Mobilizacja żołnierzy 4 Pułku Artylerii Lekkiej          28 czerwca 1939r. - 31 sierpnia 1939r.

Jeszcze przed ogłoszeniem mobilizacji alarmowej "4 Pułk Artylerii Polowej" wystawił pierwszy pododdział. 28 czerwca 1939 roku uzupełniono i postawiono w stan gotowości bojowej 5 baterię pod dowództwem porucznika Stanisława Kubina. Zadaniem 5 baterii była osłona przyszłego miejsca koncentracji "4 Dywizji Piechoty" w skład której wchodził "4 Pułk Artylerii Lekkiej". 5 bateria przewieziona została koleją z Inowrocławia w okolice miejscowości Małki koło Brodnicy. Tam pozostała do 20 sierpnia 1939 roku.

Następnie 5 bateria otrzymała rozkaz przemarszu w okolice Piecewa koło Jabłonowa Pomorskiego.

18 sierpnia 1939 roku zmobilizowany został pluton topograficzno-ogniowy pułku pod dowództwem podporucznika Jana Płazaka. Pluton ten składał się z

1 oficera, 3 podoficerów i 21 szeregowców. Był dobrze wyposażony w sprzęt specjalistyczny, między innymi w: lunetę 3P, kątomierze, busolę, taśmy, tyczki, teodolity Wilde'a i tabele strzelnicze. Żołnierze przeszli wcześniej specjalistyczne szkolenie i gotowi byli do wykonywania swoich zadań.

22 sierpnia 1939 roku pluton topograficzno-ogniowy został skierowany w okolice Jabłonowa Pomorskiego w celu dokonania odpowiednich pomiarów współrzędnych, a następnie nanieść je na wojskowe mapy, a potem rozpocząć budowę sieci łączności. Razem z plutonem topograficzno-ogniowym do Jabłonowa Pomorskiego pojechała wydelegowana grupa oficerów z II i III dywizjonu, między innymi: podporucznik Jan Chodak i major Kazimierz Falewicz.

Pluton topograficzno-ogniowy "4 PAL-u" podczas zajęć. Przy niwelatorze plutonowy zawodowy - Kazimierz Bosiacki

Mobilizacja alarmowa w "4 Pułku Artylerii Polowej" ogłoszona została w nocy z 23 na 24 sierpnia 1939 roku. Ówczesny dowódca pułku - pułkownik dyplomowany Andrzej Czerwiński otrzymał z "4 Dywizji Piechoty" awizo i natychmiast zarządził na godzinę 5:00 rano odprawę dla oficerów sztabu i dowódców pododdziałów mobilizujących i nowo formowanych. W czasie trwania odprawy wyznaczeni dowódcy otrzymali koperty z dziennikami czynności. Po odprawie, pułkownik Andrzej Czerwiński wyjechał do Torunia, aby objąć tam funkcję dowódcy artylerii dywizyjnej "4 Dywizji Piechoty".

Dowództwo "4 Pułku Artylerii Polowej" objął dotychczasowy zastępca dowódcy pułku - podpułkownik Józef Pyrek (był na tym stanowisku do

18 września 1939roku, a potem dostał się do niewoli niemieckiej).

Wystawiane etatowe jednostki miały otrzymać sprzęt i uzbrojenie według tabel należności z mobilizacyjnych magazynów. Dodatkowe wozy konne i konie dla baterii dostarczane były przez specjalnie powołane w tym celu komisje poborowe, których zadanie polegało na przyjmowaniu koni i wozów od wyznaczonych wcześniej rolników i hodowców.

Karta mobilizacyjna z 1939 roku

Ponieważ do koszar "4 Pułku Artylerii Lekkiej" przybyć miała duża liczba rezerwistów, to zaistniała potrzeba rozmieszczenia poszczególnych baterii w miejscowościach w pobliżu Inowrocławia i tam kontynuowano mobilizację.

To posunięcie miało zapobiec ewentualnemu chaosowi oraz zapewnić ład organizacyjny, bo na przykład w wypadku ataku lotnictwa nieprzyjaciela takie rozśrodkowanie pozwalało na uniknięcie większych strat.

Zgodnie z elaboratem mobilizacyjnym, "4 Pułk Artylerii Lekkiej" miał wystawić następujące jednostki i pododdziały:

  • dowództwo pułku - w czasie 44 godzin,
  • samodzielny patrol meteorologiczny nr. 4 - w czasie 44 godzin,
  • I dywizjon armat 75 mm - w czasie 44godzin,
  • II dywizjon haubic 100 mm (bez 5 baterii) - w czasie 54 godzin,
  • III dywizjon haubic 100 mm - w czasie 40 godzin,
  • kolumna taboru parokonnego nr. 804 - w czasie 60 godzin,
  • warsztat taborowy parokonny nr. 801 - w czasie 60 godzin.

Wystawiona miała być również bateria marszowa jako uzupełnienie pułku. Resztę zmobilizowanych żołnierzy, podoficerów i oficerów z tak zwanej nadwyżki, zamierzano przetransportować do ośrodka zapasowego artylerii lekkiej nr. 8 w Skierniewicach.

Po objęciu dowodzenia w "4 Pułku Artylerii Lekkiej" przez podpułkownika Józefa Pyrka w dniu 24 sierpnia 1939 roku, zarządzono przeprowadzenie obrony przeciwlotniczej na terenie koszar. Kontrola stwierdziła, że obrona przeciwlotnicza nie jest jeszcze przygotowana, ponieważ większośc sprzętu odchodziła do rejonów zakwaterowania mobilizowanych baterii.

Jednak dowódcy pułku udało się zorganizować dwie grupy obsługi ciężkich karabinów maszynowych, które składały się z żołnierzy łączności i kanonierów. W tym też czasie powstawały trudności z wystawianiem warty w koszarach pułkowych. Do wystawienia warty angażowano żołnierzy z baterii łączności i zawiązków innych baterii. Pierwsza warta złożona z żołnierzy baterii miała być zmieniona przez wartę złożoną z nadwyżki rezerwistów w południe w dniu 25 sierpnia 1939 roku.

26 sierpnia 1939 roku zaczęli przybywać do Inowrocławia pierwsi rezerwiści. Jako miejsce poboru wyznaczono budynek szkoły powszechnej

im. św. Wojciecha przy ulicy Toruńskiej. Następnia powiatowa komisja poborowa kierowała żołnierzy rezerwy do wyznaczonych jednostek.

Szkoła powszechna im. św. Wojciecha w Inowrocławiu - 1937 rok

Zawiązki baterii wkrótce po ogłoszeniu mobilizacji alarmowej wymaszerowały z koszar do wyznaczonych rejonów. W rejony te dowożono wyposażenie i broń z pułkowych magazynów oraz dostarczano konie.

Dowództwo I dywizjonu miało swoje miejsce postoju na lotnisku w Latkowie koło Inowrocławia. 1 bateria formowała się we wsi Dalkowo, 2 bateria w miejscowości Więcławice, a 3 bateria w Szadłowicach.

Baterie z II i III dywizjonu mobilizowały się częściowo w koszarach przy ulicy Jacewskiej i w okolicy Inowrocławia. I tak na przykład: 6 bateria we wsi Balczewo, a 8 bateria we wsi Marulewy.

Na ogół formowanie oddziałów przebiegało sprawnie, chociaż występowały pewne drobne niedociągnięcia i trudności natury organizacyjnej. Opóżniała się bowiem praca kilku komisji poboru koni, ponieważ większość składu komisji stanowili oficerowie rezerwy, którzy po przybyciu do jednostki, musieli wdrażać się do wykonywanych czynności. Ponieważ odbieranie koni i wozów konnych odbywało się zbyt wolno, a część koni nie została przyjęta, rejonowy inspektor koni powołał 26 sierpnia 1939 roku dodatkową komisję poboru, która miała uzupełnić braki.

Wiele do życzenia pozostawiała jakość dostarczanych wozów konnych, ponieważ często oddawane były wozy zużyte, które nienadawały się do transportowania dużych ciężarów. Zarzut ten dotyczył głównie obywateli polskich pochodzenia niemieckiego, którzy szczególnie sabotowali zarządzenia polskich władz. I tak na przykład na 15 wozów konnych, dostarczonych 2 baterii w Szadłowicach - 13 było w złym stanie technicznym i wymagało natychmiastowej wymiany.

26 sierpnia 1939 roku, około godziny 12:00 dowódca "4 Pułku Artylerii Polowej" - podpułkownik Józef Pyrek przeprowadził rozmowę telefoniczną z dowódcą artylerii dywizyjnej - pułkownikiem Andrzejem Czerwińskim, który poinformował dowódcę inowrocławskiego pułku o zmianie rozkazów. Pułkownik Andrzej Czerwiński dodał również, że pułk nie będzie transportowany koleją, ale przejdzie w rejon koncentracji "4 Dywizji Piechoty" marszem pieszym. Bliższe szczegóły miały być poznane po przyjeżdzie pułkownika Andrzeja Czerwińskiego do Inowrocławia.

W związku z tym podpułkownik Józef Pyrek zarządził na godzinę 16:00 odprawę dowódców dywizjonów i pododdziałów. Na odprawie rozkazał dowódcom dywizjonów: I - majorowi Franciszkowi Kopaczyńskiemu,

II - majorowi Kazimierzowi Falewiczowi i III - majorowi Michałowi Szczepańskiemu, aby ci zarządzili w swoich dywizjonach pogotowie marszowe na godzinę 20:00.

O wyznaczonej godzinie w koszarach "4 Pułku Artylerii Polowej" odbyła się odprawa, w czasie której zebrani oficerowie dowiedzieli się od dowódcy pułku, że w nocy z 26 na 27 sierpnia mają przejść ze swoimi dywizjonami w marszu pieszym w okolice Torunia. Rozkaz podawał oś przemarszu, godzinę rozpoczęcia przegrupowania i rejony postoju w dniu 27 sierpnia 1939 roku.

Dywizjony miały przemaszerować przez  punkt przejścia, który znajdował się u wylotu drogi z Inowrocławia do Torunia. I tak: I dywizjon - godzina 20:15,

II dywizjon - godzina 21:15 i III dywizjon - godzina 22:00.

W czasie przegrupowania dywizjony "4 Pułku Artylerii Polowej" dotrzymywały nakazanych w rozkazie terminów. W pobliżu miejscowości Więcławice, do

I dywizjonu dołączyła 2 bateria pod dowództwem porucznika Wacława Hojny-Horodyńskiego. Nocny marsz z 26 na 27 sierpnia przebiegał przy dobrej i bezdeszczowej pogody. Dowódca pułku - podpułkownik Józef Pyrek na bieżąco dokonywał przeglądu kolumny w czasie ruchu, nie stwierdzając rażących niedociągnięć. Miejsce postoju dowódcy "4 Pułku Artylerii Lekkiej" znajdowało się w leśniczówce pod Toruniem.

Wcześnie rano w dniu 27 sierpnia 1939 roku "4 Pułk Artylerii Polowej" dotarł do lasów pod Toruniem. Natomiast 3 bateria z I dywizjonu, którą dowodził porucznik Sławomir Łępicki zatrzymała się w Toruniu w forcie XI pod nazwą

"Stefan Batory".

Fort XI "Stefan Batory" w Toruniu - widok z 2012 roku

W czasie postoju, podpułkownik Józef Pyrek tak przedstawił swoje uwagi dotyczące postoju "4 Pułku Artylerii Polowej".

       "W rejon biwaku pułku przybyłem o 8:00 z adiutantem (był nim wtedy kapitan Stanisław Greger). Po drodze stwierdziłem maruderów w marszu na pogawędce z ludnością cywilną. Trzeci dyon zastałem przy pojeniu koni, a drugi z braku odpowiedniego wodopoju zostaje przy bogatych zagrodach na południowym skraju wylotu z miejscowości. Konie nie rozebrane, stoją również zaprzęgi, artyleria i tabory. Trzeci dyon ukryty w lesie dobrze głęboko przed wglądem szosy, drugi natomiast jak na wystawie stanął wzdłuż szosy, na skraju lasu, widoczny w szczegółach. Również i baterie, choć nieco głębiej, ale też widoczne. Oficerowie nie umieją odpoczywać, leżą w ubraniach zamiast wypocząć po kolei. Kazałem ukryć baterie w głębi lasu, lecz jak się póżniej dowiedziałem od oficerów sztabu rozkaz mój nie został w pełni wykonany. Pierwszy dyon i drużyna pułkowa ukryte należycie i rozprowadzone pododdziałami. Wszędzie posterunki ochronne. Kazałem porozbierać konie. Oficerowie i szeregowi wyglądają już na bardzo przemęczonych. Oficerowie odpoczywają w ubraniach i butach. Lepiej już urządzają się podoficerowie, co do szeregowych, to odpoczywają nie w pełni zorganizowani, jedynie lenie śpią nie myśląc o koniach, inni pilniejsi pracują przy swych stajniach. Konie w większości jeszcze nie przetarte, pokryte pionową szczeciną".

27 sierpnia 1939 roku, na godzinę 12:00, podpułkownik Józef Pyrek zarządził odprawę dowódców dywizjonów i baterii. Po odprawie, razem ze swoim adiutantem - kapitanem Stefanem Gregorem pojechał do Torunia na spotkanie z dowódcą artylerii dywizyjnej "4 Dywizji Piechoty" - pułkownikem Andrzejem Czerwińskim, po dalsze rozkazy.

Po powrocie do leśniczówki, podpułkownik Józef Pyrek zarządził odprawę, na której poinformował dowódców pododdziałów o kolejnym wymarszu w nocy z 27 na 28 sierpnia do lasów koło miejscowości Młyn Kruka.

Podpułkownik Józef Pyrek zwrócił też uwagę, aby w czasie przegrupowania, dowódcy baterii utrzymywali równe tempo marszu, kontrolowali spoistość kolumn i nie zezwalali żołnierzom idącym pieszo siadać na wozy taborowe.

Nakazał również, aby o godzinie 16:00 wysłać na przyszłe miejsce postoju oddział kwaterunkowo-biwakowy pod dowództwem kapitana Henryka Nadiji-Nadzieji, z zadaniem przygotowania biwaku.

Wymarsz pułku miał nastąpić  27 sierpnia o godzinie 20:00 w kolejności numerów dywizjonów (od I do III).

Wieczorem, 27 sierpnia 1939 roku zgodnie z wcześniejszym rozkazem, dywizjony "4 Pułku Artylerii Polowej" przystąpiły do wykonania zadania.

Inowrocławski pułk w czasie przemarszu przez Toruń obserwowały tłumy mieszkańców. Przemarsz przez Toruń nadzorowali: pułkownik Andrzej Czerwiński i podpułkownik Józef Pyrek, natomiast w nocy kolumnę nadzorował tylko dowódca inowrocławskiego pułku.

Marsz, mimo deszczowej pogody przebiegał planowo. Zdarzały się jednak przypadki, że w wozach taborowych pękały osie lub koła. W takich przypadkach żołnierze w napotkanych po drodze gospodarstwach rolnych, zamieniali uszkodzone części wozów na sprawne.

Wysłany wcześniej oddział kwaterunkowo-biwakowy napotkał trudności z wykonaniem swojego zadania. Kapitan Henryk Nadija-Nadzieja podzielił rejony kolejnego postoju, ale żołnierze z I dyonu oddziału kwaterunkowego i nie zdążyli przybyć na czas i rozpocząć prace przygotowawcze z urządzeniem postoju. Natomiast żołnierze z I i II dywizjonu pobłądziły w lesie i nie zdołały w porę dotrzeć do wyznaczonych wcześniej rejonów biwaku.

28 sierpnia 1939 roku w godzinach przedpołudniowych pododdziały "4 Pułku Artylerii Polowej" zakończyły przemarsz do miejscowości Młyn Kruka.

W ciągu dnia żołnierze rozpoczęli zasłużony odpoczynek, a inni naprawiali uszkodzone w drodze wozy taborowe, poili i podkuwali konie.

Podpułkownik Józef Pyrek dokonał przeglądu pododdziałów i zauważył,

że II dywizjon pod dowództwem majora Kazimierza Falewicza, który zatrzymał się na skraju lasu, był zbyt blisko szosy, nie zachowując zasad maskowania w czasie postoju, a III dywizjon pod dowództwem majora Michała Szczepańskiego stanął w zupełnie innym miejscu niż wcześniej było to zaplanowane. Okazało się też, że obydwa dywizjony zajęły rejony zbyt odległe od wodopojów, natomiast tabor żywnościowy, wbrew wydanym wcześniej rozkazom rozmieszczony został na otwartej przestrzeni. W związku z tym, dowódca pułku rozkazał, aby jak najprędzej ukryć baterie i tabory w lesie. Maskowanie miejsc postoju pododdziałów było bardzo konieczne z uwagi, że w tym rejonie zamieszkiwał znaczny odsetek ludności pochodzenia niemieckiego, która w każdej chwili mogła udzielić informacji dywersantom i niemieckiemu wywiadowi. Dlatego też przegrupowania pododdziałów "4 Pułku Artylerii Polowej" musiały być przeprowadzane nocą, przy zachowaniu największych środków ostrożności.

Około godzin południowych do miejscowości Młyn Kruka, przyjechał z Torunia pułkownik Andrzej Czerwiński z nowymi rozkazami, według których inowrocławski pułk miał w nocy z 28 na 29 sierpnia przejść do lasów w okolice Wąbrzeżna.

W związku z tym, podpułkownik Józef Pyrek wydał dowódcom pododdziałów rozkaz do wymarszu. W celu wcześniejszego przygotowania rejonu postoju dla dywizjonów, wysłano znowu oddział kwaterunkowo-biwakowy.

Na nowe miejsce postoju pułku wybrano folwark, który znajdował się w pobliżu lasu koło Wąbrzeżna.

Około godziny 15:00, podpułkownik Józef Pyrek wraz ze swoim adiutantem - kapitanem Stefanem Gregerem pojechali łazikiem w rejon planowanego postoju pułku, aby zorientować się w warunkach terenowych.

Po dotarciu na miejsce, dowódca pułku stwierdził, że wybrane miejsce jest dla artylerii nieodpowiednie z powodu braku wystarczającej liczby wodopojów dla koni oraz gęstwin leśnych, które w znacznym stopniu utrudniałyby poruszanie się dział i wozów taborowych. Okazało się bowiem, że zaznaczony na mapie wojskowej staw, w którym zamierzano poić konie I dywizjonu był niewielkim torfowym i bagnistym jeziorkiem, natomiast II dywizjon miał korzystać ze studni w pobliskim majątku, a III dywizjon z kilku małych studni znajdujących się w osadzie leżącej w pobliżu lasu.

W nocy baterie "4 Pułku Artylerii Lekkiej", przy padającym deszczu wykonały nakazany przemarsz i rankiem 29 sierpnia 1939 roku zajęły wyznaczone wcześniej miejsca. W ciągu dnia żołnierze odpoczywali, oporządzali i poili konie oraz naprawiali uszkodzone w czasie marszu wozy taborowe.

Natomiast dowódcy pododdziałów sporządzali zestawienia stanów materiałowych i personalnych.

Przed południem podpułkownik Józef Pyrek przeprowadził kontrolę miejsc postoju pododdziałów. Na prośbę dowódcy III dywizjonu - majora Michała Szczepańskiego wyraził zgodę, aby przesunąć 7, 8 i 9 baterię w inne miejsce, gdzie był łatwiejszy dostęp do większej ilości wody.

Około godzin południowych przyjechał na miejsce postoju "4 Pułku Artylerii Polowej" - pułkownik Andrzej Czerwiński z kolejnym zadaniem. Na to spotkanie wezwani zostali dowódcy wszystkich trzech dywizjonów, dowódcy baterii i pozostałych pododdziałów. W czasie przeprowadzonej rozmowy, dowódcy zostali poinformowani o miejscu kolejnego przegrupowania.

Dowódca II dywizjonu - major Kazimierz Falewicz otrzymał rozkaz zarządzenia pogotowia marszowego na godzinę 19:00.

Po południu podpułkownik Józef Pyrek został wezwany na odprawę do dowództwa "Grupy Operacyjnej-Wschód", które było wtedy w Wąbrzeżnie. 

Na odprawie byli obecni również: dowódca "Grupy Operacyjnej-Wschód" - generał brygady Mikołaj Bołtuć i dowódca piechoty dywizyjnej - pułkownik Tadeusz Lubicz-Niezabitowski. Ustalono tam marszutę oraz godziny wymarszu "4 Dywizji Piechoty".

Na podstawie ustaleń, "4 Pułk Artylerii Lekkiej"  miał w nocy z 29 na 30 sierpnia osiągnąć następujące rejony: I i III dywizjon marszem przez Wąbrzeżno dotrzeć do lasu leżącego 4 kilometry na południowy wschód od miejscowości Górale, a II dywizjon (4 i 6 bateria) przejść do lasu koło Jabłonowa Pomorskiego, gdzie od kilku dni była już 5 bateria, która pozostawała do dyspozycji dowódcy "Oddziału Wydzielonego-Jabłonowo" - podpułkownika Jana Szewczyka.

Po zakończeniu odprawy, podpułkownik Józef Pyrek pojechał łazikiem do

I i II dywizjonu, aby jak najszybciej poinformować dowódców o godzinie i kolejności wymarszu. Z informacją do III dywizjonu wysłany został adiutant dowódcy pułku - kapitan Stefan Greger, natomiast dowódca 4 dywizjonu artylerii ciężkiej - major Stefan Stachowski, wiadomość o podporządkowaniu go podpułkownikowi Józefowi Pyrkowi otrzymał przez gońca, którego wysłał pułkownik Andrzej Czerwiński.

W rejon następnych miejsc postoju wysłano ekipy kwaterunkowe, którymi dowodził kapitan Henryk Nadija-Nadzieja.

Początek przegrupowania miał nastąpić 29 sierpnia o godzinie 19:00.

Jako pierwszy wyruszył II dywizjon, a o godzinie 20:00 w kolejności

III i I dywizjon. Podpułkownik Józef Pyrek osobiście nadzorował przebieg marszu. Do kolumny na czas nie dołączył 4 dywizjon artylerii ciężkiej, ponieważ nie zdołał na czas przybyć na wyznaczone skrzyżowania dróg pod Wąbrzeżnem. Kiedy 4 dywizjon artylerii cieżkiej dotarł już do skrzyżowania musiał zgodnie z rozkazem dowódcy "4 Dywizji Piechoty" przepuścić bataliony i tabory "63 Pułku Piechoty". Spowodowało to rozczłonkowanie kolumny artylerii i pewne opóżnienie w marszu.

Do rejonu przeznaczenia dywizjony "4 Pułku Artylerii Lekkiej" doszły jeszcze w nocy, a 4 dywizjon artylerii ciężkiej dotarł o świcie dnia 30 sierpnia.

Przegrupowanie jednego z pododdziałów

Tak w swojej relacji podpułkownik Józef Pyrek przedstawił przebieg przegrupowania w nocy z 29 na 30 sierpnia 1939 roku.

      "Nie mogąc doczekać się 4 dacu, odjechałem z kolumną. Jadąc wzdłuż kolumny stwierdziłem znaczną poprawę w marszu, wyglądzie całości i dyscyplinę marszową. Minąłem dyony i oddział kwaterunkowo-biwakowy i udałem się wprost na miejsce skrzyżowania się pułku z 63 pp, w miejscu, gdzie mam przepuścić do godz. 2:00 wspomniany pułk i za nim iść do nakazanego rejonu. Na skrzyżowaniu dróg we wsi słuchałem radia pod najbliższą chałupą z adiutantem. Noc ciepła i pogodna. Różne wiadomości uspakajające, pełne zapału i optymizmu widać, że społeczeństwo jest gotowe na wszystko i zdecydowane nawet na wojnę, nas wojskowych cieszy taka postawa społeczeństwa. Ponieważ zbliżała się godz. 2:00, a przemarszu piechoty nie było widać ani słychać, wyjechałem łazikiem na oś przemarszu, zabierając ze sobą gońca na motocyklu na kilka kilometrów za wieś. Po chwili oczekiwania nadjechał dowódca 63 pp ppłk Stefan Kaczmarczyk z ppłk Władysławem Winiarskim i mocno podniecony oświadczył mi, że piechota nie zdąży na oznaczoną godzinę dojść do skrzyżowania, wobec tego ja przepuszczam swój pułk jako piewszy. Taki rozkaz posłałem przez motocyklistę na skrzyżowanie. Stwierdził, że przyczyną spóżnienia się piechoty była ciężka droga, krążenie i kołowanie, więc nie wie, kiedy pułk jego nadejdzie. Wróciłem na skrzyżowanie, lecz czołowy III dyon nie nadchodził. Dopiero po kilkunastu minutach nadeszło czoło. Istniała więc obawa, że piechota nadejdzie, a moje wojsko będzie musiało czekać na swój czas i dopiero za dnia dojdzie do rejonów postojów. Za III dyonem szedł I, nieco spóżniony, za nim drużyna dowódcy pułku, ale i ona zdążyła podejść, choć już czołowy baon nadchodził. Baon 63 pp szedł, a właściwie biegł to też był w opłakanym stanie. Ludzie szli boso (odparzone nogi) grupkami bez związku organizacyjnego. Wyglądali na bardzo przemęczonych, toteż z radością przyjął dowódca baonu moje oświadczenie, że teraz muszą oni poczekać, aż cała artyleria przejdzie. Ponieważ jednak dacu nie było widać, nie mogłem zatrzymać piechoty. Dac nadszedł, gdy zaczynało świtać, wobec tego musiał czekać, bo spóżnił się około godziny. Po przepuszczeniu za piechotą dacu udałem się w rejon biwaku i kwater. Była godz. 4:00 30 sierpnia. Znalazłem drużynę już na miejscu, dalej I i III dyon urządzające biwak w lesie i pijące konie, a właściwie szukające miejsc do pojenia po przyległych łąkach, mimo że drużyna i I dyon miały obok siebie jeziorko, a

III dyon studnie w przyległych zabudowaniach. Uprzednio nie rozpoznano wodopoju, a gdy dowódcy wszelkich stopni udali się na spoczynek, czynność spadła na równie zmęczonych kanonierów. Oficerowie dyżurujący spali w domku przyległym do biwaku, a dowódca oddziału kwaterunkowo-biwakowego kpt. Nadzieja poinformował mnie, że mogę się zatrzymać z adiutantem w najbliższym zajeżdzie."

Rankiem 30 sierpnia 1939 roku do miejsca postoju dowództwa "4 Pułku Artylerii Polowej" przyjechał pułkownik Andrzej Czerwiński z nowym rozkazem. Dowódca pułku - podpułkownik Józef Pyrek wezwał do siebie dowódców I i III dywizjonu oraz 4 dywizjonu artylerii ciężkiej. W rozkazie napisano, aby dokonano rozpoznania przyszłego rojonu działania, wyznaczyć miejsca na punkty obserwacyjne, rozpoznać teren i przygotować stanowiska ogniowe. Dowódca III dywizjonu - major Michał Szczepański dostał rozkaz przegrupowania dywizjonu w rejon Brodnicy.

W dniach 30 i 31 sierpnia baterie rozpoznawały przedpole, rozmieszczały w dogodnych miejscach punkty obserwacyjne, przygotowywały stanowiska ogniowe i budowały sieć łączności. Założono połączenia telefoniczne, które miały umożliwić kontakt z dowódcami wspieranych oddziałów piechoty i uzgodniono zasady współdziałania. Pracę nadzorowali dowódcy dywizjonów.

Na rozkaz pułkownika Andrzeja Czerwińskiego, pluton topograficzno-ogniowy pracował przy tworzeniu sieci topograficzno-geodezyjnej dla "4 Pułku Artylerii Lekkiej". Żołnierze z plutonu topograficzno-ogniowego wyznaczyli współrzędne wszystkich baterii znajdujących się w rejonie Brodnicy i Jabłonowa Pomorskiego.

Pluton topograficzno-ogniowy "4 PAL-u". W środku Kazimierz Bosiacki - 1938 rok

Zgodnie z rozkazem pułkownika Andrzeja Czerwińskiego, dywizjony II i III miały pełnić funkcję wsparcia bezpośredniego artyleri dla piechoty. Ich zadaniem było ścisłe współdziałanie z dowódcami wszystkich odcinków taktycznych. Natomiast I dywizjon i 4 dywizjon artylerii ciężkiej mieli stanowić grupę artylerii wsparcia ogólnego. I tak. I dywizjon miał wspierać oddziały operujące w rejonie Brodnicy, a 4 dywizjon artylerii ciężkiej miał dawać wsparcie "Oddziałowi Wydzielonemu-Jabłonowo" z "208 Pułku Piechoty". Ponieważ wiadomości dotyczące zadań dla artylerii podane były w formie ogólnej, podpułkownik Józef Pyrek zmuszony był udać się osobiście na miejsca postoju dowódców odcinków taktycznych, aby omówić zasady współdziałania artylerii z piechotą.

W myśl założeń dowódcy armii "Pomorze" - genarała dywizji Władysława Bortnowskiego, "4 Dywizja Piechoty" razem z "16 Dywizją Piechoty" miały utworzyć "Grupę Operacyjną-Wschód" pod dowództwem i rozkazami generała brygady - Mikołaja Bołtucia.

Zadaniem grupy była obrona wschodniej części Pomorza w pobliżu granicy z Prusami Wschodnimi, oraz uniemożliwienie nieprzyjacielowi opanowania dróg prowadzących na Grudziądz, Toruń i Włocławek. Ten obronny odcinek ciągnął się od Wisły w rejonie Grudziądza, dalej wzdłuż rzeki Osy na wschód od Jabłonowa Pomorskiego, przez jeziora i lasy koło Brodnicy, aż do miejscowości Górzno.

Utrzymanie tej pozycji miało umożliwić przeprowadzenie mobilizacji powszechnej na obszarze działania "Dywizji Okręgu Korpusu VIII" w Toruniu i osłonić z kierunku wschodniego wycofanie sie z tak zwanego "korytarza pomorskiego" oddziałów i jednostek opóżniających marsz nieprzyjacielskich związków taktycznych.

Odcinek obronny ciągnący się od Grudziądza i wzdłuż rzeki Osy do miejscowości Słupski Młyn, obronić miały: "Oddział Wydzielony-Grudziądz"

i "16 Dywizja Piechoty". Natomiast odcinek od długości 15 kilometrów, ciągnący się od rzeki Lutryny do jeziora Głowińskiego zabezpieczał "Oddział Wydzielony-Jabłonowo" w składzie: I batalion z "14 Pułku Piechoty",

IV batalion z "67 Pułku Piechoty" pod dowództwem podpułkownika Jana Szewczyka oraz II dywizjon z "4 Pułku Artylerii Polowej" pod dowództwem majora Kazimierza Falewicza.

Odcinka o szerokości 30 kilometrów od jezior: Mieliwo i Zbiczno aż do Górzna miała bronić "4 Dywizja Piechoty", która miała w pierwszej linii: I i III batalion z "67 Pułku Piechoty", batalion "Obrony Narodowej-Brodnica" oraz kompania kolarzy. Zgrupowanie to podlegało bezpośrednio dowódcy piechoty dywizyjnej z "4 Dywizji Piechoty" - pułkownikowi Mieczysławowi Rawicz-Mysłowskiemu.

Bezpośrednie wsparcie artyleryjskie miał zapewnić III dywizjon z "4 Pułku Artylerii Lekkiej" pod dowództwem majora Michała Szczepańskiego. Każda z baterii III dywizjonu wspierać miała jeden batalion. Dowództwo III dywizjonu swoje miejsce postoju miało wyznaczone w dworze Karbowo.

W pobliżu wsi Cielęta swoje stanowiska ogniowe zajęła 7 bateria pod dowództwem kapitana Jana Styczyńskiego, w okolicy miejscowości Zbiczno rozlokowała się 8 bateria pod dowództwem porucznika Jana Ożgi, a koło miejscowości Żmijewko 9 bateria pod dowództwem podporucznika Kazimierza Trzaski-Durskiego.

W odwodzie, na północ i na północny zachód od Brodnicy rozmieszczona została reszta jednostek z "14 Pułku Piechoty" (bez jednego batalionu),

"63 Pułk Piechoty", "67 Pułk Piechoty" (bez dwóch batalionów), mniejsze jednostki dywizyjne oraz I dywizjon z "4 Pułku Artylerii Polowej" pod dowództwem majora Franciszka Kopaczyńskiego i 4 dywizjon artylerii ciężkiej pod dowództwem majora Stefana Stachowskiego.

Jedna z baterii na stanowisku ogniowym

Przeciwnikiem w walce z "Grupą Operacyjną-Wschód" miał być niemiecki "XXI Korpus Armijny" pod dowództwem generała-porucznika Nikolausa von Falkenhorsta (na zdjęciu obok) z "3 Armii Niemieckiej". Korpus ten został ześrodkowany na obszarze Prus Wschodnich, w rejonie Kwidzynia, Suszu i Kisielic. W skład niemieckiego korpusu wchodziły: "21 Dywizja Piechoty" pod dowództwem generała porucznika von Botha,

"228 Dywizja Piechoty Landwehry" pod dowództwem generała majora Suttera

oraz 1 batalion z "10 Pułku Czołgów" (razem 71 czołgów). Siły te wspierane były jednostkami, które należały do

"15 Odcinka Ochrony Pogranicza". Zadaniem niemieckich sił było przerwanie polskiej obrony nad rzeką Osą i opanowanie dróg prowadzących na Grudziądz, Toruń i Wąbrzeżno. Następnie, nacierając w kierunku południowym, wzdłuż prawego brzegu Wisły, niemiecki korpus miał zdobyć przeprawy na rzece i utrzymać je aż do nadejścia od zachodu oddziałów "4 Armii Niemieckiej", uderzających z terenu Pomorza Zachodniego. W rezultacie takiego manewru, polskie jednostki wojskowe zostałyby odcięte od reszty sił i całkowicie rozbite.

Ześrodkowana w okolicy Kisielic niemiecka "21 Dywizja Piechoty" i skupiona w rejonie: Trumieje-Kisielice-Jędrychowo "228 Dywizja Piechoty Landwehry"

miały nacierać na "Oddział Wydzielony-Grudziądz" i polską "16 Dywizję Piechoty", broniące dostępu do Grudziądza, oraz w kierunku: Łasin-Słupski Młyn, na pozycje obronne "Oddziału Wydzielonego-Jabłonowo".

Na lewo od "228 Dywizji Piechoty Landwehry" zajęły stanowiska oddziały "15 Odcinka Ochrony Pogranicza", wspierane przez wydzielone pododdziały czołgów, samochody pancerne i niemiecką artylerię. Zadaniem ich było pozorowanie natarcia i wiązanie wysuniętych do przodu oddziałów polskiej "4 Dywizji Piechoty".

Spokój na granicy z Prusami Wschodnimi nie trwał jednak długo.

1 września 1939 roku o godzinie 4:45, niemiecka armia zaatakowała Polskę. Rozpoczęła się tragiczna dla Polaków - II wojna światowa.

V Ciąg dalszy poniżej V