59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej w czasie wojny z Rosją Sowiecką - 1920 rok.

1. Na froncie wołyńsko - ukraińskim.

W 1920 roku wyrosło dla Rzeczypospolitej Polskiej nowe, poważne niebezpieczeństwo. Rosja Sowiecka po rozbiciu armii Kołczaka, Judenicza i Denikina i ukończeniu walk wewnątrz swego kraju wszystkie wysiłki skierowała w kierunku zachodnich swych granic, gdzie Polska stała na przeszkodzie sowieckich ambicji przeniesienia rewolucji na teren całej Europy.

Wojska wielkopolskie, które nie były już potrzebne na froncie poznańskim, w większej swej części przesunięte zostały na wschodnie rubieże Polski.

"59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej", wraz z całą "15 Dywizją Piechoty" drogą kolejową: Chojnice-Bydgoszcz-Toruń-Kutno-Koluszki-Przemyśl-Lwów przybywa do rejonu Złoczów-Brody, gdzie przez 14 dni przygotowuje się do walk w nowych warunkach i na szerokim froncie.

Przetransportowany dalej koleją przez Zdołbunów-Szpetówkę-Sławutę, dociera pułk do Miropola.

26 marca 1920 roku rozkazem Naczelnego Dowództwa "59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej" zostaje wydzielony z "15 Dywizji Piechoty", lecz wzmacnia "13 Dywizję Piechoty", luzując "25 Pułk Piechoty" i "44 Pułk Piechoty Strzelców Kresowych".

"59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej" zajmuje znaczny odcinek frontu na rzeką Słuczą po obu stronach linii kolejowej Połonne-Berdyczów. Zajęte pozycje pułk umacnia i prowadzi energiczne zwiady w stronę nieprzyjaciela. Tam też pułk otrzymuje uzupełnienie z batalionu zapasowego. Razem 25 podoficerów i 571 szeregowców. Uzupełnienie te zostaje rozdzielone na poszczególne kompanie, wzmacniając je do stanu 160 bagnetów.

W celu zebrania szczegółowych informacji o stanie liczebnym, położeniu i zamiarach nieprzyjaciela, dowódca 1 batalionu otrzymuje rozkaz sformowania grupy wypadowej i przeprowadzenia zwiadu bojowego w kierunku na Kowaleńki-Matreńki z powrotną drogą przez Senkowiec-Kirejówka-Awratyń. W myśl tego rozkazu w nocy z 7 na 8 kwietnia 1920 roku wymaszerowała grupa zwiadowcza pod dowództwem porucznika Szmoniewskiego. Grupa składała się z żołnierzy 3, 4, 10 i 12 kompanii, plutonu artylerii. Grupa ubezpieczana była plutonem piechoty z 11 kompanii. 3,10 i 12 kompania szła szlakiem berdyczowskim w stronę Kowalenek, natomiast 4 kompania szła traktem krasnopolskim z zadaniem przeprowadzenia demonstracyjnego natarcia na Kowaleńki od strony południowej. Z zadania tego wywiązał się wzorowo dowódca 4 kompanii, ułatwiając wykonanie zadania głównej grupie. Na dwa kilometry prze Kowaleńkami kompanie rozwinęły się i posuwały dalej w największej ciszy.

Sowiecka załoga, która broniła Kowalenek zajęła pozycje i otworzyła gwałtowny ogień karabinowy na podchodzących Polaków. Dzięki jednak panujących ciemności, 3 i 10 kompania zdołała bez większych przeszkód podejść na bliską odległość od nieprzyjaciela. Z głośnym "hurra" poderwano się do szturmu. Uderzenie było tak silne, że sowiecka załoga w popłochu uciekła w stronę lasu. Dowódca 4 kompanii z własnej inicjatywy próbował obejść tyły nieprzyjaciela i odciąć mu drogę ucieczki. Natrafił jednak na grząskie bagna i nie mógł w czas tego wykonać, dzięki czemu nieprzyjaciel znanymi sobie przejściami wymknął się z potrzasku. Na placu boju pozostało 30 zabitych Rosjan, kiedy własne straty wynosiły tylko 3 rannych.

Zebraniem zdobyczy zajęła się 12 kompania. A zdobycz była znaczna. 2 armaty, 145 pocisków armatnich, 6 karabinów maszynowych, kilkadziesiąt karabinów ręcznych, 41 koni, 7 wozów konnych, 45 tysięcy naboi i moc innego sprzętu oraz kilkunastu jeńców.

Jasny już był dzień, kiedy grupa wypadowa po zdjęciu swych ubezpieczeń odmaszerowała do swojego pułku. Z zeznań jednego z jeńców sowieckich wynikało, że w Kowaleńkach znajdował się jeden batalion bohuńskiego pułku i szwadron kawalerii.

W dalszym ciągu bataliony pułku robiły dalekie wyprawy, przynosząc każdorazowo zdobycz i dokładne informacje o nieprzyjacielu.

2. Ofensywa na Ukrainę.

21 kwietnia 1920 roku "59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej" wraca w skład "15 Dywizji Piechoty" i obsadza linię frontu 8 kilometrów na wschód od Miropola, po obu stronach toru kolejowego.

24 kwietnia 1920 roku cała "15 Dywizja Piechoty" koncentruje się w okolicy Nowej Czartorji. Wieczorem tego samego dnia "59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej" wyrusza na pozycje wyjściowe do wsi Prywitów, gdzie staje 25 kwietnia 1920 roku o godzinie 2:30.

Zadanie "15 Dywizji Piechoty" i "59 Pułku Piechoty Wielkopolskiej" określał rozkaz operacyjny nr. 14 w następujący sposób:

  • 25 kwietnia "15 Dywizja Piechoty" ma atakować nieprzyjaciela w strefie graniczącej między "13 Dywizją Piechoty" od strony południowej, a "5 Pułkiem Legionów" od strony północnej.
  • Dla wykonania tego zadania, dowódca "15 Dywizji Piechoty" wyznaczył dwie kolumny: lewą pod dowództwem generała Kędzierskiego z "61 Pułku Piechoty", która będzie działała na północ od toru kolejowego Miropol-Cudnów-Berdyczów, oraz prawą kolumnę składającą się z "59 Pułku Piechoty Wielkopolskiej" pod dowództwem pułkownika Wacława Przeżdzieckiego (12 dział, jedna sekcja konnicy, trzy sekcje telegraficzne i jedna kompania saperów), która będzie działała na południe od toru kolejowego Miropol-Cudnów-Berdyczów, trzymając stałą łączność z "13 Dywizją Piechoty" na linii Lipno-Michajłówka-Troszcze.
  • Zadaniem prawej kolumny od strony wschodniej skraju wsi Prywietów na godzinę 4:00 rano i dalej rozpocząć ruch w kierunku Meleńce-Wojtowce-Chyżyńce-Krasnogórka-Kołki, obalając w tej przestrzeni nieprzyjaciela. Po dojściu do rzeki Teterew, forsować takową i wyjść na linię wsi Olszanka-Podolany, szachując w ten sposób z południa Cudnów i ułatwiając lewej kolumnie owładnięcie Cudnowa.

 Z zadania tego znakomicie wywiązuje się "59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej". Wspierany dzielnie bateriami "15 Pułku Artylerii Polowej" zdobywa 5 obronnych linii nieprzyjaciela, odrzucając go w kierunku Berdyczowa.

25 kwietnia 1920 roku o godzinie 16:30 pułk przekracza rzekę Teterew i po zwycięskiej walce zajmuje wioski - Olszankę, Wołosówkę i Podolańce, w której pozostaje na nocny wypoczynek. Odpoczynek ten był zasłużony, gdyż w dokuczliwym skwarze, wśród walk, przebiegł żołnierz tego dnia około 25 kilometrów, przeważnie na przełaj przez pola.

Zdobycz pułku z tego dnia, to: 1 pociąg z materiałami wojennymi, 1 ciężki karabin maszynowy, większa ilość karabinów i amunicji, kilka koni i wozów konnych oraz 11 jeńców. Własne straty, to: 3 zabitych i 12 rannych.

26 kwietnia 1920 roku pułk przechodzi do odwodu "15 Dywizji Piechoty" i posuwa się za oddziałami "61 i 62 Pułku Piechoty". O godzinie 23:30

"59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej" wkracza do Berdyczowa.

27 kwietnia 1920 roku udział w napadzie na wroga biorą 5, 6, 9 i 11 kompania, zmuszając nieprzyjaciela do dalszego odwrotu, przyczem przez odcięcie drogi 5 kompania zdobywa tabory załadowane prowiantami i sprzętem wojskowym, karabiny maszynowe, oraz bierze jeńców.

W dalszym pościgu za nieprzyjacielem "59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej" maszeruje w kierunku na Machnówkę, Koziatyn, Sokolec i Białołówkę. Tu z rana 30 kwietnia 1920 roku 1 batalion wystawia czaty, natomiast 2 i 3 batalion pozostają do 3 maja 1920 roku w okolicy Sokolec-Mecherzyńce Dębowe, by po długich i forsownych marszach wypocząć i uporządkować się. 6 maja 1920 roku, to jest pierwszego dnia ofensywy na Kijów, pułk przerywa front nieprzyjaciela po Meleńcami, zdobywa pięć obronnych lini wroga i wdziera się 25 kilometrów wgłąb terenu wroga. Następnie walczy zwycięsko pod Machniówką, Brodojskoje i Koziatynem.

Wieczorem 8 maja 1920 roku "59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej" wkracza do Kijowa. Część 3 batalionu przeprawia się pontonami na wschodni brzeg Dniepru, aby zająć wioski: Pośniaki i Osokórki.

Polskie wojsko wkracza do Kijowa - 8 maja 1920 rok

9 maja 1920 roku, po defiladzie przed dowódcą "3 Armii" - generałem Edwardem Śmigłym-Rydzem (na zdjęciu obok), "59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej" opuszcza Kijów, by zająć pozycje na zachodnim brzegu Dniepru, na południe od Kijowa. Zmieniając kilkakrotnie miejsca, pułk obsadza odcinek frontu na przestrzeni 40 kilometrów, przeprowadza zwiady i wypady na przeciwny brzeg rzeki oraz stacza ciągłe utarczki z patrolami nieprzyjaciela.

Po stwierdzeniu przez własne patrole, że nieprzyjaciel koncentruje w miasteczku Rżyszczew znacze siły, dowódca 1 batalionu - kapitan Smoniewski na czele 1 i 2 kompanii oraz kompanii karabinów maszynowych, sformowanej z ochotników i plutonu artylerii, robi rankiem 24 maja 1920 roku wypad na to miasteczko. Załoga, broniąca Rżyszczew, a składająca się z 800 żołnierzy sowieckich stawiała dzielny opór, jednak dzięki brawurowemu uderzeniu kompanii oskrzydlającej - miasteczko zdobyto, a nieprzyjaciel w panicznym popłochu uciekł w kierunku południowym, ponosząc wielkie straty od ognia artylerii. Przeszło 200 trupów nieprzyjacielskich zaległo pole bitewne, 42 jeńców zabrano w niewolę, zdobyto kilka karabinów maszynowych oraz dużą ilość karabinów ręcznych i wojskowego sprzętu. Własne straty były niskie, gdyż tylko 1 zabity i 2 rannych. Rosyjski statek opancerzony, który podpłynął Dnieprem, aby ratować tragiczną dla Rosjan sytuację, został celnym ogniem artylerii trafiony i zatonął.

25 maja 1920 roku "59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej" po zluzowaniu przez oddziały "5 Pułku Piechoty Legionów", zbiera się w Wasylkowie, by po załadunku na pociąg odjechać na front północno-wschodni.

3. Na froncie północno-wschodnim.

Zwycięski pochód polskiej armii na froncie południowym i zajęcie Kijowa, stworzyły dla nieprzyjaciela ciężkie położenie. Dowództwo sowieckie chcąc odciążyć front południowy, zdecydowało o ofensywie na północy. Mając na południe od rzeki Dżwiny skoncentrowane większe siły, sowieci rankiem 14 maja 1920 roku rozpoczęli natarcie na wojska polskie.

Pod naporem trzykrotnie przeważajacych sił wroga po ciężkich bojach z pola walki wycofuje się "1 Armia Polska". Wówczas Naczelne Dowództwo Wojska Polskiego wydaje "15 Dywizji Piechoty" natychmiastowy wyjazd na front północny. "59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej" po załadowaniu na pociąg w Wasylkowie, drogą kolejową na Kijów-Sarny-Łuniniec-Baranowicze, dociera pierwszym transportem w dniu 31 maja 1920 roku do Mińska.

Forsownym marszem 3 batalion udaje się do miejscowości Okoława. Za nim podążał 1 i 2 batalion. Należy tu podkreślić, że żołnierzy pułku bardzo entuzjastycznie witali mieszkańcy Mińska, którzy maszerujące oddziały witali bezustannymi okrzykami: "Niech żyją wojska wielkopolskie".

Pomimo ogromnej przewagi liczebnej, ofensywa rosyjska załamuje się przez bohaterską postawę polskiego żołnierza. Polskie wojska, wsparte przybyłymi posiłkami, przechodzą do zdecydowanego przeciwnatarcia, odrzucając wszędzie wroga i w kilka dni odzyskują utracone pozycje.

Wybitny udział w tych walkach pod Pleszczenicą ma "61 Pułk Piechoty".

Natomiast "59 Pułk Piechoty", będąc w odwodzie "15 Dywizji Piechoty" przez cały czas odbywał uciążliwe marsze, lecz nie uczestniczy w poważniejszych działaniach bojowych. Po ustaleniu się frontu, pułk przechodzi w okolice miejscowości Dziedziłowicze, gdzie zajmuje swoje pozycje. Dotychczasowy dowódca pułku - pułkownik Stanisław Wrzaliński w tym czasie bardzo ciężko zachorował i odszedł do szpitala, a dowództwo objął pułkownik Władysław Grabowski.

Wobec poważnych walk na Ukrainie, Naczelny Wódz - Józef Piłsudski wydał rozkaz przeprowadzenie na froncie północnym głębokich wypadów, celem zmylenia nieprzyjaciela co do zamiarów polskiego wojska.

W związku z tym rozkazem "59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej" otrzymuje zadanie, aby w nocy z 13 na 14 czerwca 1920 roku sforsować rzekę Berezynę, rozbić i odrzucić wojska nieprzyjaciela po wschodnim brzegu rzeki, w taki sposób, aby wypad miał charakter ofensywy, pomylił nieprzyjaciela i zmusił go do ściągnięcia większych sił na odcinek pułku.

Dla wykonania tego zadania koncentruje się pułk w wiosce Wojłowo, gdzie przydzielono również pluton saperów i pluton 4 baterii z "4 Pułku Artylerii Polowej". Dowódcą grupy wypadowej został pułkownik Władysław Grabowski. Po stwierdzeniu przez polskie patrole możliwości przeprawy przez rzekę Berezynę i położenia przeciwnika, grupa wypadowa wyrusza ciemną nocą, aby zająć pozycje. Grupa zostaje podzielona na dwie kolumny. Lewa kolumna, składająca się z 2 i 3 batalionu poruszała się długą, wąską groblą wśród nieprzebytych bagien w kierunku zerwanego mostu w Wojłowie. 1 batalion skierował się do przeprawy przez rzekę przez Chalmówkę w kierunku na Chutor Lubnicki. Około godziny 2:00 w nocy na odległość 100 metrów od zerwanego mostu przybyły czołowe kompanie 3 batalionu, czekając tu około godziny, aby z nastaniem świtu sforsować rzekę.

Kompanie zbite w jedną kolumnę na wąskiej grobli, zachowywały przez cały czas grobową ciszę, nie zdradzając najmniejszym szmerem swojej obecności. Choć ciemna noc sprzyja zamiarowi, jednak długie i milczące czekanie działa denerwująco na żołnierza, tym więcej, że nieprzyjaciel był w pobliżu i dawał znać o sobie raz po raz ogniem artylerii i karabinów.

Oddział szturmowy dowodzony przez sierżanta Edmunda Maciejewskiego działał cicho i sprawnie. Oddział zaopatrzony w kładki, podszedł do samego mostu, na którym czuwała czujka wroga. Z nastaniem brzasku oddział się podrywa, rzuca przyniesione kładki na zerwane przęsła mostu i pędem przebiega na drugi brzeg. Zanim czujka nieprzyjaciela się spostrzegła, już była unieszkodliwiona. Trzy rosyjskie karabiny maszynowe, ustawione w kierunku zerwanego mostu, rozpoczęły swój morderczy ogień. Padają pierwsi ranni. Lecz za chwilę oddział sierżanta Edmunda Maciejewskiego na bagnetach roznosi rosyjską obsługę karabinów.

Cofającego się w popłochu wroga ściga 9 i 11 kompania i po pół godzinie obydwie kompanie zdobywają wioskę Krajce, odległą 3 kilometry od rzeki. Tylko dzięki energicznemu i szybkiemu natarciu, artyleria nieprzyjacielska, która znajdowała się w Krajcach nie wyrządziła atakującym większych szkód. Od Krajcy i dalej na wioski Kwecze i Przystań nacierał 3 batalion, natomiast 2 batalion ścigał wroga w kierunku północno-zachodnim przez wioski Perechodziec i Sawski Bór. Polskie bataliony wychodzą z walki zwyciesko i odrzucają sowietów za wioskę Domżeryce.

W tym samym czasie 1 batalion przeprawia się tratwami przez rzekę pod Chałmówką. Nieprzyjaciel został zupełnie zaskoczony, a jego karabin maszynowy ranił tylko jednego polskiego żołnierza. Posuwanie się batalionu w bagnistym lesie było bardzo trudne, to też dopiero o godzinie 3:40 udało się opanować miejscowość Chutor Lubnicki. O godzinie 7:00, po krótkiej walce batalion zajmuje wioskę Podstryjeszcze, poczem w Krajcach dołącza do lewej kolumny i przechodzi do odwodu grupy wypadowej.

Tymczasem natarcie 2 i 3 batalionu na Domżeryce nie doprowadza do końcowego rezultatu ponieważ rosyjska załoga w liczbie 2500 żołnierzy, która broniła miasta, mężnie się broniła. Około godziny 13:00 Rosjanie wsparci ogniem swej artylerii przeszła do przeciwnatarcia. Bataliony 1 i 2 przechodzą przemęczone i wyczerpane do odwodu. Dopiero po naprawie mostu, po którym mogła przejechać polska artyleria, 1 batalion uderza na pozycje wroga, który już z odległości 900 metrów otwiera silny ogień. Na odległości 500 metrów ogień artylerii i karabinów maszynowych staje się tak silny, że dalsze frontalne posuwanie stało się niemożliwe. Wtedy to, dowódca 1 batalionu rzuca 3 kompanię i pluton karabinów maszynowych na prawe skrzydło nieprzyjaciela i z tą chwilą cała linia podrywa się do ataku, zdobywając szturmem Domżeryce. Wycofujący się w popłochu Rosjanie pozostawili na polu walki 3 karabiny maszynowe. Batalion w natarciu traci 9 zabitych i 42 rannych, wśród których znalazł się cieżko ranny dowódca 1 batalionu.

Rosjanie wsparci świeżymi odwodami kontratakują jeszcze dwukrotnie 15 i 16 czerwca 1920 roku, starając się oskrzydlić polską grupę wypadową i odciąć jedyną drogę powrotną. Jednak wysiłek ich był daremny. Odruchowe przeciwuderzenia przyprawiają Rosjan o kilkuset rannych i zabitych.

W nocy z 16 na 17 czerwca 1920 roku, po spełnieniu swego zadania grupa wypadowa wycofuje się na zachodni brzeg rzeki Berezyny i zajmuje kwatery w wioskach: Kliniki i Horele.

Straty własne grupy wypadowej, to 27 zabitych i 140 rannych. Straty nieprzyjaciela, stwierdzone po ostatnich walkach pod Domżerycami, to przeszło 300 zabitych. Polacy zdobyli: 4 karabiny maszynowe, 2 wozy z amunicją, konie i inny sprzęt wojskowy.

Wypad na Berezynę, to jeden z najpiękniejszych czynów "59 Pułku Piechoty Wielkopolskiej", gdzie każdy żołnierz pokazał swój hart i żelazną wolę zwycięstwa. W najtrudniejszych warunkach terenowych, pozostając przez 3 doby bez wystarczającego pożywienia, pułk prowadził zacięte walki, wytrzymując wściekłe natarcia kilkakroć liczniejszego wroga.

To też daty walk i nazwę "Domżeryce" kazał pułk, ku chwale tych bohaterów, którzy w nich brali udział, wypisać na swoim sztandarze (zdjęcie poniżej).

Pomiędzy wielu innych, w walkach pod Domżerycami wyróżnił się starszy szeregowy Józef Karow z 1 kompanii. Kiedy dowódca batalionu zarządził zbiórkę i kazał wystąpić 10 ochotnikom i podoficerom w celu sformowania oddziału szturmowego, który jako pierwszy miałby sforsować zniszczony most przez rzekę Berezynę, w szeregach zapanowało głuche milczenie i zdawało się, że zabraknie ochotników do tak niebezpiecznej wyprawy.

Nie wachał się tylko jeden, najmłodszy wiekiem, najmniejszy wzrostem, chłopiec jeszcze, ochotnik i były harcerz inowrocławskiego hufca - starszy szeregowy Józef Karow. Śmiało występuje naprzód, a zawstydzeni tym przykładem inni żołnierze wystąpili naprzód wszyscy razem.

Kiedy chwilę potem dowódca kompanii stara się odwieść Józefa Karowa od tego zamiaru, biorąc wzgląd na jego nikłe siły, Józef Karow nie ustępuje i odpowiada:

"O ja się znam na takim przedsięwzięciu. Ile to razy pełniłem podobne obowiązki, podkradając się do posterunków w hufcu harcerskim".

Poszedł z innymi i powierzone zadanie wykonał świetnie.

Póżniej, kiedy jego kompania idzie do natarcia, Józef Karow ze swoją sekcją znajduje się na przodzie, podrywa sekcję swoim przykładem i jako pierwszy dobiega do nieprzyjaciela. Rażony kulą wroga pod wioską Przystań oddaje swoje życie, w momencie kiedy podrywa sekcję z okrzykiem:

"Dalej wiara naprzód".

 

18 czerwca 1920 roku "59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej" wyrusza przez Begomlę, Juchnówkę, Uhły i Szalagiry do Wielkiej Czernicy, gdzie luzuje żołnierzy "60 i 61 Pułku Piechoty" Już następnego dnia pułk odpiera uparte ataki Rosjan, którzy z godzinnymi odstępami nacierają od wczesnego rana, aż do ciemnej nocy. Straty z tego dnia, to 22 rannych. Straty nieprzyjaciela były ogromne. W ciągu nocy z 19 na 20 czerwca nieprzyjaciel ponawia sześć razy próbę przerwania frontu. Lecz bezkutecznie z dotkliwymi dla wroga stratami.

Ani piędzi ziemi nie ustąpił wrogowi "59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej".

20 czerwca 1920 roku pułk oddał swoje pozycje nowogrodzkiemu pułkowi z "1 Litewsko-Białoruskiej Dywizji". Zluzowany, pomaszerował przez Glinno-Bereżniówkę-Behomlę do miejscowości Uhły, gdzie po ostatnich walkach miał się uporządkować. Pułkownik Stanisław Wrzaliński wrócił do zdrowia i ponownie objął dowództwo pułku.

4 lipca 1920 roku Rosjanie przechodzą do ofensywy, przełamując zmasowanymi siłami polski front na odcinku obsadzonym przez "1 Litewsko-Białoruską Dywizję". "59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej" usiłował powstrzymać napór wroga. Jednak poniósłszy ciężkie straty i złożywszy dowody ofiarnego męstwa, pułk wraz z innymi oddziałami rozpoczyna 7 lipca 1920 roku odwrót w kierunku Warszawy.

Pułk w czasie odwrotu - lato 1920 roku

4. Odwrót w kierunku Warszawy.

W czasie całego odwrotu "59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej" nigdy bez rozkazu nie opuszczał swoich pozycji. 11 lipca 1920 roku, pułk dochodzi nad dolny bieg rzeki Szczary i współdziała z "1 Litewsko-Białoruską Dywizją", broniąc z nią rejonu miejscowości Mosty nad rzeką Niemen. W dalszym odwrocie pułk dociera nad rzekę Bug. W nocy z 31 lipca na 1 sierpnia 1920 roku pułk przekracza rzekę pod Drohiczynem i obsadza pozycje na zachodnim brzegu rzeki Bug. Pozycji tych broni do 4 sierpnia 1920 roku. Tu toczą się zaciekłe walki, w których pułk raz po raz przeciwuderzając odrzuca Rosjan na wschodni brzeg Bugu. Dalszy odwrót odbywa się wśród ustawicznych natarć i przeciwnatarć. Każdą pozycję, każde wzgórze okupić musi nieprzyjaciel nowymi ofiarami. Lecz kampanie własne muszą składać krwawą daninę. Wycofując się dalej przez miejscowości Kałuszyn-Nowo Mińsk, obronne pozycje pułk zajął na linii miejscowości Michałówka-Wiązowna-Emów. Tu nowy duch ożywił szeregi pułku, zwłaszcza gdy luki powstałe w czasie długiego odwrotu wypełniono nową rezerwą, a żołnierz znalazł oparcie w przygotowanej i dobrze umocnionej pozycji. To też daremne były wszystkie próby wroga, który sądził, że jeszcze kilka wysiłków, a zdobędzie Warszawę i z nią resztę Polski.

Pamiętny udział "59 Pułku Piechoty Wielkopolskiej" wyraził się przede wszystkim wkroczeniem wieczorem 17 sierpnia 1920 roku do Nowo Mińska (obecnie Mińsk Mazowiecki). Stało się to, po przerwaniu frontu nieprzyjaciela i wzięciu do niewoli ogromnej ilości jeńców. W następne dni pułk maszeruje za uciekającym wrogiem na linii miejscowości: Stanisławów-Jadów-Łochów-Broki. Pod Prosiennicą zagradza drogę cofającej się 5 dywizji sowieckiej, którą doszczętnie rozbija, zabiera do niewoli ponad 1000 jeńców i niezliczoną ilość materiału wojennego.

22 sierpnia 1920 roku "59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej" okrywa się nieśmiertelną sławą w boju o Łomżę, którą dzięki bohaterskiemu sforsowaniu rzeki Narwi i zniszczeniu obrony fortów zdobył po całodziennej i bardzo ciężkiej walce. Po zwycięskiej walce, pułk bierze do niewoli ponad 2000 jeńców, w których było kilku wyższych sowieckich dowódców, kilka wagonów amunicji, 9 armat, 22 karabiny maszynowe i moc innego sprzętu.

Datę boju o Łomżę (22 sierpnia 1922 roku), pułk obrał póżniej jako dzień święta pułkowego.

Fort numer III - widok obecny
Kapitan Marceli Cerklewicz-dowódca pułku 08-09.1920r.

A tak bitwę o Łomżę wspominał 22 sierpnia 1930 roku kapitan Szpulecki Wacław

"Dnia 21 sierpnia 1920 roku, nasza 15 Dywizja Piechoty, która w tym dniu osiągnęła Zambrów otrzymała rozkaz uderzenia na Łomżę, a następnie przez Kolno osiągnąć granicę z Prusami, aby odciąć drogę cofającej się 4 Armii Sowieckiej. Stosownie do powyższego rozkazu, nasz pułk miał niezwłocznie wymaszerować w kierunku Łomży, gdzie wraz z 60 Pułkiem Piechoty i 1 Dyonem 15 Pułku Artylerii Polowej miał za zadanie zdobycia Łomży i mostów na rzece Narew. 22 sierpnia 1920 roku pułk wymaszerował pod dowództwem kapitana Marcelego Cerklewicza (na zdjęciu obok) z Zambrowa w kierunku Łomży w następującym ugrupowaniu:

baon II, jako straż przednia pułku, pod dowództwem porucznika Słabęckiego, za nim baon I, pod dowództwem podporucznika Owczarskiego i baon III pod dowództwem podporucznika Owczarskiego. Baterie 1 i 15 Pułku Artylerii Polowej zostały podzielone pomiędzy baonu. O godzinie 12:30, II baon podszedł pod Łomżę. Wysłany patrol pod dowództwem podporucznika Szczerkowskiego stwierdził, że nieprzyjaciel obsadził szosy prowadzące do Ostrołęki i Śniadowa, oraz fort IV, a w Łomży zaś znajdują się mniejsze oddziały piechoty i kawalerii sowieckiej. Natychmiast po powrocie patrolu, do natarcia ruszył II baon. 5 i 6 kompania, po krótkiej wymianie ognia opanowały IV fort i dworzec kolejowy wraz z ogromnymi zapasami materiałów wojennych. Jednocześnie 7 i 8 kompania zajęły miasto i doszły do brzegu Narwi. Nieprzyjaciel pod naporem ognia naszych ciężkich karabinów maszynowych i artylerii wycofał się za Narew i zajął silnie umocnione przyczółki. Nie czekając na 60 Pułk Piechoty, zdecydowano się na sforsowanie Narwi. I baon miał zdobywać żelazny most przez rzekę, II baon miał zdobywać drewniany most, a III baon miał być w odwodzie z zadaniem ubezpieczania działań I i II baonu.

Do forsowania żelaznego mostu wyznaczył dowódca I baonu 1 i 2 kompanię, które po dotarciu do rzeki miały energicznie uderzyć, przejąć most i zająć pozycje po drugiej stronie, osłaniając swym ogniem przeprawę pozostałych oddziałów. Kompania 3 pozostała w odwodzie, a kompania 4 zajęła szosy prowadzące do Ostrołęki i Śniadowa. Kompania c.k.m. i 3 lekkie karabiny maszynowe z 3 kompanii obsadziły wzgórze, leżące na zachód od rzeki i ogniem miały wspierać natarcie i przeprawę 1 i 2 kompanii.

Ugrupowanie II baonu w składzie 7 i 8 kompanii otrzymało zadanie sforsowania palącego się drewnianego mostu przy pomocy czółen, lub też w bród pod osłoną ognia kompanii c.k.m. 5 i 6 kompania pozostała w odwodzie.

III baon, jako odwód zajął pozycje przy szosie Łomża Podgórze.

Zniszczony most drewniany w Łomży
Drużyna c.k.m. 59 PPWlkp. - 1924 rok

Po 10 minutowym ostrzeliwaniu przez polską artylerię nieprzyjacielskich pozycji, o godzinie 13:25, pod osłoną ognia c.k.m., kompanie ruszyły do ataku. Nieprzyjaciel mimo silnego ognia usiłował kilkakrotnie zniszczyć żelazny most, jednakże celny ogień c.k.m. i oddział szturmowy, każdorazowo likwidował wysiłki wroga. Dzięki zręcznemu manewrowi oddziału szturmowego i podejściu 1 i 2 kompanii do rzeki, nieprzyjaciel wycofał się za most. Wykorzystując moment cofania się tylariery nieprzyjaciela, na drugi brzeg przeszła natychmiast większa część 1 i 2 kompanii, które po zaciekłej walce i brawurowym szturmie na I fort, wzięły całą załogę do niewoli. Na następnej pozycji, a mianowicie na III forcie, silnie umocniony nieprzyjaciel rozpoczął gwałtownie ostrzeliwać 1 i 2 kompanię, lecz i tu po krótkiej i zaciętej walce, przerwano front wroga i grożąc mu obejściem, zmuszono go do poddania się. 4 kompania natychmiast zajęła pozycje przy drodze w kierunku na Żabówki, ubezpieczając tym samym przyczółek żelaznego mostu. Najsilniejszy jednak opór nieprzyjaciel stawiał na odcinku działania II baonu. Nasze oddziały kilkakrotnie próbowały przejść na drugi brzeg Narwi, lecz ze względu na silny ogień wroga i pożar drewnianego mosty, przeprawa była niemożliwa. I choć jednemu plutonowi z 7 kompanii udało się przejść na drugą stronę, to przeciwnatarciem nieprzyjaciela zmuszono pluton do powrotu na pozycje wyjściowe. Dopiero po sforsowaniu rzeki przez I baon, II baon mógł sforsować rzekę przeprawiając się czółnami i zająć po krótkim, lecz energicznym natarciu II fort. Nad wieczorem 22 sierpnia Łomża i przyczółki mostowe zostały całkowicie zajęte przez pułk. Obsadzono pozycje obronne wzdłuż linii fortów I, II i III, aż do szosy Łomża-Stawiski i wystawiono ubezpieczenia w wioskach: Pronica, Elżbiecin, Marianka i Czarnocin.

Ludność Łomży również brała czynny i energiczny udział w walce o swoje miasto. Zaledwie ukazała się straż przednia naszego pułku na przedmieściach miasta, mieszkańcy Łomży rozpoczęli na własną rękę uliczną walkę z nieprzyjacielem. Do naszych kompanii fordujących mosty na Narwi, przyłączyły się grupy uzbrojonych mieszkańców, którzy brali udział w walce aż do końca. W walce z wrogiem odznaczyła się też szkolna młodzież, która donosiła amunicję".

W bitwie o Łomżę Rosjanie stracili 9 armat, 22 c.k.m-y, 7 wagonów amunicji, 12 kuchni polowych, wielką ilość sprzętu łączności i tabory oraz około 2000 żołnierzy, w tym 2 wyższych oficerów, wziętych do niewoli. O tym wszystkim wspomina komunikat Sztabu Generalnego z dnia 23 sierpnia 1920 roku. Oto jego treść:

"59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej zajął po zaciętych walkach dnia 22 b.m. Łomżę, biorąc pare tysięcy jeńców i ogromną zdobycz, dotychczas niezarejestrowaną. Dowódcy w dalszym ciągu meldują jednogłośnie o dzielnej postawie ludności cywilnej, która chwyta za broń i walczy obok żołnierzy".

Tego samego dnia, w dowód uznania przez dowództwo działalności "59 Pułku Piechoty Wielkopolskiej", dowódca "15 Dywizji Piechoty" - generał Władysław Jung udekorował na Rynku Łomży krzyżem "Virtuti Militari" dowódcę "59 Pułku Piechoty Wielkopolskiej" - kapitana Marcelego Cerklewicza. Trzy dni wcześniej tym samym odznaczeniem udekorowani zostali: dowódca I baonu - podporucznik Owczarski i dowódca II baonu - podporucznik Słabęcki.

Zdobycie Łomży odegrało ogromną rolę w całokształcie działań wojennych naszej ofensywy. 4 armia sowiecka, wraz z 2 korpusem konnym Gai, zdołała się przerwać na linii Ciechanów-Mława i szybkim marszem dążyła wzdłuż granicy z Prusami na północ, chcąc wymknąć się otaczającym ją wojskom polskim. Zdobycie Łomży otworzyło "14 i 15 Dywizji Piechoty" drogę na Kolno, do granicy pruskiej, dzięki czemu zdążyły przejąć drogi odwrotu nieprzyjaciela. Nie chcąc wpaść w nasze ręce, 4 armia sowiecka przekroczyła granicę z Prusami, gdzie została rozbrojona.

22 sierpnia - dzień walki o Łomżę, rok rocznie uroczyście święci nasz pułk, jako dzień swego święta pułkowego.

Święto pułkowe - 22 sierpnia 1935 rok
Święto pułkowe - 22 sierpnia 1935 rok

Wdzięczni mieszkańcy Łomży, za zwycięstwo nad bolszewikami w 1920 roku ufunowali "59 Pułkowi Piechoty Wielkopolskiej" za ówczesną kwotę 1 miliona marek obraz "Bitwa pod Łomżą - 1920" (na zjęciu poniżej) Obraz o wymiarach 5,5 na 2,2 m. namalował polski malarz-batalista Leonard Winterowski. Szczegóły o tym fakcie można przeczytać w kategorii: "Uroczystości i święta wojskowe w pułku".

We wrześniu 1920 roku "59 Pułk Piechoty Wielkopolskiej" walczy w rejonie Puszczy Białowieskiej. 10 września wypadem w okolice Kamieńca Litewskiego, pobił i zmusił nieprzyjaciela do odwrotu. Ostatni znaczący bój pułku, to zażarta walka 24 września z dywizją nieprzyjaciela w okolicach Wołkowyska o utrzymanie Izabelina. Wśród trudnych warunków zaopatrzenia, po złych drogach, pułk wykonuje marsze, staczając przy tym ciągłe walki z wrogiem.

W dniach 10 i 11 pażdziernika 1920 roku pułk pokonuje 150 kilometrów drogą na Zelwy-Dereczyn-Horodyszcze-Mir, dochodząc do rejonu Raków, gdzie zastaje go rozejm.

W walkach na froncie wschodnim poległo na polu chwały 4 oficerów i 366 szeregowych, rannych zostało około 1000 żołnierzy, a ponadto zmarło wskutek odniesionych ran i trudów wojennych przeszło 150 szeregowych. 

Za bohaterskie czyny odznaczonych Srebrnym Krzyżem Orderu Wojennego "Virtuti Militari" V klasy było 22 oficerów, podoficerów i szeregowców. "Krzyżem Walecznych" udekorowano 291 żołnierzy.

"Krzyże Walecznych" - 1920, 1939, 1940, 1944
Mapa Polski w okresie międzywojennym

Zapraszam do obejrzenia filmu, zrealizowanego na zlecenie "Muzeum Historii Polski", pod tytułem "18 bitwa w dziejach świata", który opowiada o "Bitwie warszawskiej" w sierpniu 1920 roku. W filmie tym próbowano doszukać się odpowiedzi na pytanie: "Czy rzeczywiście - tak, jak wspominał jeden z ówczesnych, angielskich dyplomatów - na przedpolach Warszawy rozegrała się 18 najważniejsza bitwa w dziejach świata?".