Ciesielski Władysław (1911 - 1989)

Tamtej tragicznej nocy strzelono do niego.

Przeżył i przedostał się poza więzienne mury.

Władysław Ciesielski urodził się 9 grudnia 1911 roku w miejscowości Parlinek koło Mogilna.

Po ukończeniu Szkoły Podstawowej zostaje przyjęty w 1927 roku do Państwowego Seminarium Nauczycielskiego Męskiego w Wągrowcu

(zdjęcie szkoły z 1920 roku poniżej).

23 maja 1932 roku Władysław Ciesielski uzyskuje dyplom nauczyciela szkół powszechnych, który uprawnia do nauczania w publicznych i prywatnych szkołach powszechnych.

Po ukończeniu Seminarium Nauczycielskiego w Wągrowcu rozpoczyna we wrześniu 1933 roku pracę nauczyciela i pracuje:

w Padniewku od 3 września 1933 roku do 31 marca 1934 roku,

w Mogilnie od 1 kwietnia 1934 roku do 31 marca 1935 roku,

w Inowrocławiu od 1 kwietnia 1935 roku do 30 czerwca 1935 roku,

w Złotnikach Kujawskich od 18 września 1935 roku do 1 września 1939 roku 

Pierwsze dni okupacji hitlerowskiej Władysław Ciesielski spędza we wsi Szerzawy koło Mogilna.

Na początku pażdziernika 1939 roku, okupacyjne wladze niemieckie wydają zarządzenie z informacją żeby wszyscy Polacy obowiązkowo zgłosili się

w swoim ostatnim miejscu pracy. Nauczycieli łudzono perspektywą otwarcia

w niedługim czasie szkół.

W związku z tym zarządzeniem, Władysław Ciesielski, którego ostatnim przed wybuchem II wojny miejscem pracy była szkoła w Złotnikach Kujawskich przyjeżdża do tej miejscowości już 10 pażdziernika 1939 roku i stawia się

w budynku Urzędu Gminnego. Tam zostaje aresztowany i zamknięty wraz

z innymi nauczycielami w jednym z pomieszczeń urzędu.

Tego samego dnia wieczorem wszyscy aresztowani pod eskortą SS-manów, uzbrojonych w rewolwery i karabiny zostają pieszo doprawadzeni do inowrocławskiego więzienia i umieszczeni w celach.

Ze swojej celi, zza krat okna widzi pierwsze egzekucje wykonane na bohaterskich obrońcach Gniezna z emerytowanym majorem okresu Powstania Wielkopolskiego - księdzem dziekanem Mateuszem Zabłockim

na czele.

W nocy z 22 na 23 pażdziernika Władysława Ciesielskiego obudziły głośne krzyki. W celi zapanował strach i równocześnie jakieś zobojętnienie.

Władysław Ciesielski wyjrzał przez okno celi i zobaczył stojące pod ścianą więziennego muru, naprzeciwko plutonu egzekucyjnego nauczycielkę

ze Złotnik Kujawskich - Wandę Dominiczak i nauczycielkę z Januszkowa - Gertrudę Doroszewską.

W pewnym momencie niemieccy oprawcy zaczęli się między sobą kłócić.

W plutonie egzekucyjnym nastąpiło małe zamieszanie i wołanie basowym głosem "Frauen Nicht". I stał się cud. Po odczytaniu wyroku śmierci pluton egzekucyjny odmówił wykonania rozkazu rozstrzelania kobiet.

W pewnej chwili otworzyły się drzwi celi. W drzwiach stanął więzienny dozorca

i wywołał Władysława Ciesielskiego i Władysława Ozdobę - nauczyciela

z Pęchowa. Wywołanym więżniom nie pozwolono zabrać żadnych swoich rzeczy osobistych. Władysław Ciesielski domyślił się, że idzie na śmierć.

Pożegnał się z kolegami, którzy pozostali w celi tymi oto słowami:

"Ja już nie wrócę, ale napewno nie wszyscy zginą. Bardzo proszę tych, którzy wyjdą z więzienia o zawiadomienie mojej Matki o mojej śmierci".

Władysław Ciesielski i Władysław Ozdoba zeszli razem na korytarz więzienny na parterze budynku. Na parterowym korytarzu był już Konrad Hoffmann - kierownik szkoły w Szadłowicach. Pijani hitlerowscy oprawcy sprawdzili personalia Konrada Hoffmanna, który był posądzony o żydowskie pochodzenie, chociaż Żydem nie był. Po chwili zaczęli Go bić rękojeścią rewolweru po głowie i twarzy, a w końcu kopać z całej siły.

Następnie zabrali się za Władysława Ciesielskiego. Po stwierdzeniu personalii, jeden z oprawców spojrzał na listę więżniów. Władysław Ciesielski kątem oka dostrzegł, że na liście obok jego nazwiska jest umieszczony czewony krzyżyk (to oznaczało wcześniej wydany wyrok śmierci). Wtedy pijany Niemiec wrzasnął z całej siły: "Cizilski! Der Lahter in Guldenhof" i uderzył Ciesielskiego rękojeścią rewolweru po twarzy. Podobnie pobito również Władysława Ozdobę. Po chwili padł rozkaz "Gradeaus" i całą trójkę wyprowadzono na więzienny dziedziniec. Padły strzały.

Władysław Ciesielski dostał strzał w szyję. Z jednej strony kula weszła,

a z drugiej wyszła. Stracił na chwilę przytomność. Po jej odzyskaniu stwierdził

że leży na więziennym dziedzińcu na wznak w kałuży krwi. Nieopodal stał jeden z oprawców z rewolwerem. Władysław Ciesielski widział tych, których Niemiec dobijał strzałami z pistoletu. Leżał więc nieruchomo, udawając, że jest zabity. Po pewnym czasie Niemiec wrócił do środka więziennego budynku

a wtedy Władysław Ciesielski się lekko podniósł. Zauważył, że obok niego leżał zabity, z kapeluszem narzuconym na twarz - Władysław Ozdoba.

Ciała Konrada Hoffmanna nie dostrzegł.

Po krótkim namyśle, Władysław Ciesielski zdecydował się na próbę ucieczki.

Doszedł w ciemnościach do szopy ustawionej przy więziennym murze.

Po podporze wczołgał się na dach szopki. Tam krótkie zastanowienie co dalej robić, ponieważ pozostanie na dachu do pewna śmierć. Wobec tego decyduje się na desperacki krok. Wchodzi z dachu na 4 metrowy więzienny mur

i zeskakuje z niego od strony ówczesnej ulicy Pakoskiej.

Upada poza murem, łamiąc sobie nogę, co bardzo skomplikowało dalszą ucieczkę. Przez chwilę nie może wstać, ale uważa, że pozostanie na oświetlonym kawałku ulicy, to znowu śmierć. Postanawia więc oddalić się

z tego miejsca. Jak najdalej od miejsca każni.

Ucieczka Władysława Ciesielskiego - scena z nagrywanego filmu "Makabryczna noc" (w tej roli Przemysław Bohonos).

Władysław Ciesielski z ogromnym wysiłkiem idzie pod budynkami i płotami

i dociera do będącego w budowie kościoła św. Józefa. Po przejściu ogrodzenia kościoła, przez nikogo nie zauważony zsuwa się przez małe okienko do podziemi kościoła i z wielkim strachem, bez jedzenia oczekuje na dalsze wydarzenia. Teraz miał czas, aby zastanowić się w jaki sposób ocalał i co będzie dalej. Władysław Ciesielski opisał to 17 pażdziernika 1980 roku w krótkim wspomnieniu zatytułowanym "Moje przejścia w noc pażdziernikową w Inowrocławiu".

" Kula przeszyła mi szyję, ale widocznie nie naruszyła kręgów, bo żyję. Jeszcze krwawiłem. Udarłem więc rękaw koszuli i obwiązałem nim głowę. Wieczorem, kiedy noga przestała boleć, pod ochroną ciemności chciałem opuścić ogrodzenie budującego się kościoła, ale mój zamiar udaremniły patrole niemieckie, chodzące niedaleko murów kościoła. Schowałem się do szopy przeznaczonej na materiały budowlane, postanawiając raczej umrzeć z głodu, aniżeli oddać się w ręce siepaczów hitlerowskich. Rano robotnicy zaczęli rozbierać rusztowania i ładować je na wozy. Gdy opuścili teren budowy, wyszedłem z szopy i udałem się w kierunku Pakości.

Po drodze spotkałem kupca ze Strzelna, jadącego po sól. Zabrał mnie

i dowiózł do kopalni (żupy solnej). On wjechał na teren kopalni, a ja zostałem przed kopalnią, bo nie miałem przepustki. Czekając na powrót mego dobroczyńcy, zauważyłem przejeżdżający samochód, w którym siedział kierownik więzienia i zdawało mi się, że pilnie mnie obserwuje. Samochód stanął. Sądząc, że uczynił z zamiarem wylegitymowania mnie, przeszedłem na drugą stronę ulicy

i ukryłem się w zabudowaniach gospodarczych. Po kilku godzinach wyszedłem z ukrycia. Obawiając się, że niektórzy hitlerowcy mogą kontrolować wozy oraz legitymować pieszych udałem się w kierunku zabudowań gospodarskich po stronie szosy pakoskiej, a odległych około kilometra. Po przejściu połowy drogi osłabienie i ból nogi nie pozwoliły na dalszą podróż. Usiadłem na rowie, oczekując zbawiennej pomocy. W oddali pracowały dwie kobiety. Przyszły do mnie i przy ich pomocy doszedłem do gospodarstwa, którego właścicielem był Polak nieznanego mi nazwiska. Tu otrzymałem kolację, pierwszy posiłek po dwóch dniach i udałem się na odpoczynek do stajni na słomę. Okropny ból nogi nie pozwolił spać. Jęczałem, a nawet wyłem z bólu. Przyszedł gospodarz. Poprosiłem go o wiadro wody. Zdjąłem koszulę i robiłem sobie zimne kompresy, które zmiejszały ból. Rano noga spuchnięta jak bania. Nie można było myśleć o dalszej podróży.

Gospodarz myśląc, że jestem człowiekiem "niebezpiecznym", odwiózł mnie do sąsiedniej wioski Batkowo. I odtąd odwożony z jednej wioski do drugiej (Ziarnowo, Bartodzieje, Ludzisko, Góry

i Bronisław) na początku listopada 1939 roku przybyłem do wsi Szerzawy koło Mogilna, gdzie ukrywałem się do stycznia 1941 roku.

A następnie w Broniewicach powiat Mogilno. Zaraz w pierwszych dniach po wyzwoleniu Mogilna przystąpiłem wraz z innymi kolegami do organizowania szkoły".

W Broniewicach Władysław Ciesielski kurował się, a potem pracował

u jednego z rolników. Dzięki życzliwości i niewątpliwie szczęściu zdołał się wyleczyć i skutecznie ukrywać bez dokumentów w wielu miejscowościach, aż do stycznia 1945 roku.

W tym czasie po rodzinie rozeszła się wiadomość, że Władysław Ciesielski zginął rozstrzelany w inowrocławskim więzieniu. Taką informację przekazał matce Władysława jeden w więżniów, któremu udało się przeżyć okupację.

Prawda jedna potem okazała się inna i była wielkim zaskoczeniem dla rodziny

i najbliższych.

1 marca 1945 roku, Władysław Ciesielski rozpoczyna pracę nauczyciela

w Publicznej Szkole Powszechnej nr.2 w Mogilnie (zdjęcie poniżej),

a po kilku latach zostaje jej dyrektorem. W latach 70-tych XX wieku przechodzi na zasłużoną emeryturę.

25 czerwca 1946 roku, Władysław Ciesielski otrzmuje świadectwo ukończenia Państwowego Wyższego Kursu Nauczycielskiego w Poznaniu.

Z rodzinnego albumu.

Władysław Ciesielski z księdzem Misiakiem i żoną Ireną na spacerze.

Mogilno 1947 rok.

Władysław z żoną Ireną i synem Leszkiem na podwórzu rodzinnego domu.

Mogilno 1949 rok.

Władysław Ciesielski - Mogilno 1957 rok.

Władysław Ciesielski (trzeci z prawej). Szkoła Podstawowa nr.2.

Mogilno 1963 rok.

Władysław Ciesielski ( pierwszy z lewej). Szkoła Podstawowa nr.2.

Mogilno 1964 rok.

Władysław Ciesielski z synem Wiesławem.

Olsztyn 1973 rok.

Władysław Ciesielski.   Lata 80-te XX wieku.

Władysław Ciesielski zmarł 21 września1989 roku.

Został pochowany obok swojej żony Ireny (zm.16.07.1970r.)

na cmentarzu św.Jana Ap. i św. Jakuba Ap. w Mogilnie.

Nagrobek Ireny i Władysława Ciesielskich na cmentarzu w Mogilnie.

Serdeczne podziękowania dla Pana Leszka Ciesielskiego, syna Władysława za pomoc w przygotowaniu materiału

na stronę internetową.