. I. 1919.

Przedstawiciele polskich regularnych sił zbrojnych w Inowrocławiu   i dowództwo załogi niemieckiej postanawiają, co następuje:

  1. Obustronne zupełne i natychmiastowe zawieszenie broni.

  2. Wzajemna wymiana wszystkich jeńców regularnych formacji, oddziałów ochotniczych i jeńców cywilnych. Wydanie nastąpić ma 7. I. 19. do godz. 12 w południe.

  3. Załoga pod dowództwem mjr. von Grolmana opuszcza miasto Inowrocław z honorami, z bronią ( trzecią częścią amunicji w ładownicach) i bagażem. Miasto i garnizon należy opróżnić w ciągu 48 godzin, tj. do dnia 7. I. 19. do godziny 12 w nocy.

  4. Żonaci urzędnicy, rodziny oficerów i podoficerów mogą tak długo pozostać w koszarach i mieście, póki nastaną korzystne warunki komunikacyjne. Gwarantuje się ochronę prywatnej własności, ewentualne odszkodowanie. Urządzenia obu kasyn oficerskich 53 pap. i 140 pp. usunie się póżniej i oddaje się pod opiekę komendy polskiej.

  5. Zabrać wolno tylko najkonieczniejsze zapasy komór i najniezbędniejsze przedmioty, pozatem wszelką własność prywatną. Aż do wymarszu zapewnia się żołnierzom niemieckim swobodę poruszania się po mieście.

  6. Z zapasów żywności zabiera się potrzebne zaprowiantowanie marszowe (na 3 dni).

  7. Komenda Uzupełnień pozostaje narazie na miejscu.

  8. Poległych wolno pogrzebać w dniu 6. I. na tutejszych cmentarzach.

  9. Stację kolejową Inowrocław odda się w dniu 6. I. do godz. 1 po południu.

​         Z polskiej strony:                             Z niemieckiej strony:

  (-) W. Skrzydlewski, por.                           (-) von Grolman,

  (-) Cyms, por.                                              mjr. i d-ca pułku

                                                                   najstarszy garnizonu

 

Paweł Cyms jednak dowiedziawszy się o barbarzyńskiej działalności Wilhelma Strubego i rozstrzelaniu wziętego do niewoli żołnierza kompanii radziejowskiej - Franciszka Adamowskiego zerwał natychmiast zawarte w nocy porozumienie i nakazał żołnirzom niemieckim opuszczenie koszar oraz Inowrocławia do godziny 22:00 dnia 6 stycznia 1919 roku.

Wczesnym rankiem 6 stycznia okazało się, że rozkręcone tory zostały naprawione i pod Jaksicami był już z pomocą oddział niemiecki z artylerią.

W związku z tym Paweł Cyms udał się w towarzystwie Jana Głowackiego i Janusza Kozłowskiego z Pławinka do majora von Grolmana. Ten natychmiast polecił cofnąć pomoc pod Złotniki Kujawskie. Paweł Cyms wobec równoczesnego nalotu samolotu niemieckiego i ostrzeliwanie miasta z broni pokładowej zażądał natychmiastowego wycofania Niemców z miasta, grożąc wznowieniem walk, major von Grolman musiał się zgodzić na polskie warunki. 

6 stycznia 1919 roku po godzinie 18:00 niemieccy żołnierze zaczęli opuszczać Inowrocław. Klucze od wszystkich magazynów koszarowych przejął od Niemców porucznik Kozłowski, który pokwitował odbiór pozostawionych w należytym porządku materiałów. Od tej chwili niemiecka załoga czyniła przygotowania do całkowitego opuszczenia koszar.

Kiedy jednak po mieście rozeszła się wiadomość, że Niemcy mają opuścić Inowrocław w pełnym uzbrojeniu, powstało wielkie oburzenie. Gromada ludzi

w sile około 200, zebrała się przed hotelem "Bast" i zażądała dalszej walki

z Niemcami. Uspokojono jednak ich i tłum się rozszedł. Jednak dla bezpieczeństwa w rejonie dzisiejszego dworca PKS wystawiono specjalny oddział powstańczy, którego zadaniem było nie przepuszczanie nikogo do 

"czerwonych" koszar przy ulicy Dworcowej.

Po godzinie 22:00 znienawidzony "140 Pułk Piechoty Pruskiej" wśród objawów wrogości i rozgoryczenia tłumów Inowrocławian, pod eskortą polskich jeżdżców i plutonu powstańców z Kruszwicy i po 150-letnim panowaniu na zawsze opuszczał Inowrocław.

Jednak niemiecki pułk zamiast udać się do Bydgoszczy, odszedł tylko pod Złotniki Kujawskie, gdzie się okopał i zajął pozycje obronne. Kapitulację doskonale uzbrojonego pułku wobec powstańców pruskie władze uznały za hańbę i po reorganizacji w pruskiej armii żadna już niemiecka jednostka wojskowa nie otrzymała numeru "140 Pułku Piechoty Pruskiej".

W opuszczonych przez Niemców koszarach powstańcy znależli wielkie zapasy umundurowania (na ponad 3 tysiące żołnierzy), 1550 karabinów, kilkanaście karabinów maszynowych. 200 tysięcy amunicji karabinowej, 4 automobile i wiele granatów.

Zdobycz ta póżniej okazała się przydatna przy tworzeniu w Inowrocławiu przez podporucznika Pawła Cymsa batalionu "1 Pułk Grenadierów Kujawskich".

Warto też wspomnieć, że na wyzwolonym obszarze miasta powstacy podjęli służbę patrolową, oraz obstawili ważniejsze punkty w mieście i drogi wylotowe. Utworzono też pierwszy szpital polowy, który znajdował się w ówczesnym hotelu "Wojtynek" przy ulicy Św. Mikołaja. Pod fachowym kierownictwem dra Zygmunta Czapli, sanitariuszek: Anny Lipczyńskiej, Józefy Petrykowskiej i Stanisławy Petrykowskiej oraz sierżanta Stanisława Wieczorka pielęgnowali rannych. Nieco pózniej, lekarz med. Michał Grobelski zorganizował szpital polowy w hotelu "Pod Lwem" (zdjęcie poniżej).

Kiedy wojska niemieckie, pod polską eskortą opuszczały miasto, mieszkańcy Inowrocławia burzyli pomnik cesarza Wilhelma I - symbol pruskiej władzy nad Inowrocławiem, stojącego na skwerze przy obecnym dworcu PKS. Po południu zniszczono również pomnik "Germanii" - alegorii niemieckiej wielkości i zwycięstwa, stojący na inowrocławskim Rynku oraz pomnik cesarza Fryderyka III stojącego przed ówczesną "Szkołą Wydziałową" przy ówczesnej ulicy Pakoskiej.

Pomnik cesarza Wilhelma I
Pomnik "Germanii"
Pomnik cesarza Fryderyka III

Rano 6 stycznia 1919 roku oddziały powstańcze zebrały się przed warzelnią soli "Salina" i tutaj przygotowywały się do zajęcia miasta, które nastąpiło w południe w triumfalnym marszu wśród entuzjazmu uradowanych inowrocławian.

Na zdjęciu poniżej - oddział powstańców z Witkowa koło Gniezna (Kompania Witkowska) przed budynkiem ówczesnego "Parku Miejskiego" w Inowrocławiu (obecnie Teatr Miejski). Wśród powstańców widzimy mieszkanki Inowrocławia, które zajmowały się organizowaniem pomocy dla rannych powstańców. Siedzą od lewej: Bronisława Żuchowska, Wiktoria Adamska, Maria Hankiewiczowa z domu Batog, Janina Graczykowska z domu Niedbalska i Halina Modrzejewska. W środku oficerowie z oddziału witkowskiego: podporucznik Stanisław Połczyński i sierżant Ignacy Jezierski.

Zdjęcie wykonane zostało w styczniu 1919 roku

Jednak nie wszyscy Polacy witali radośnie zwycięzców w Inowrocławiu. Po wyjściu z miasta wojsk pruskich rozpoczęły się narodowe niesnaski. Chodziło między innymi o to, że Paweł Cyms wyzwolił Inowrocław i Kujawy Inowrocławskie wbrew ugodowej "Naczelnej Rady Ludowej" w Poznaniu i "Powiatowej Rady Ludowej" w Inowrocławiu. Jednak przebieg powstania wielkopolskiego wykazał, że kujawska operacja prowadzona przez powstańców Pawła Cymsa nie tylko wyzwoliła te ziemie i stolicę regionu - Inowrocław z niemal dwuwiekowej niewoli, ale także osłoniła działania powstańcze w Wielkopolsce. Ten imponujący sukces strategiczny, o ogromnej mierze był dziełem dwudziestoczteroletniego, byłego oficera pruskiej armii - porucznika Pawła Cymsa.

Członkowie Powiatowej Rady Ludowej w Inowrocławiu przywitali porucznika Pawła Cymsa słowami: "Co Pan tu chce, po co Pan tu przyszedł i naraża zdrowie i życie spokojnych obywateli".

Szefa sztabu powstańczego - Feliksa Zielińskiego, zdolnego i odważnego oficera, który położył wielkie zasługi przy wyzwalaniu miasta, powołano przed nieprawnie ukonstytuowany Trybunał Rady Ludowej.

Pawłowi Cymsowi grożono rozstrzelaniem. Powiatowa Rada Ludowa odmówiła wypłacenia żołdu powstańcom, traktując ich jako "nieproszonych awanturników", pomimo, że posiadała w swojej kasie 200 tysięcy ówczesnych marek zebranych w tym celu z dobrowolnych składek społeczeństwa polskiego. A przecież ochotnicy - wyzwoliciele Inowrocławia i Kujaw Inowrocławskich musieli jeść i mieli też na utrzymaniu swoje rodziny. Jednak obawiając się rozruchów oburzonych mieszkańców miasta i powiatu - Powiatowa Rada Ludowa pożyczyła sztabowi Pawła Cymsa 40 tysięcy ówczesnych marek na pokrycie zaległego żołdu. Weksel na pożyczkę podpisał nie mający żadnego majątku porucznik Paweł Cyms.

10 stycznia 1919 roku porucznik Paweł Cyms zwrócił się do społeczeństwa Kujaw Inowrocławskich z następującym apelem:

 

"Rodacy! Walka bohaterska oswobodziła Inowrocław. Tego cośmy zdobyli nigdy nie oddamy. Ale potrzebny nam jest silny garnizon. Wzywamy każdy patriotyczny dom polski, aby oddał do służby wojskowej najlepsze i najznaczniejsze jednostki, które posiada, na całą służbę, aż do objęcia rządów przez władzę centralną. Tylko nieskalane, czyste jednostki są godne wstąpić do wojska do walki za Ojczyznę. Pożądane są osoby z szarżą wojskową. Sprawa żołdu uregulowana zostanie przez kwaterę główną w Poznaniu. Żołnierze! Komendzie i przełożonym dajcie posłuch bezwględny. Kto nie czuje w sobie ducha karności, nie może służyć w wojsku polskim. Ojczyzna woła! Na okopy! Do dzieła!

 

Inowrocław, dnia 10 stycznia 1919 roku. Komenda Naczelna Wojsk Powiatu Inowrocławskiego. Cyms komendant".

Apel okazał się skuteczny, ponieważ spośród mieszkańców Kujaw Inowrocławskich sformowano "1 Pułk Grenadierów Kujawskich", którego dowódcą został porucznik Paweł Cyms. Ze swoim pułkiem brał udział w walkach pod Złotnikami Kujawskimi, Łabiszynem i Brzozą Bydgoską o wyzwolenie Bydgoszczy. Sformowany został też 2 Pułk Grenadierów Kujawskich, którego dowódzcą został ppor. Stanisław Janowski.

7 lutego 1919 roku "1 Pułk Grenadierów Kujawskich" przemianowano na "5 Pułk Strzelców Wielkopolskich". Paweł Cyms uhonorowany rangą kapitana, pełnił w nowym pułku funkcję dowódcy batalionu. Na bazie tego oddziału uformowano pózniej słynny, inowrocławski "59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej".

Kapitan Paweł Cyms

Zapomniani powstańcy wielkopolscy w Inowrocławiu

Wolność Inowrocławia okupiona została dużymi stratami wśród powstańców. Bohaterską śmiercią na polu walki poległo 47 powstańców, a prawie 120 odniosło kontuzje lub rany. Ciała niektórych zabitych odesłano do rodzinnych miejscowości, natomiast pozostałych pochowano w zbiorowej mogile na cmentarzu kościoła Najświętszej Marii Panny w Inowrocławiu. 

Podczas walk zginęło także 14 niemieckich żołnierzy i 4 osoby cywilne.

Pomnik-mogiła poległych powstańców na cmentarzu NMP w Inowrocławiu

Ofiarą życia okupili wolność Inowrocławia

w czasie od 29 grudnia 1918 roku do 6 stycznia 1919 roku.

  1. Józef Kazimierz Łukasik   z Inowrocławia
  2. Mieczysław Kosecki   z Inowrocławia
  3. Zdzisław Kosecki   z Inowrocławia
  4. Kazimierz Kliczewski   z Inowrocławia
  5. Wojciech Kwiatkowski   z Inowrocławia
  6. Wojciech Wiśniewski   z Inowrocławia
  7. Kazimierz Cegiel   z Inowrocławia
  8. Walenty Kaczmarek   z Inowrocławia
  9. Adam Łuszczewski   z Inowrocławia
  10. Jan Małachowski   z Inowrocławia
  11. Jan Michalak   z Inowrocławia
  12. Andrzej Ozorowski   z Inowrocławia
  13. Wincenty Przybyszewski   z Inowrocławia
  14. Tadeusz Włodarski   z Inowrocławia
  15. Maksymilian Olszewski   z Inowrocławia
  16. Bolesław Każmierski   z Inowrocławia
  17. Stanisław Suliński   z Inowrocławia
  18. Leon Tyloch   z Inowrocławia
  19. Józef Barczak   z Murzynna
  20. Jan Chojnacki   z Miłosławia
  21. Józef Gołębiewski   z Jaksic
  22. Walenty Kowalski   z Janikowa
  23. Michał Frankowski   z Gniezna
  24. Leon Jahnke   z Gniezna
  25. Aleksander Lewandowski   z Gniezna
  26. Mieczysław Majerowicz   z Gniezna
  27. Aleksander Mazurkiewicz   z Gniezna
  28. Stefan Stróżyk   z Gniezna
  29. Kazimierz Szubiński   z Gniezna
  30. Wincenty Zasada   z Gniezna
  31. Franciszek Zieliński   z Gniezna
  32. Antoni Kowalski   z Młynów
  33. Antoni Owczarski   z Młynów
  34. Stanisław Owczarski   z Młynów
  35. Kazimierz Gallus   z Trzemeszna
  36. Zygmunt Kołodziejski   z Trzemeszna
  37. Stanisław Ornatek   z Trzemeszna
  38. Jan Klaus   z Mogilna
  39. Wojciech Kowalski   z Rzeszyna
  40. Wincenty Siudziński   ze Strzelna
  41. Jan Smul   z Chrosna
  42. Franciszek Walenczewski   z Kruszwicy
  43. Władysław Skonieczny   z Kruszwicy
  44. Franciszek Adamczewski   z Włocławka
  45. Antoni Żydowicz
  46. Nieznany powstaniec
  47. Nieznany powstaniec

​Osoby cywilne poległe przypadkowo w Inowrocławiu

  1. Elżbieta Bąkowska (12 lat z Inowrocławia, zginęła na ulicy Pakoskiej)
  2. Stefania Kąkolewska (z Wejherowa, zginęła na dworcu kolejowym)
  3. Kazimierz Kąkolewski (z Wejherowa, zginął na dworcu kolejowym)
  4. Aniela Perkowska (z Torunia, zginęła na dworcu kolejowym)
  5. Adam Zaklepa (z Poznania, zginął na dworcu kolejowym)
  6. Wacław Talent ( z Torunia, zginął na ulicy Dworcowej)

​Wykaz poległych oparty o zestawienie Franciszka Pasińskiego.

11 pażdziernika 1968 roku wmurowany został uroczyście akt erekcyjny pod budowę pomnika powstańców wielkopolskich - pomnika "Czynu powstańczego". Pomnik został uroczyście odsłonięty w dniu 6 stycznia 1969 roku z okazji 50-tej rocznicy wyzwolenia Inowrocławia przez powstańców.

Na pomniku wykuto nazwiska ludzi, którzy dobrowolnie poświęcili Ojczyznie swoje życie.

Model pomnika powstańców wielkopolskich według projektu artysty rzeżbiarza - Zofii Kann-Pociłowskiej.
Składanie podpisów pod aktem erekcyjnym przez zaproszonych gości - 11 pażdziernika 1968 roku.
Pomnik "Czynu powstańczego" w Inowrocławiu - widok obecny.

Wyzwolenie Kujaw inowrocławskich nastąpiło wyłącznie dzięki walce zbrojnej powstańców wywodzących się głównie z ludu wiejskiego oraz niższych warstw miejskich. Odważna i zdecydowana postawa wielu dowódców i komendantów powstańczych, którzy nie ulegli naciskom polskich klas posiadających władzę, doprowadziła do pięknych zwycięstw i spełnienia patriotycznych aspiracji kujawskiego ludu. Opanowanie Inowrocławia przez powstańców zabezpieczyło równocześnie Gniezno i Poznań przed planowaną kontrofensywą niemiecką z rejonu Bydgoszczy i Torunia.