Zarys historyczny 59 PPWlkp.  1919-1920

Wolna i niepodległa Ojczyzna!

Oto hasło, które głośnym echem rozległo się w 1918 roku po całej ziemi polskiej i z drżeniem przejęło serce każdego Polaka.

W pierwszych dniach listopada 1918 roku Małopolska, Polesie i Kongresówka. A w końcu grudnia tegoż roku chwyciła za oręż Wielkopolska.

Kiedy 27 grudnia 1918 roku zawrzała walka na ulicach Poznania i odwieczny wróg Polski - Niemiec - został wyparty z miasta, ruch powstańczy jak pożar rozpromieniał na wszystkie strony stolicy Wielkopolski. We wszystkich miastach i miasteczkach powstawały samorzutnie oddziały, które chwyciły broń do ręki, a często z gołemi rękoma rozbrajały oddziały niemieckie, zdobywając broń i amunicję.

Z takich oddziałów powstańczych wziął początek póżniejszy 59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej.

Pierwszym jej organizatorem był podporucznik Paweł Cyms (na zdjęciu obok), były oficer armii pruskiej.

Wśród ciągłych walk i utarczek maszerował On na czele oddziałów: gnieżnieńskiego, wrzesińskiego, miłosławskiego i witkowskiego w kierunku północno-zachodnim. Po drodze dołączały do Niego oddziały: trzemeszeński, gębicki, mogileński, strzeliński, wójciński i młyński. Każdy z tych oddziałów o stanie liczebnym ówczesnego plutonu bojowego, choć zbrojny w większej części w kije i widły, jednak silny był, bo ożywiony duchem patriotyzmu i pragnieniem wolności. W trakcie dwudniowej walki, podporucznik Paweł Cyms ze swoimi oddziałami wkracza 6 stycznia 1919 roku do Inowrocławia, wyzwalając miasto spod zaboru pruskiego. Niemcy uciekający z Inowrocławia w kierunku północnym (na Bydgoszcz), pozostawili w rękach powstańców koszary i magazyny pełne broni amunicji i ekwipunku. Tu, w Inowrocławiu, który miał się stać kolebką "59 Pułku Piechoty Wielkopolskiej", następuje reorganizacja i połączenie poszczególnych oddziałów powstańczych. W dniach od 7 do 11 stycznia 1919 roku sformował podporucznik Paweł Cyms dwa bataliony, które przyjęły nazwę "1 i 2 Pułku Grenadierów Kujawskich". Równocześnie sformowano w Kruszwicy, z oddziałów: kruszwickiego i strzeleńskiego batalion piechoty pod dowództwem podporucznika Kazimierza Dratwińskiego. Batalion przyjmuje nazwę: "Baon Nadgoplański", podległy bezpośrednio podporucznikowi Pawłowi Cymsowi. 24 stycznia 1919 roku "Baon Nadgoplański" na Rynku w Kruszwicy złożył przysięgę (zdjęcie poniżej).

Już na początku stycznia 1919 roku wszystkie polskie oddziały wojskowe na terenie byłego zaboru pruskiego, podporządkowane zostały Głównemu Dowództwu w Poznaniu. Dekretem Naczelnej Rady Ludowej w Poznaniu z dnia 16 stycznia 1919 roku, głównym dowódcą wszystkich sił zbrojnych mianowany zostaje generał Józef Dowbór-Muścicki. 7 lutego 1919 roku rozkazem głównego dowódcy, dotychczasowy "1 Pułk Grenadierów Kujawskich" zostaje przemianowany na "5 Pułk Strzelców Wielkopolskich", który wchodzi w skład oddziałów frontu północnego. 6 marca 1919 roku pułk zaliczony zostaje do "2 Dywizji Strzelców Wielkopolskich", a dowództwo "5 Pułku Strzelców Wielkopolskich" z rąk podporucznika Pawła Cymsa przejmuje podpułkownik Wacław Przeżdziecki, który jednak już 23 marca 1919 roku odchodzi na wyższe stanowisko. 24 marca 1919 roku dowódcą pułku zostaje major Stanisław Wrzaliński.

Podpułkownik Wacław Przeżdziecki
Major Stanisław Wrzaliński

Major Stanisław Wrzaliński, jako nowy dowódca wziął się energicznie do pracy. Pułk zostaje ponownie zreorganizowany i uzupełniony do 12 kompanii strzeleckich i 3 kompanii karabinów maszynowych. Praca była nadzwyczaj trudna i mozolna, ponieważ odbywała się prawie wyłącznie na froncie, wśród ciągłych walk z wrogiem. Ze starszych żołnierzy, urodzonych przed 1895 rokiem utworzono batalion rezerwowy, który jednak nie rozwinął się do pełnego stanu i po kilku tygodniach został rozformowany. Również rozformowano szwadron nadgoplański i pluton kawalerii w Kruszwicy (zdjęcie poniżej), a ludzi i konie przekazano do Inowrocławia.

Aby zapobiec wielkiemu brakowi podoficerów, 4 kwietnia 1919 roku przy pułku utworzono szkołę podoficerską, do której wszystkie pododdziały przesłały po 5 kandydatów. Na dowódcę szkoły wyznaczono podporucznika Stanisława Janowskiego, dotychczasowego dowódcę batalionu zapasowego.

Po ukończonej reorganizacji "5 Pułk Strzelców Wielkopolskich" zajmuje odcinek na długości 50 kilometrów na linii wiosek: Opoki-Ośniszczewo-Wielowieś-Płonkowo-Broniewo-Jeżewo oraz Pszczółczyn pod Łabiszynem.

Pod Łabiszynem pułk ciągle odpiera ataki nieprzyjaciela, który ma wszędzie liczebną przewagę sił, a zwłaszcza przewagę artylerii. Nieprzyjaciel kilkakrotnie próbował przełamać polski front, lecz zawsze nieskutecznie i z krwawymi stratami. Żołnierze pułku nie ograniczali się tylko do obrony biernej, ale urządzali ustawiczne i udane wypady na pozycje wroga, przynosząc zdobycz i zadając wrogowi straty.

8 maja 1919 roku patrol w sile 30 szeregowców i pod dowództwem kaprala Antoniego Piotrowskiego robi wypad w stronę wsi Opoczek. Zręcznie i niepostrzeżenie przeprowadza swój oddział pomiędzy placówkami nieprzyjacielskimi i zachodzi na tyły przeciwnika. Jak grom, oddział spada na Niemców i bez żadnego wystrzału zabiera jako jeńców: oficera, sierżanta i 12 szeregowców, poczem znosi posterunki alarmowe. Bierze jako łup: 2 ciężkie karabiny maszynowe, 12 karabinów ręcznych oraz wielką ilość amunicji i bez strat powraca do swojej kompanii.

Urządzony przez dowódcę 3 batalionu nocny wypad 6 czerwca 1919 roku na miejscowość Bronimierz Mały, powoduje rozbicie niemieckiej załogi. Batalion, jako zdobycz zabiera Niemcom: 1 miotacz min, 2 ciężkie karabiny maszynowe, 25 karabinów ręcznych, 5000 sztuk amunicji, aparaty telefoniczne i wiele innego sprzętu. Straty niemieckie, to: 6 zabitych, kilku rannych i kilku jeńców. Straty Polaków, to jeden żołnierz ranny, którym był sierżant Wincenty Tadeja z 10 kompanii. Wspólnie z sierżantem Edmundem Maciejewskim, otoczywszy swoimi żołnierzami wartownię wroga, wpadli obydwaj do środka wartowni, w której znajdowało się 25 żołnierzy niemieckich. Niemcy powitali ich salwą kul. I w tym czasie sierżant Wincenty Tadeja pada ciężko ranny u drzwi. Nie traci jednak przytomności umysłu i odbezpiczając jeden granat po drugim, rzuca nimi pomiędzy wrogów i rozbija ich.

W czasie tych walk pozycyjnych odznaczył się niezwykłym męstwem i patriotyzmem sierżant Jerzy Bauza z 3 batalionu, który podczas napadu ogniowego na miejscowość Palczyn został ciężko raniony granatem rzuconym przez wroga. Kiedy smutni koledzy próbują go pocieszyć, on, pomimo wielkiego bólu zdobywa się jeszcze na uśmiech i odpowiada: "To nic! Choć z jedną nogą będę Niemców bił". Leżąc póżniej na stole operacyjnym, prosi przy amputacji nogi, aby zagtano mu "Mazurka Dąbrowskiego". Umiera ze słowami: "Jeszcze Polska nie zginęła".

25 maja 1919 roku dotychczasowy dowódca "5 Pułku Strzelców Wielkopolskich" - major Stanisław Wrzaliński zostaje powołany na stanowisko szefa sztabu "Dowództwa Frontu Północnego", lecz już w połowie czerwca 1919 roku powraca do swego pułku. W czasie jego niebecności pułkiem dowodził rotmistrz Ignacy Mielżyński.

Walki pozycyjne "5 Pułku Strzelców Wielkopolskich" trwają do 18 grudnia 1919 roku. W tym dniu pułk zostaje zluzowany przez "6 Pułk Strzelców Wielkopolskich" i przechodzi w rejon Żnina, gdzie pozostaje do 15 stycznia 1920 roku, zajmując się energicznie wyszkoleniem. W Inowrocławiu pozostaje jedynie batalion zapasowy. 

15 stycznia 1920 roku cały "5 Pułk Strzelców Wielkopolskich" wraz z chorągwią zbiera się na Rynku w Żninie, skąd po defiladzie przed dowódcą pułku wyrusza w kierunku: Szubin-Więcbork-Sępolno-Chojnice, aby wślad za ustępującymi wojskami niemieckimi obejmować tereny przyznane Polsce "Traktatem Wersalskim". W dniu wyruszenia stan pułku wynosił: 26 oficerów i 2988 szeregowych.

W Szubinie przydzielono do pułku artylerię oraz oddziały techniczne i dalszy marsz odbywał się jako "prawa grupa środkowa".

Cały ten marsz był jednym pochodem triumfalnym. Ludność polska po półtorawiekowej niewoli przyjmowała żołnierza polskiego entuzjastycznie i ze łzami w oczach. Radość ludności była tym większa, gdy zobaczyła, że polski żołnierz wbrew pogłoskom niemieckim był jednolicie wzorowo umundurowany i uzbrojony oraz ochoczy i karny.

Jeszcze raz pułk zmienia swoją nazwę, ale już poraz ostatni.

A mianowicie rozkazem Ministerstwa Spraw Wojskowych z dnia 17 stycznia 1920 roku "5 Pułk Strzelców Wielkopolskich" miał nosić nazwę:

"59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej".

W tym samym czasie pułk przebywał na Pomorzu, gdzie na zachód od Chojnic obsadzał swymi żołnierzami odcinek graniczny. Pozostawał tam, aż do zluzowania przez "49 Pułk Strzelców Kresowych", to jest do dnia 20 lutego 1920 roku, poczem przegrupował się w okolice Tucholi. Tam zakończył "59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej" swoje działania na froncie wielkopolskim.

Chlubnie zapisał się w historii powstania wielkopolskiego, a młody żołnierz wśród całorocznych walk nabył doświadczenia bojowego, którego z korzyścią użył w bojach z nowym wrogiem Ojczyzny - Rosją Sowiecką.

165 poległych i przeszło 200 rannych przelało krew swą, fundując Polsce nowe granice na zachodzie.