4 PAL w walce z Niemcami  1 do 4 września 1939 roku

1 września 1939 roku, po ataku III Rzeszy Niemieckiej na Polskę rozpoczęła się II wojna światowa.

Pierwszy etap wojny, nazywany "wojną obronną Polski" lub inaczej "kampanią wrześniową", rozpoczął się o godzinie 4:40 nalotem na Wieluń, który był przeprowadzony przez eskadrę "4 Floty Powietrznej" którą dowodził feldmarszałek Wolfram von Richthofen, a zaraz po nim o godzinie 4:45 nastąpił ostrzał Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte przez niemiecki pancernik "Schleswig-Holstein" i agresja wzdłuż całej granicy polsko-niemieckiej zgodnie z dyrektywami "Fall Weiss".

W dniu 1 września 1939 roku miejscem postoju dowództwa "4 Pułku Artylerii Lekkiej" znajdowało się w folwarku Góraliki.

O godzinie 5:30 dowódca pułku - podpułkownik Józef Pyrek otrzymał pierwszy meldunek o przekroczeniu polskiej granicy przez wojska niemieckie, a po upływie około godziny w miejscu postoju dowództwa słychać było pierwsze odgłosy kanonady artyleryjskiej i wybuchów bomb, które dobiegały z kierunków: północnego, wschodniego i zachodniego. Podpułkownik Józef Pyrek, który miał jeszcze połączenie telefoniczne z wysuniętymi do przodu oddziałami piechoty, wydawał rozkazy dowódcom dywizjonów do prowadzenia ognia wzbraniającego na wskazane cele.

Około godziny 6:00 niemiecka artyleria i lotnictwo zaatakowały znajdujące się w rejonie Gorzechówka i Jabłonowa Pomorskiego stanowiska II dywizjonu, którym dowodził major Kazimierz Falewicz. Latające na niskim pułapie niemieckie samoloty rozpoznawały cele i prowadziły ogień z broni pokładowej.

W 5 baterii od ognia karabinów maszynowych niemieckich lotników, zabitych zostało kilka koni. Dowódca 5 baterii - porucznik Stanisław Kubin szybko uzupełnił straty w miejscowym majątku. Natomiast 6 bateria pod dowództwem porucznika Józefa Wojciechowskiego, w drodze na wyznaczone stanowiska ogniowe, została zaatakowana na otwartym terenie przez niemieckie samoloty i straciła 6 koni. Po dotarciu  na stanowisko ogniowe,

6 bateria wykonała próbne ognie na rozkaz dowódcy II dywizjonu - majora Kazimierza Falewicza.

Również około godziny 6:00, rozmieszczony w okolicy miejscowości Górale

I dywizjon pod dowództwem majora Franciszka Kopaczyńskiego zajął swoje pozycje ogniowe. Po opadnięciu mgły, baterie ogniowe, korzystając z pomocy obserwatorów, którzy znajdowali się przy oddziałach piechoty, oddały kilka próbnych wystrzałów z armat, aby sprawdzić czy ogień trafi do celu.

I dywizjon działał wtedy jako całość. Po lewej stronie stronie rozwinęła się

1 bateria pod dowództwem porucznika Bronisława Wojciechowskiego, w środku znajdowała się 2 bateria pod dowództwem porucznika Wacława Hojny-Horodyńskiego, a na północny zachód od niej pozycje swoje zajęła 3 bateria pod dowództwem porucznika Sławomira Łępickiego.

Około południa niemieckim dywersantom udało się dokonać pierwszych aktów sabotażu poprzez poprzecinanie linii telefonicznej, założonej przez grupę telefonistów z 2 baterii. Miało do utrudnić nawiązywanie łączności z wysuniętymi punktami obserwacyjnymi i uniemożliwić wymianę informacji z dowódcami oddziałów piechoty.

Po południu do folwarku Góraliki przyjechał pułkownik Andrzej Czerwiński, z informacją o planowanym ataku na nieprzyjaciela przez "14 Pułk Piechoty"

i 4 dywizjon artylerii ciężkiej, a jeśli atak by się nie udał, to dołączy do nich pozostająca w odwodzie reszta "4 Dywizji Piechoty".

Do wieczora sytuacja na froncie nie uległa zmianie. Niemieckie samoloty nadal rozpoznawały położenie jednostek z "4 Dywizji Piechoty", zrzucając przy tym niewielkie ilości bomb, które nie wyrządziły jednak żadnych strat.

Wieczorem około godziny 20:30, dowódca "4 Pułku Artylerii Polowej" - podpułkownik Józef Pyrek otrzymał telefonicznie rozkaz od pułkownika Andrzeja Czerwińskiego, aby I dywizjon i 4 dywizjon artylerii ciężkiej zwinęły swoje stanowiska ogniowe w Góralach i dołączyły jak najszybciej do

"63 Pułku Piechoty". Dowódca pułku natychmiast zredagował pisemne rozkazy, podając w nich kolejność oraz czas odejścia i wysłał gońców do dowódców dywizjonów. Nakazał również, aby po godzinie 22:00 dowódcy wszystkich trzech dywizjonów z "4 Pułku Artylerii Lekkiej" stawili się w wyznaczonym punkcie przejścia, gdzie otrzymają bliższe informacje o celu przemarszu. O godzinie 22:15 dowódcy dywizjonów stawili się w wyznaczonym miejscu. Podpułkownik Józef Pyrek poinformował ich o kolejności włączenia się do kolumny "63 Pułku Piechoty", która miała nadejść o godziny 23:00. Według instrukcji na czele kolumny miał maszerować

4 dywizjon artylerii ciężkiej, za nim I dywizjon, a na końcu drużyna dowódcy pułku. Baterie natychmiast zaczęły zwijać swoje stanowiska ogniowe.

Dowódca "4 Pułku Artylerii Lekkiej" polecił swojemu adiutantowi - kapitanowi Stefanowi Gregorowi i oficerowi łączności pułku - porucznikowi Marianowi Barszczakowi, aby czuwali nad sprawnym przebiegiem formowania się kolumny marszowej przez I dywizjon. Dowódca pułku zaś sam pojechał do

4 dywizjonu artylerii ciężkiej, aby osobiście dopilnować wykonania rozkazu.

Przed godziną 23:00 obydwa dywizjony podeszły do drogi głównej, lecz zatrzymały się w oczekiwaniu na nadejście kolumny "63 Pułku Piechoty".

Tylko 2 bateria z I dywizjonu stanęła na szosie w pobliżu punktu przejścia.

W tym samym czasie szosą podążały grupy uchodżców ze zwierzętami i swoim podręcznym dobytkiem, które obawiały się represji ze strony Niemców.

Grupa uchodżców we wrześniu 1939 roku

2 września 1939 roku około godziny 1:00 spóżniony "63 Pułk Piechoty" połączył się z artylerią w taki sposób, że pomiędzy I i II batalion pułku wszedł 4 dywizjon artylerii ciężkiej, natomiast pomiędzy II i III batalion pułku wszedł

I dywizjon i drużyna dowódcy "4 Pułku Artylerii Lekkiej".

Początkowo połączone oddziały szły po dobrej w miarę szosie i zachowywały zwartość. Dopiero kiedy zeszły na drogi polne, zaczęły się trudności. Wojskowe tabory tarasowały wąskie trakty, przez co powstawały korki, które uniemożliwiały kontynuowanie dalszego marszu. Spowodowało to opóżnienie w przegrupowaniu i zbędne przemęczenie żołnierzy.

Zamiast dotrzeć na kolejne miejsca: Rywałd Szlachecki i Rywałd Królewski

o godzinie 4:00, udało się to dopiero o godzinie 7:00. Drużyna dowódcy pułku i I dywizjon zatrzymały się na postój w Rywałdzie Królewskim. Wkrótce potem baterie z I dywizjonu zajęły w pobliskim lesie stanowiska ogniowe i wysunęły punkty obserwacyjne, ubezpieczając z kierunku północno-wschodniego "63 Pułk Piechoty", który pozostawał na postoju w okolicy Szumiłowa. Natomiast 4 dywizjon artylerii ciężkiej, po krótkim postoju w Żołędowie, odszedł w rejon miejscowości Mełno, jako wsparcie artyleryjskie dla "14 Pułku Piechoty".

Bateria ogniowa w oczekiwaniu na rozkazy

Ogólne położenie "Grupy Operacyjnej-Wschód" zaczęło się pogarszać.

2 września o godzinie 8:00 niemiecka "21 Dywizja Piechoty", wspierana przez czołgi, ciężką artylerię i lotnictwo zaatakowała polską "16 Dywizję Piechoty". Po południu, po wyczerpujących walkach, osłabiona polska dywizja zmuszona została do wycofania się w okolice Radzynia Chełmińskiego.

Mimo trudnej sytuacji, generał brygady - Mikołaj Bołtuć miał zamiar jeszcze tego samego dnia odzyskać utracone pozycje obronne. Postanowił, że

"4 Dywizja Piechoty" najpierw zluzuje "16 Dywizję Piechoty", a następnie wykona przeciwnatarcie z podstawy wyjściowej: Mełno Duże - Zakrzewo, aby odrzucić nieprzyjaciela znajdującego się w rejonie: Gruta-Annowo-Salno.

Około godziny 10:00 podpułkownik Józef Pyrek otrzymał przez gońca na motocyklu polecenie dowódcy artylerii dywizyjnej - pułkownika Andrzeja Czerwińskiego, aby dowództwo "4 Pułku Artylerii Polowej" rozlokowało się w pobliżu skrzyżowania dróg w miejscowości Gołębiewo. Miało to ułatwić kontakt z dowódcą artylerii dywizyjnej, który przebywał wtedy w miejscowości Czeczewo, w której jako miejsce swojego postoju wybrało dowództwo "4 Dywizji Piechoty". Podpułkownik Józef Pyrek natychmiast pojechał razem z oficerem zwiadowczym - kapitanem Henrykiem Nadiją-Nadzieją i dowódcą plutonu topograficzno-ogniowego - podporucznikiem rezerwy Janem Płazakiem do Gołębiewa. O nowym miejscu postoju dowództwa "4 Pułku Artylerii Lekkiej" powiadomiono dowódcę I dywizjonu - majora Franciszka Kopaczyńskiego i drużynę dowódcy pułku.

Oczekujący w Gołębiewie na dalsze rozkazy dowódca "4 Pułku Artylerii Lekkiej" - podpułkownik Józef Pyrek nie bardzo zorientowany był w rozwoju sytuacji. W związku z tym około godziny 15:00 opuścił Gołębiewo i udał się do miejsca postoju sztabu "4 Dywizji Piechoty" w Czeczewie, aby zasięgnąć bliższych informacji o czekających go zadaniach.

Na miejscu zastał dowódcę "4 Dywizji Piechoty" - pułkownika Tadeusza Lubicz-Niezabitowskiego i dowódcę "16 Dywizji Piechoty" - pułkownika Stanisława Świtalskiego. Wkrótce potem przyjechał generał Mikołaj Bołtuć i zapoznał zebranych ze swoimi planami. Wydał rozkazy dla pułków, będących pod komendą dowódcy "4 Dywizji Piechoty". Podpułkownik Józef Pyrek obawiał się, że I dywizjon i 4 dywizjon artylerii ciężkiej nie zdołają na czas przygotować wsparcia artyleryjskiego dla pułków piechoty.

Swój niepokój i podjęte z wydanym rozkazem czynności tak opisał w swojej relacji (oryginalna pisownia).

         "Dowódca dywizji wydał odpowiednie rozkazy do natarcia, w których z polecenia dowódcy artylerii dywizyjnej zostałem wyznaczony na dowódcę grupy bezpośredniego wsparcia artyleryjskiego 63 pp. W skład grupy wszedł pierwszy dywizjon lekki, dywizjon ciężki, który był nastawiony w ogólnym kierunku natarcia, ale na kierunku 14 pp. Gdy otrzymałem rozkaz była godzina 16:20. Miałem wątpliwości, czy artyleria będzie gotowa na czas, tj. przed zmrokiem, do działania, gdyż trzeba było ściągnąć zwiady, zorganizować łączność na podstawach wyjściowych w rejonie dworu Zakrzewo. Należało pojechać do dyonu pierwszego, wydać rozkazy, aby ten zbudował łączność, zszedł ze stanowisk i pomaszerował kilka km do innego rejonu. Miał przeprowadzić rozpoznanie w terenie ostrzeliwanym już przez artylerię nieprzyjaciela, przesunąć sprzęt w obecności czynnego lotnictwa rozpoznawczego i bombowego, bez własnej artylerii przeciwlotniczej. Następnie trzeba było znależć już rozczłonkowany 4 dac (stanowiska ogniowe i punkty obserwacyjne w trakcie zajmowania). Uruchomiłem telefon, wysłałem zwiad oraz pluton łączności, wydałem rozkaz dowódcy dyonu lekkiego, po czym wróciłem do miejscowości Gołębiewo. Potem łazikiem z adiutantem i oficerem zwiadowczym udałem się do 63 pp, który maszerował na Zakrzewo. Skierowany pluton łączności i zwiad szły za mną także do Zakrzewa. Po drodze przeszkodą były nisko latające bombowce w liczbie około 20. Żołnierze piechoty razem z taborytami samorzutnie organizowali obronę przeciwlotniczą z karabinów maszynowych i kb., lecz dało to więcej zamieszania niż skutku. Na miejscu od dowódcy artylerii dywizyjnej otrzymałem rozkaz, abym łapał baterie 16 pal, jakie tylko spotkam na drodze. Już za dworem spotkałem podpułkownika artylerii, jak się okazało był to dowódca 16 pal. Gdy zagadnąłem gdzie są jego baterie, dał mi odpowiedż, że nie wie czy są jeszcze na stanowiskach czy w ruchu, ale gdzie też nie wie. Jadąc dalej pół kilometra napotykamy pędzące działo 75 mm. Nie było mowy, aby je zatrzymać, choć nawoływałem rękoma, ale i to nie pomogło. Obaj nie mogliśmy go zatrzymać, musieliśmy uciekać z drogi, aby nas z łazikiem nie potratowano. Kilkaset metrów dalej spotkałem jadące poszczególne działony, zdaje się z tej samej baterii, też w tempie furiackim. Jakiś oficer pędzący obok tychże dział zapytany przeze mnie, co to za wojsko, przez ramię i w przelocie rzucił zdanie, że bateria jedzie zmieniać stanowisko. Dziwna to była zmiana stanowiska na tyłach, tak to nie powinno wyglądać. Złapanie tej wojskowej galopady nie było w mojej mocy, zrobił to dopiero na tyłach dowódca artylerii dywizyjnej

płk. Czerwiński i nazajutrz skierował do akcji na odcinku 14 pp."

2 września, o godzinie 20:00 na pozycje wroga nastąpiło bez wsparcia artyleryjskiego natarcie "4 Dywizji Piechoty" z rejonu miejscowości Mełno - Zakrzewo. Znajdujący się na lewym skrzydle "63 Pułk Piechoty" uderzył w kierunku miejscowości Annowo, a nacierający z prawego skrzydła "14 Pułk Piechoty" uderzył w kierunku miejscowości Gruta.

Po zaciętym boju, niemiecka "21 i 228 Dywizja Piechoty" wycofały się z zajętych wcześniej terenów do wsi Orle i Słup i tam stawili twardy opór.

Około północy przyjechał na pole walki dowódca "4 Dywizji Piechoty" - pułkownik Tadeusz Lubicz-Niezabitowski i po zapoznaniu się z położeniem wojsk polskich rozkazał przerwać atak i utrzymać zajmowane pozycje.

Odcinek obrony "14 Pułku Piechoty" ciągnął się od jeziora Wilcze do jeziora Mełno, a odcinek obrony "63 Pułku Piechoty" od jeziora Wilcze do toru kolejowego na szlaku Grudziądz-Jabłonowo Pomorskie, biegnącego na północ od miejscowości Okonin.

W nocy z 2 na 3 września niemieckie dywizje nie podjęły żadnych działań zaczepnych.

Dywizjony II i III z "4 Pułku Artylerii Lekkiej" pozostawały w w tym czasie na dotychczas zajmowanych stanowiskach.

I tak, II dywizjon wspierający "Oddział Wydzielony-Jabłonowo" w dniu

2 września nie był angażowany do poważniejszych walk, chociaż niemieckie lotnictwo kilkakrotnie atakowało pozycje dywizjonu, a niemiecka artyleria prowadziła ogień nękający, w wyniku którego jeden z pocisków trafił w stanowisko działonu z 5 baterii pod dowództwem porucznika Stanisława Kubina, zabijając kilku kanonierów.

Również III dywizjon, który był przydzielony do grupy pułkownika Mieczysława Rawicz-Mysłowskiego - dowódcy piechoty dywizyjnej, która w tym czasie broniła rejonu Brodnicy, nie prowadził w tym dniu poważniejszego ostrzału pozycji niemieckich. Pomimo nalotów niemieckich bombowców, które skierowane były głównie na koszary "67 Pułku Piechoty" w Brodnicy, pozostałe baterie z III dywizjonu nie poniosły żadnych strat w ludziach i sprzęcie. W miejscu bombardowania nie było w tym czasie 9 baterii pod dowództwem porucznika Kazimierza Trzaski-Durskiego, która wcześniej została wysłana jako bezpośrednie wsparcie ogniowe dla batalionu "Obrony Narodowej-Brodnica", walczącego na przedpolu miasta.

Rano 3 września 1939 roku niemiecki "XXI Korpus Armijny" pod dowództwem generała-pułkownika Nikolausa von Falkenhorsta ponowił działania zaczepne, chcąc szybko dotrzeć do Wisły i uchwycić przeprawy dla uderzających z kierunku zachodniego jednostek niemieckiej "4 Armii" pod dowództwem feldmarszałka Gunthera von Kluge.

Około godziny 7:00, niemiecka "228 Dywizja Piechoty Landwehry" pod dowództwem generała-majora Hansa Suttera, wspierana sześcioma dywizjonami artylerii lekkiej i ciężkiej oraz czołgami, rozpoczęła natarcie na nieuporządkowane pozycje polskiego "14 Pułku Piechoty"(bez I batalionu) w rejonie miejscowości Gruta i na północ od miejscowości Mełno, z zamiarem przerwania pozycji obronnych "4 Dywizji Piechoty".

Nieprzyjaciel, za pomocą czołgów i samochodów pancernych zaczął przenikać przez słabą polską linię obrony. Między innymi w okolice dworu Mełno przedostała się część niemieckich pododdziałów w sile około jednego batalionu.

Wówczas dowódca "4 Dywizji Piechoty" wysłał pozostający w odwodzie

II batalion z "67 Pułku Piechoty" razem z 81 kompanią czołgów rozpoznawczych (tankietek) TK-3 z zadaniem oczyszczenia tyłów "14 Pułku Piechoty". Niestety, ale nie zorganizowano przygotowania artyleryjskiego.

Załoga tankietki TK-3 w czasie zwiadu. Czołg ten produkowano od 1931 roku w "Fabryce Samochodów-Ursus" pod Warszawą

Atakujący z pozycji wyjściowych w rejonie miejscowości Zakrzewo II batalion z "67 Pułku Piechoty" i tankietki dostały się pod silny ogień nieprzyjaciela i poniosły dotkliwe straty.

Na 12 biorących udział czołgów rozpoznawczych, 8 zostało zniszczonych lub uszkodzonych. Udało się jednak część oddziału niemieckiego zepchnąć w okolice jeziora Mełno i zniszczyć. Reszta żołnierzy nieprzyjaciela, stawiając silny opór, zdołała uniknąć okrążenia i rozbicia.

Około godziny 15:00, maszerujący spod Jabłonowa Pomorskiego I batalion z "14 Pułku Piechoty" z zadaniem dołączenia do swego macierzystego pułku, pod miejscowością Boguszewo uwikłał się w walkę z jednym z oddziałów niemieckiej "228 Dywizji Piechoty-Landwehry" i nawet na chwilę zajął wschodnią część dworu Mełno. Niemcy otrzymali jednak posiłki i przekroczyli tor kolejowy na szlaku Grudziądz-Jabłonowo Pomorskie na zachód od Mełna, uniemożliwiając tym samym połączenie się I batalionu z "14 Pułkiem Piechoty". W tej sytuacji, wieczorem około godziny 18:00, mający blisko

30% strat I batalion rozpoczął odwrót w okolice miejscowości Boguszewo.

Tam od dowódcy "4 Dywizji Piechoty" otrzymał rozkaz przemarszu w nocy do lasów na północny wschód od Wąbrzeżna.

Analizując przebieg walk w rejonie Boguszewo - Mełno, należy zwrócić uwagę na brak współpracy artylerii z piechotą i koordynacji w przygotowaniu natarć na wojska niemieckie. Improwizowane i w zasadzie wykonywane z marszu uderzenia na nierozpoznanego należycie wroga wymagały silnego i skutecznego wsparcia artyleryjskiego. Pozwoliłoby to na obezwładnienie żródeł nieprzyjacielskiego ognia i uniknięcia dużych strat w ludziach, tym bardziej, że jego lotnictwo panowało w powietrzu. Zatem jedynym wtedy atutem, który by pozwalał "4 Dywizji Piechoty" skutecznie prowadzić działania obronne lub zaczepne było zaangażowanie jak największej liczby artylerii do walki z Niemcami.

Poważne trudności miał dowódca "4 Pułku Artylerii Lekiej" - podpułkownik Józef Pyrek z przygotowaniem wsparcia artyleryjskiego dla "14 i 63 Pułku Piechoty", bowiem zmieniające się bardzo często rozkazy zmuszały go do zwijania stanowisk ogniowych i przemieszczania się podległych mu dywizjonów. Ponadto dowódca "4 Pułku Artylerii Lekkiej" nie otrzymywał jasnych i skonkretyzowanych informacji o celu działania od dowódcy artylerii dywizyjnej - pułkownika Andrzeja Czerwińskiego, ponieważ ten sam nie był dobrze zorientowany w zmieniających się sytuacjach walczących pułków.

Podpułkownik Józef Pyrek osobiście, a także przy pomocy innych oficerów, starał się ustalić pozycje oddziałów i odnależć ich dowódców, aby zebrać dane o nieprzyjacielu i uzgodnić wspólne działania.

Wyznaczenie i zorganizowanie punktów obserwacyjnych, budowa łączności i zajęcie odpowiednich stanowisk ogniowych wymagało czasu i przygotowań.

Nie zawsze udało sie to wykonać. I tak na przykład, rano w dniu 3 września

I dywizjon pod dowództwem majora Franciszka Kopaczyńskiego miał wesprzeć natarcie II batalionu z "67 Pułku Piechoty" na dwór w Mełnie. Łączność z II batalionem została nawiązana, ale krótko przed rozpoczęciem walki linie telefoniczne zostały przerwane, najprawdopodobniej przez dywersantów. W tej sytuacji, już po rozpoczęciu boju, podpułkownik Józef Pyrek polecił dowódcy I dywizjonu, aby jak najszybciej umieścił obserwatorów w pobliżu pierwszej linii piechoty.

Również rano w dniu 3 września dowódca "4 Pułku Artylerii Lekkiej" wysłał dowódcę pułkowego plutonu topograficzno-ogniowego - podporucznika rezerwy Jana Płazaka, z zadaniem odnalezienia dowódcy "63 Pułku Piechoty". W pogotowiu czekał wysunięty patrol telefoniczny, który natychmiast po otrzymaniu wiadomości o miejscu postoju dowództwa "63 Pułku Piechoty" miał rozpocząć budowę linii telefonicznej. Niestety, ale podporucznik Jan Płazek nie odnalazł dowódcy "63 Pułku Piechoty". Wysłany po raz drugi również wrócił z meldunkiem, że nie udało mu się ustalić miejsca jego pobytu. Nie można było także nawiązać łączności z 4 dywizjonem artylerii ciężkiej, który znajdował się w rejonie działania "14 Pułku Piechoty".

Dopiero po południu udało się dowódcy artylerii dywizyjnej - pułkownikowi Andrzejowi Czerwińskiemu doprowadzić do współdziałania artylerii z oddziałami "4 Dywizji Piechoty".

W czasie ostrzału niemieckiej "228 Dywizji Piechoty Landwehry" - I dywizjon początkowo prowadził ogień korzystając z funkcjonującej łączności telefonicznej. Wkrótce po tem została ona przerwana przez eksplodujące pociski niemieckie. Chcąc zachować ciągłość wsparcia artyleryjskiego, strzelano według wcześniej przygotowanej mapy wojskowej, a 1 bateria pod dowództwem porucznika Bronisława Wojciechowskiego korzystała z radiostacji. 3 bateria pod dowództwem porucznika Sławomira Łępickiego, która zajęła stanowiska ogniowe w pobliżu miejscowości Zakrzewo, została rozpoznana przez samolot niemiecki. Wkrótce potem miejsce postoju

3 baterii ostrzelała artyleria niemiecka, ale bez skutku, ponieważ niemieckie pociski spadały w grzęzawisko, które znajdowało się w pobliżu stanowisk polskich armat. Pod wieczór działony zmieniły swoje pozycje i nadal prowadziły artyleryjski ogień.

Nocą z 3 na 4 września oddziały wchodzące w skład "4 Dywizji Piechoty" w obawie przed atakami niemieckiego lotnictwa, przegrupowały się i z rana

4 września ukryły w lasach. Wystawiono również silne czaty i ubezpieczenia.

Dowództwo "4 Pułku Artylerii Lekkiej" miało swoje miejsce postoju w lesie, około 200 metrów na północny wschód od dworu Wronie.

2 bateria pod dowództwem porucznika Wacława Hojny-Horodyńskiego zajęła stanowisko ogniowe na zachód od dworu Wronie.

II dywizjon pod dowództwem majora Kazimierza Falewicza znajdował się na postoju ubezpieczonym w pobliżu miejscowości Pusta Dąbrówka, a

III dywizjon (bez 9 baterii) pod dowództwem majora Michała Szczepańskiego w rejonie miejscowości Dębowa Łąka.

Na odcinku obronnym "Oddziału Wydzielonego-Jabłonowo" w ciągu dnia dochodziło do walk. Już we wczesnych godzinach rannych nastąpiło nasilenie ognia niemieckiej artylerii ciężkiej. "228 Dywizja Piechoty Landwehry" aktywnie rozpoznawała teren niewielkimi patrolami, które wspierały czołgi.

Około godziny 10:00, w rejonie miejscowości Lisnowo i Szarnoś wyjechało na przedpole kilka niemieckich czołgów i pancerny samochód, ale dostały się w ogień karabinów maszynowych i ogień artyleryjski II dywizjonu.

Po intensywnej wymianie ognia, polska artyleria zmusiła Niemców do wycofania się w kierunku miejscowości Widlice.

Około godziny 11:45 niemieckie samoloty należące prawdopodobnie do "Dowództwa Lotnictwa-Prusy Wschodnie", bombardowały okolice Jabłonowa Pomorskiego, ale bez większego sukcesu.

Po południu II dywizjon pod dowództwem majora Kazimierza Falewicza, z dobrze usytuowanych stanowisk ogniowych, ponownie wspierał własne pozycje obronne, na które nacierało 11 niemieckich czołgów i piechota nieprzyjaciela. Natarcie to zostało powstrzymane.

Kolejną próbę, która miała na celu wyrzucenie za rzekę Osę kompanii "Obrony Narodowej" z batalionu "Obrony Narodowej-Grudziądz" Niemcy podjęli w godzinach wieczornych. Polska kompania, która znalazła się pod silnym ostrzałem niemieckiej artylerii i ataku piechoty należącej do

"228 Dywizji Piechoty Landwehry", zmuszona została by odskoczyć i wycofać się za rzekę Osa. Następnie Niemcy próbował sforsować rzekę, aby uchwycić przyczółek dla reszty swoich oddziałów. Polacy jednak zdołali wysadzić w powietrze most przez rzekę, a żołnierze z batalionu "Obrony Narodowej-Grudziądz" stawili na drugim brzegu rzeki zdecydowany opór.

Godną podziwu postawą wykazała się w czasie walki 4 bateria pod dowództwem podporucznika Jana Łojko, która najpierw położyła skuteczny ogień zaporowy na atakującego wroga, a następnie z powodzeniem niszczyła jego żródła ognia.

Około godziny 21:00, patrole zwiadowcze rozpoznawały w lesie w okolicy miejscowości Płonkówek skupisko niemieckich czołgów i artylerii. Dowódca II dywizjonu - major Kazimierz Falewicz rozkazał aby z dwóch baterii położyć ogień na rozpoznane miejsce.

I tak naprzykład: 6 bateria pod dowództwem porucznika Józefa Wojciechowskiego wystrzelała w nakazanym kierunku kilkaset pocisków,

a 4 bateria pod dowództwem podporucznia Józefa Łojko przed opuszczeniem stanowisk ogniowych wykonała kilka nawał ogniowych.

Trudno dzisiaj ocenić, jakie były straty po stronie niemieckiej. Można jednak założyć, że ostrzał miał na celu niedopuszczenie do przygotowania następnego natarcia i przekonanie Niemców o pozostawaniu w tym rejonie polskich oddziałów.

W nocy z 4 na 5 września 1939 roku "4 Dywizja Piechoty" otrzymała od generała brygady - Mikołaja Bołtucia rozkaz przejścia nad rzekę Drwęcę, w okolice miasta Golub-Dobrzyń. Przemarsz odbywał się bez przeszkód ze strony niemieckiego "XXI Korpusu Armijnego".

V Ciąg dalszy poniżej V